Kobe i Dwight wreszcie grają razem.
Kibice w Los Angeles na wieść o tym, że D12 dołącza do Lakers, mieli w głowie zupełnie inne wyobrażenie druzyny niż ta, która zaprezentowała nam się od początku sezonu. Jeśli jednak Jeziorowcy dążą do tego, by współpraca ich gwiazd wyglądała tak, jak to sobie wymarzyli, to są na bardzo dobrej drodze, a wczorajsze spotkanie może być traktowane jako symbol początku kooperacji Black Mamby z Howardem.W meczu z Rockets, Bryant zanotował 18. w karierze Triple-Double, a w 4. kwarcie wyglądał wręcz jakby grał dla Globetrotters, natomiast Howard miał w sobie energię, której kibice w Orlando nie widzieli w nim przez ostatni rok.
Lakers - Rockets 119:108Popisując się kolejnymi wsadami i celebrując każdy z nich Dwight wyraźnie dał do zrozumienia, że w Los Angeles zabawa dopiero się zaczyna. Lakers wracają do punktu wyjścia mając bilans 5-5 i ogromna w tym zasługa ich nowej gwiazdy. Howard w swoim 10 meczu dla LAL zanotował 28 punktów i 13 zbiórek, będąc również opoką w obronie gospodarzy, zaliczając m.in. 3 bloki. Świetna współpraca pomiędzy nim, a Bryantem (22/11/11) i Pau Gasolem (17pkt) dała kibicom w Staples Center wiele frajdy i daje ogromne nadzieje na przyszłość. Gasol zdobył swój 15 000. punkt w karierze, Metta World Peace (15pkt) zanotował asystę swojej kariery i właściwie nie ma obecnie gracza, który grając w barwach Lakers byłby niezadowolony. Jeszcze kilkanaście dni temu było to nie do pomyślenia, w południowej Kalifornii zaczynają się dziać jednak dobre rzeczy, choć na hurraoptymizm trzeba jeszcze poczekać. Jutro mierzą się z Brooklyn Nets, którzy nie przegrali od pięciu spotkań, i będzie to jedno z najciekawszych spotkań tego tygodnia. Mike D'Antoni już w pierwszych treningach ze swoją nową drużyną wdrożył kilka nowych ofensywnych zagrań, które przynoszą skutki, a Bernie Bickerstaff jest oficjalnie z Lakers 4-1. (D'Antoni przełożył swój debiut dając sobie jeszcze kilka dni na rehabilitację po operacji). Po stronie Rockets swietnie zaprezentował się Chandler Parsons (24pkt) po raz kolejny rzucając +20pkt, swoje próbował robić także James Harden (20pkt/7as), jednak Lakers byli w tym meczu po prostu za mocni. Po doskonałym początku zespół z Teksasu jest w odwrotnej sytuacji niż wczorajsi gospodarze i ma powody do zmartwień, bowiem utrzymanie się w czołówce zachodu z tym składem będzie bardzo trudnym zadaniem.