Bobcats tracą 18-punktowe prowadzenie, Pistons są twardzi u siebie

Dodano: 4 grudnia 2012 12:44
Bobcats tracą 18-punktowe prowadzenie, Pistons są twardzi u siebie
Grzegorz Kordylas, Informacja własna
Obraz własny

Poniedziałek dla kibiców NBA to idealny dzień na odpoczynek po weekendzie. Nie ma bowiem pojedynków na szczycie, takich jak choćby dzisiejszy Thunder z Nets, można za to zobaczyć w akcji zespoły, które walczą o awans do Play Offs i rzadko są pokazywne w narodowej telewizji.Właśnie tak było wczoraj, choć wcale nie oznacza to,  że brakowało emocji. Portland Trail Blazers po kolejnym znakomitym występie duetu Lillard-Aldridge pokonali na wyjeździe Bobcats mimo 18-punktowego deficytu, a Detroit Pistons, którzy na wyjeździe są 1-10, wczoraj wygrali piąte spotkanie z rzędu w The Palace.

Trail Blazers - Bobcats 118:112Jeszcze na 5 minut przed końcem Blazers przegrywali 79:97 i wydawało się, że Charlotte pod wodzą Bena Gordona (29pkt, 8/12 za 3), który był wczoraj najgorętszym koszykarzem na planecie, odniosą pierwsze od 3 spotkań zwycięstwo. Na ich drodze stanął jednak Damian Lillard (24pkt/9as), który swoimi 8 punktami z rzędu porwał gości do walki o zwycięstwo. Lillard miał znakomitą końcówkę, przez całe spotkanie jednak miał problemy ze skutecznością i trafił zaledwie 1 z 8 rzutów zza łuku. Aż 14 razy jednak stawał na linii osobistych, skąd wykorzystał 11 prób. Portland zakończyło spotkanie runem 23:5, a celną trójką na wyrównanie zakończył go Luke Babbit (9pkt w 4.kwarcie i dogrywce), po tym, jak Bobcats nie rzucili punktu przez ostatnie półtorej minuty. Szansę na game-winnera miał nie kto inny jak Kemba Walker (22pkt), stracił jednak nieco równowagę, a jego rzut okazał się niecelny. Po świetnej pierwszej połowie, w której Walker zdobył 17 oczek, w drugiej znacznie spuscił z tonu. W dogrywce po wymianie ciosów Luke Babbit po raz kolejny zaskoczył rywali zza łuku, a my na minutę przed końcem mieliśmy na tablicy wyników 110:108 dla Portland. Bobcats szybko wzięli się za faulowanie, niestety dla nich goście z Oregonu w końcówce dogrywki byli perfekcyjni z linii (8/8) i tym sposobem odnieśli 8. zwycięstwo w sezonie. Cała pierwsze piątka Blazers zagrała na dobrym poziomie, choć JJ Hickson grał zaledwie 12 minut i nie zdążył pokazać się z dobrej strony. Nicolas Batum i Wes Matthews rzucili w sumie 36 punktów, a Lamarcus Aldridge (25pkt/13zb/3blk) wreszcie gra jak All-Star, o czym postaram się napisać więcej niebawem. 23.6 punktu i 9.4 zbiórki na mecz w ostatnich pięciu meczach robi wrażenie i wygląda na to, że LA nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Blazers są 8-10 i muszą mieć się na baczności, zanim będzie za późno na walkę o Play Offs, tak jak to miało miejsce w poprzednim sezonie. Zwycięstwa takie jak to wczorajsze są bardzo ważne i trener Terry Slots dobrze o tym wie. Ben Gordon zdobył 10000. punkt w swojej karierze, a Damian Lillard w pojedynku debiutantów wypadł dużo lepiej niż Mike Kidd-Gilchrist (8pkt).Cavaliers - Pistons 79:89Cavaliers i Pistons raczej o Play Offs w tym roku nie powalczą, mają jednak powody żeby myśleć pozytywnie. wybór Andre Drummonda był nadzieją na lepszą defensywę w Detroit, która od czasu rozpadu mistrzowskiego składu jest jedną z najgorszych na wschodzie. Wczoraj gracze Cleveland Cavaliers przekonali się, jak młody wychowanek UConn może wpłynąć na grę swojej drużyny. Pistons pozwolili swoim rywalom na 79 punktów, wygrywając mecz już w pierwszej połowie, w drugiej bowiem i oni mieli ogromne problemy ze skutecznością, rzucając w sumie zaledwie 33 punkty. Mogą być jednak dumni ze swojej obrony, zablokowali bowiem aż 13 rzutów - ostatni raz zdarzyło im się to 15 kwietnia. 2007 roku. Jason Maxiell miał aż 5 z nich, dokładając dotego 12 punktów, a cała pierwsza piątka Pistons oprócz Grega Monroe (9pkt/14zb/5as) zanotowała dwucyfrowe zdobycze punktowe. Samo spotkanie, choć nie porywało, miało swoje jasne strony, przede wszystkim pojedynek wysokich. Anderson Varejao (17pkt/18zb) i Andre Drummond (7pkt/12zb) mieli aż po 9 zbiórek ofensywnych, Monroe miał w sumie 14, a Tristan Thompson do 10 punktów dołozył 11 zebranych piłek. Mieliśmy więc okazję obejrzeć potyczkę wysokich, którzy w przyszłości będą czołowymi zbierającymi ligi (Varejao powinien dostać nagrodę za najbardziej walecznego zawodnika na tablicach od czasów Dennisa Rodmana). Choć Cavs przegrali tylko 10 punktami, mecz nie był wyrównany i wydawało się, że gospodarze od początku do końca kontrolowali jego przebieg, zatrzymując Cavaliers na skuteczności 34%. Obwód drużyny z Ohio był jednak bardzo osłabiony brakiem Kyrie Irvinga i Diona Waitersa. Irving zdaje się powoli wracać do gry po kontuzji palca, wczoraj nawet trenował z zespołem przed meczem, Waiters natomiast nie grał z powodu problemów z kostką. Thompson, Casspi i Pargo mieli po 10 punktów, natomiast po stronie Pistons najlepszymi strzelcami byli Brandon Knight (17pkt/5zb/5as), Kyle Singler i Tayshaun Prince (po 15 pkt).W Detroit po fatalnym początku sezonu ostatnio atmosfera jest nieco lepsza, Cavs natomiast przegrali 2 z 10 ostatnich spotkań i do powrotu Irvinga niewiele może się poprawić.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp