Spurs pokazują miejsce w szeregu Nuggets
Takich San Antonio Spurs można oglądać w nieskończoność. To już nie ta drużyna, która jeszcze parę sezonów temu była okrzykiwana najnudniejszą w całej lidze.
Gra z polotem i pomysłem w każdej niemal akcji, efektywność i niezwykle efenktowna gra przyczyniły się do pewnego triumfu nad Denver aż 126:100. Spurs wrócili do grania z końcówki poprzeniego sezonu regularnego, kiedy notowali świetne wyniki w ataku.
Jeśli trafia się 16 razy z dystansu, jeśli 6 graczy zespołu uzyskuje dwucyfrową liczbę zdobytych punktów, wymusza 21 strat na rywalach, aż 33 razy się asystuje i na dodatek robi się z Tima Duncana kogoś w rodzaju Raya Allena (trafienie z dystansu Tima na koniec pierwszej połowy, gdzie skrzydłowy Spurs idealnie przymierzył z narożnika) to zespół musi wygrywać.
Zadowolony z postawy swoich graczy był po meczu Gregg Popovich:
Świetnie odnajdywali się moi gracze podając do lepiej ustawionych zawodników, którzy mieli lepszą możliwość oddawania rzutów.
George Karl także nie krył się z pochwałami dla rywali:
Myślę, że Spurs okonaliby dziś każdego poprzez sposób w jaki prowadzili piłkę i znajdywali się w sytuacjach rzutowych.
Do wielkiej formy powraca Manu Ginobili - 20 punktów (5x3, 4as). Argentyńczyk robił sporo zamieszania w obronie Nuggets, nie tylko swoimi popisami rzutowymi, ale samą obecnością na parkiecie, dzięki czemu więcej miejsca mieli pozostali jego koledzy z parkietu.
Spurs mają już bilans 8:2 i mają drugi najlepszy wynik na Zachodzie.