Jamal Crawford 'załatwił' Phoenix

Dodano: 9 grudnia 2012 11:31
Jamal Crawford 'załatwił' Phoenix
Hubert Krzywda, Informacja własna
Obraz własny

Los Angeles Clippers to za wysokie progi jak na razie dla Phoenix Suns. Chris Paul i spółka nie dali szans rywalom pokonując ich u siebie 117:99.

Kolejny słabszy mecz rozegrał Marcin Gortat, który na parkiecie spędził jedynie 24 minuty.

Polak na swoje konto dodał 6 punktów (2/3 z gry), 3 zbiórki, 1 asystę i jeden blok. W decydujących fragmentach gry, czyli czwartej kwarcie przyglądał się tylko poczynaniom kolegów z zespołu z ławki rezerwowych pojawiając się symbolicznie w tym czasie zastępując usuniętego z parkietu dyscyplinarnie Jermaine O'Neala.

I to właśnie czwarta kwarta była kluczowa dla wyniku całego meczu, którą gospodarze wygrali 32:16. Klasą dla siebie był w tym okresie Jamal Crawford, który rzucił wówczas 13 ze swoich 21 punktów i jest już liderem NBA pod względem zdobytych punktów w ostatniej części gry ze średnią 7.9, wyprzedzając Duranta (7.7) i Bryanta (7.5).

Żaaden inny zawodnik w lidze nie może się pochwalić także taką ilością zdobywanych punktów wchodząc z ławki. Crawford już po raz 10 w tym sezonie zdobył przynajmniej 20 punktów.

Dziękuję swoim rezerwowym, podczas gdy starterzy zbyt się siłują - poiedział po meczu Vinny Del Negro, podkreślając znaczenie swoich graczy z ławki, wśród których dobre zmiany dali także Barnes (13pkt). Bledsoe (10) i Odom (8pkt/8zb).

Prócz ławki dobre zawody rozegrali liderzy - Paul (16pkt/11as), Griffin poza pięknym wsadem z lewej ręki uzyskał 24 punkty i osiem zbiórek. Walczył również w obronie, gdzie skradł rekordowe 4 piłki oraz tyle samo rozdał asyst.

W zespole Phoenix nieźle w ataku grał Michael Beasley -21 punktów, tym razem na niezłej skuteczności (7/11) jednak na parkiecie nie spędził nawet 30 minut. Walczył jak tylko mógł Morris (13pkt/6zb/4as), swoje uzbierał także Scola (18pkt/10zb).

Można było jednak odnieść wrażenie, że Alvin Gentry nie miał zupełnie pomysłu na grę przeciwko Clippers i nie mógł się zdecydować na kogo w końcu postawić. Gdy dobrze szło Beasleyowi, to ściągał go z parkietu, gdy pod koszem Clippers mieli problemy, to schodził Gortat. Szansy na grę nie dostał wcale PJ Tucker.

Chemia w ten sposób prowadzonej drużynie nie może być zatem dobra. Stąd też i bilans 7:14 oraz szósta porażka z rzędu.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp