Nets znów z tarczą
Dodano: 20 listopada 2012 10:28
Autor: Łukasz Stopa, http://hellobrooklynnets.wordpress.com/
Zdjęcie: WikiMedia
W dniu 18 listopada 2012 roku, w Sleep Train Arena w Sacramento, miało miesjce kolejne starcie Brooklyn Nets. Ich rywalami byli gospodarze, czyli drużyna Sacramento Kings. Nets, którzy w ostatnim meczu zwyciężyli Boston Celtics, różnicą 5 punktów, dzisiaj również mieli nadzieję na korzystny rezultat. W meczu, w drużynie Nets, wystąpił już Gerald Wallace. Pierwsze chwile meczu, to wymiana ciosów po obu stronach.Gdy jedna z ekip, zapisała na swoje konto punkty, ich przeciwnicy odpowiadali tym samym. Jednak, od stanu 8:6 dla Nets, gospodarze zaliczyli run 10:0 i wygrywali 16:8 na 4 minuty przed końcem pierwszej kwarty. Coach Nets poprosił w takiej sytuacji o czas, który podziałał na jego podopiecznych. Zaraz po wznowieniu gry, za trzy punkty trafił C.J. Watson, po drugiej stronie wsadem odpowiedział Tyreke Evans. Gdy było już 18:11 dla Kings, to Nets zaliczyli 6-punktowy run, i ich strara wynosiła zaledwie jeden punkt. Ostatnie punkty dla Kings w tej kwarcie zdobył Chuck Hayes, ale kwarta zakończyła się wygraną Brooklynu 21:20. Druga kwarta zaczęła się lepiej dla gospodarzy, którzy zdobywając 4 punkty, wyszli na prowadzenie 24:21. Run 6:0 ponownie zaliczyli goście, jednak Jimmer Fredette rzucając za trzy punkty, doprowadził do remisu 27:27. Przez większą część tej kwarty, gra po obu stronach była bardzo wyrównana i ciężko było wskazać, kto okaże się lepszy w tych 12 minutach. Jednak kilka minut przed końcem pierwszej połowy, Nets rzucili 10 punktów, nie tracąc przy tym żadnego. To ustawiło tę część gry, i Nets po dwóch kwartach prowadzili 54:42. Kolejne 12 minut, rozpoczeliśmy od dwóch celnych rzutów Demarcusa Cousinsa, który w minimalny sposób, zniwelował stratę Kings, do 10 punktów. Po niecałych 2 minutach, opiekun Nets miał zastrzeżenia co do gry swoich podopiecznych i poprosił o czas. Do tego momentu gracze z Nowego Jorku, biernie zaprezentowali się na tle kalifornijskich przeciwników, rzucając 0 punktów, przy 6 punktach gospodarzy. Po krótkiej przerwie, Joe Johnson trafił za 2 punkty, do tego swoje dorzucił Gerald Wallace i Nets mieli przewagę 11 punktów. Gdy wydawało się, że drużyna, ze wschodniego wybrzeża, dowiezie swoją przewagę do końca tej kwarty, ekipa gospodarzy zaczęła radzić sobie coraz śmielej. Sygnał do ataku dał Demarcus Cousins, który w kilkadziesiąt sekund rzucił za 2 punkty i dodał do tego akcję 2+1. Po stronie Nets, trafił Andray Blatche, ale Kings szaleli w tej fazie meczu. Tyreke Evans fruwał nad obręczą, swoje dorzucił Cousins, ale na tym punktowanie się skończyło. Od tego momentu w tej kwarcie rządziła tylko drużyna z Nowego Jorku. Run 7:0 i wynik po 36 minutach 74:65. Czwarta i ostatnia kwarta zaczęła się od dwóch celnych rzutów za 3 punkty Marcusa Thorntona, który zniwelował przewagę Nets do 3 punktów. Jednak nie na długo, gdyż po kilku akcjach drużyny Brooklynu, przewaga wynosiła już 10 punktów. Końcowa faza meczu, to akcja za akcję. Wynik ustalił rzutami osobistymi Joe Johnson, który na linii rzutów osobistych stawał w ostatniej minucie 3-krotnie. Ostatecznie wynik na tablicy widniał 99:90 dla gości. Brooklyn Nets - Sacramento Kings 99:90 (21:20, 33:22, 20:23, 25:25)