George Hill i rzuty osobiste pogrążyły Lakers
Mike D'Antoni powinien zabraniać swoim zawodnikom wychodzić z sali treningowej, dopóki nie trafią odpowiedniej ilości osobistych. Po wczorajszym spotkaniu z Pacers całkiem prawdopodobne, że właśnie tak zacznie robić.Na minutę przed końcem przy jednopunktowym prowadzeniu gości, DWight Howard i Metta World Peace spudłowali 4 osobiste. Chwilę później George Hill trafił floater ponad wysokimi Lakers i nie był to wcale najważniejszy rzut tego spotkania.
Nie był to porywający mecz, chyba, że ktoś jest fanem obrony. 27 punktów w 2. kwarcie (w sumie) to jednak nie tylko obrona, ale przede wszystkim nieporadnośc w ataku. Pacers w ciągu drugich dwunastu minut trafili 7 rzutów z gry, Lakers - 4. Przez praktycznie całe spotkanie zespół z Indianapolis utrzymywał kilkupunktową przewagę, Jeziorowcy na prowadzeniu byli tylko raz, przy stanie 3:2. David West (16pkt/10zb/8as) był bliski triple-double i do pewnego momentu był najlepszym zawodnikiem Pacers w tym meczu. Oczywiście do momentu zakończenia spotkania. Całe spotkanie było teatrem jednego aktora, którym w Staples Center mógł być tylko Kobe Bryant (40pkt/10zb/10str). Kobe rzucił poand połowę punktów swojej drużyny trafiając 12 z 28 rzutów, rozgrywając ofensywnie najlepsze spotkanie wśród wszystkich zawodników na parkiecie. Co ciekawe, od sezonu 1977/78, czyli tego, w którym do statystyk zaczęto zaliczać straty tylko jeden zawodnik zagrał na poziomie podobnym co Kobe (40+/10+/10+). Był to Hakeem Olajuwon, który 19 kwietnia 1990 roku w spotkaniu przeciwko Nuggets zanotował 52 punkty, 18 zbiórek i 11 strat. Rockets to spotkanie przegrali, podobnie jak wczoraj Lakers. Po trafionym rzucie George'a Hilla (19pkt/5zb/5as) Pacers mieli 3-punktową przewagę, a kibice Lakers po tym co zobaczyli wcześniej stracili jakiekolwiek nadzieje na sukces swoich ulubieńców. Oczywiście Kobe Bryant dawno zapomniał co działo się przed chwilą i skupił się tylko na tym, by umieścić piłkę w koszu i na moment znów sprawił, że Staples Center znalazło się w niebie. Rzut za 3 nad dwoma obrońcami może wydawać się trudny, dla Bryanta był to jedyny sposób, by coś w tym meczu jeszcze ugrać. Remis, 24 sekundy do końca. George Hill tak samo jak kilkanaście sekund wcześniej kozłuje piłkę przed wszystkimi na parkiecie, mijając obronę Lakers przerzuca Pau Gasola i Dwighta Howarda, a obręcz w LA okazuje się tym razem szczęśliwa dla gości. Hill pogrążył Lakers 2 razy w bardzo podobny sposób. Jeziorowcy pod wodzą Mike'a D'Antoniego są 2-3 i nie jest tak kolorowo, jak się tego spodziewalśmy. 31.6 % skuteczność z gry i tylko Kobe i Dwight trafiają więcej niż 2 rzuty z gry. Pozostali gracze pirewszej piątki byli 3/23. Ławka? 2/15. Howard (17pkt/8zb) zagrał przyzwoity mecz, od gracza tego kalibru nie wymaga się jednak grania w kratkę, lecz dominowania w pomalowanym jak za czasów gry w Orlando. Po raz kolejny jego zmorą były osobiste, Dwight trafia w tym sezonie zaledwie 48% z nich oddając średnio ponad 10 w każdym meczu. W przegranych pojedynkach z Grizzlies i Kings, Howard zdobył w sumie 14 punktów i jeśli Lakers liczą na zmiany, pownni zacząć od motywacji dla swojego środkowego, który wyraźnie nie jest w najwyższej formie. Pacers natomiast są na dobrej drodze by wrócić do najlepszej ósemki wschodu po tym jak w poprzednim sezonie znaleźli się w czołowej trójce. W tym sezonie przegrywal jednak z Charlotte, Toronto czy Wolves i widać, że mają swoje problemy. Przed nimi jeszcze 2 mecze w Kalifornii (Warriors i Kings), w których mają szansę przekroczyć granicę 0.500.