Jeremy Lin (znów) spędza decydujące minuty na ławce

Dodano: 22 listopada 2012 16:52
Jeremy Lin (znów) spędza decydujące minuty na ławce
Grzegorz Kordylas, Informacja własna
WikiMedia

Gdy przychodził do Houston wszyscy widzieli w nim nadzieję na lepszą przyszłość, sam udowodnił całemu światu, że potrafi grać w kosza, a w Rockets miał pełnić najważniejszą rolę w swojej dotychczasowej koszykarskiej karierze. Póki co jednak Jeremy Lin nie spełnia oczekiwań, a w ostatnich potyczkach trener Kevin McHale mocno zwątpił w jego możliwości.Rockets przegrali 7 z ostatnich 10 spotkań, a duet Lin-Harden co raz częściej zawodzi w ważnych momentach. 6 dni temu w spotkaniu przeciwko Blazers Jeremy dokończył mecz na ławce, a jego zespół przegrał z Portland 117:119.

Wczoraj, w spotkaniu z Bulls, Lin spędził na parkiecie najmniej w tym sezonie, 26 minut, zdobywając zaledwie 4 punkty i notując aż 5 strat. Skutecznośc na poziomie 27% i 0/9 za 3 w 5 ostatnich meczach pokazują najlepiej, że Linsanity to teraz odległa przeszłość, a koszykówka w Houston przeżywa kryzys. Wracając do meczu z Chicago, który zobrazował największą wadę Jeremyego - obronę. Nate Robinson w 4. kwarcie robił co chciał, gdy Lin był na boisku, wliczając w to trójkę właściwie bez obrony i 360, w iście Nate'owskim stylu. Dla trenera Rockets to było już za wiele i wpuścił na boisko Toney Douglasa, który w ciągu ostatnich 70 sekund zdobył 7 punktów, ratując dla Rockets pierwsze od 4 spotkań zwycięstwo. Najpierw Damian Lillard, a teraz Nate Robinson, którzy nie są nawet w 10 najlepszych rozgrywających ligi, obnażyli słabości Lina, który póki co w najwazniejszych momentach po prostu zawodzi. 12 listopada w spotkaniu z Heat, które Rockets przegrali na własne życzenie, Lin mając otwartą pozycję do rzutu nie dorzucił do kosza, a co było dalej, wszyscy pamiętamy. W tym sezonie Jeremy tylko 2 razy rzucał na skuteczności lepszej niż 40%. Fatalnie idzie mu równiez zza łuku, skąd oddaje średnio aż 3 rzuty na mecz. Skuteczność? 24%. Rockets są 5-7 i pozwalają rywalom na 99.9 punktów w meczu co jest 25 wynikiem w lidze. Przed nimi potyczki z Knicks,Raptors i Thunder i zdaje się, że oprócz meczu u siebie z Toronto Rockets nie będą mieli zbyt wiele do powiedzenia. Grudzień rozpoczynają od spotkań z Jazz, Lakers, Mavs i dwóch meczów przeciwko Spurs, Kevin McHale ma przed sobą dużo roboty, przede wszystkim musi wymyślić, jak wygrywać mecze, gdy wynik jest na krawędzi. Izolacje Hardena są (moim zdaniem) jednymi z najbardziej zawodzących rozwiązań i zdecydowanie w decydujące akcje zaangażować trzeba Patricka Pattersona, lub Chandlera Parsonsa, wykorzystując zasłony, rzut z półdystansu, lub trójkę, w przypadku tego ostatniego. Oczywiście Harden jest go-to-guyem tej drużyny i to jemu należy oddać ostatni rzut, nie ma sensu jednak decydować się na izolowanie Jamesa Hardena już kilka minut przed zakończeniem spotkania. Cóż, być może podczas święta dziękczynienia McHale wymyśli coś, co przyniesie w Teksasie zmiany.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp