Allen i Wade ratują Miami przed porażką
Kolejne spotkanie Lebrona z dawnymi kolegami, których w ekipie Cavaliers już co raz mniej. Ekipa z Ohio, choć bez swojej gwiazdy, postawiła poprzeczkę bardzo wysoko i była o dłoń Dwyane'a Wade'a od zwycięstwa w American Airlines Arena.Lebron znów nie miał litości dla byłego klubu na parkiecie, zakończył bowiem spotkanie z 30 punktami będąc najlepszym strzelcem tego wieczoru.
W tym sezonie gwiazda Miami jeszcze poniżej 20 punktów nie zeszła i każde spotkanie to znakomite cyferki kręcone przez Jamesa, który po prostu dominuje w tej lidze, czy się to komuś podoba, czy nie. Wczoraj to jednak nie on przyczynił się do wygranej końcówki w największym stopniu, ale o tym za chwilę. Od począku spotkania goście odważnie ruszyli do ataku i cała pierwsza piątka Cavs zapunktowała w pierwszej kwarcie, wygranej 29:29. Po stronie Heat punktowali głównie James i Bosh (23pkt/7zb), którzy zdobyli odpowiednio 8 i 7 punktów. Druga kwarta to o dziwo nie popis rezerwowych Heat, ale odskakiwanie Cavs i pozwolenie gospodarzom na ledwie 5 trafień z gry. Połowa z 22 punktów jakie Heat zdobyli w 2. odsłonie to trafienia z linii osobistych, Eric Spoelstra nie miał więc powodów do zadowolenia, a jego drużyna schodziła do szatni z 11 punktowym deficytem. I choć jeszcze na początku drugiej częśći meczu Tristian Thompson (13pkt/5zb) rzutem za 3 doprowadził do 13 punktowej przewagi, chwilę później gospodarze zaliczyli run 11:0 i od tej pory wynik meczu utrzymywał się na granicy remisu, a ostatnie 12 minut spotkania rozpoczynaliśmy od 2 punktowego prowadzenia Cavs. Na okazje na zwycięstwo wczorajszej nocy zawodnicy z Cleveland narzekać nie mogli. Najpierw, na 4 minuty przed końcem, po trafionych osobistych Andersona Varejao (10pkt/15zb), Cavaliers prowadzili 5 oczkami, a gdy Dwyane Wade (18pkt/7zb/4as) w pojedynkę doprowadził do remisu 101:101, w zaledwie minutę później, na tablicy wyników po rzucie z dystansu Daniela Gibsona (11pkt) widzieliśmy 7 punktową przewagę gości. 108:101, 1:52 do końca, a my od tej pory oglądaliśmy w akcji tylko jedną drużynę. Najpierw James zapunktował po penetracji, a następnie Ray Allen (17pkt/5zb) rzucił ostatnich punktów w meczu, a Heat dowieźli do końca 4. zwycięstwo z rzędu. Ile warty jest Dwyane Wade, nawet jeśli wciąż nękają go kontuzje i w ataku jest cieniem zawodnika, którego chcielibyśmy oglądać, mogliśmy przekonać się w ostatniej akcji spotkania. Oddanie piłki w ręce Jeremyego Pargo (16pkt) nie było może najlepszym pomysłem, ale przy znakomitej defensywie Heat goście nie mieli innego wyjścia i komuś piłkę podać musieli. Tak się składało, że na przeciw Pargo wyrósł właśnie Flash, a Jeremy, mimo całkiem niezłego ruchu, został bezlitośnie zablokowany, piłka wylądowała w rękach Raya Allena, osobiste, po meczu. Wszystko wygląda na to, że po raz pierwszy w erze wielkiej trójki, Miami znajdzie się na czele konferencji wschodniej w sezonie regularnym. #1 w Play Offs oznacza łatwiejszą drabinkę i oszczędzanie sił przed najwazniejszymi spotkaniami, a to w przypadku Heat byłoby zabójczą bronią. Do tego jednak jeszcze bardzo daleko, a póki co Spoelstra musi skupić się na tym, jak utrzymac w drużynie tak świetną atmosferę. Cavs są 1-8 na wyjazdach, a w poniedziałek czeka ich jeszcze trudniejszy test, jadą bowiem do Memphis.