Lin: 'Rywale nie chcą się wstydzić z mojego powodu'
Jeremy Lin był objawieniem poprzedniego sezonu, kiedy jego talent mocno i zdecydowanie wybuchnął w jednym momencie.
NY Knicks nie zdołali go zatrzymać u siebie, a absolwent Harvardu podpisał kontrakt z Houston Rockets wart 25 mln dolarów. 24 latek miał być objawieniem tego sezonu w nowym zespole, jednak coś nie idzie całkiem do końca po jego myśli.
Przede wszystkim na samym starcie rozgrywek został przyćmiony przez Jamesa Hardena, który zdominował dwie pierwsze serie spotkań w lidze.
A Lin nie dość, że jest w cieniu, to nie spełnia jak na razie pokładanych w nim nadziei. Zawodnik próbuje się jednak bronić uważając, że zawsze był celem krytyki i ataków:
Zawsze byłem celem. Gdy byłem w szkole i na colegu dzieciaki i późniejsi rywale zawsze mówili, że nie pozwolą by zawstydził ich ten Azjata...Tak było zawsze. Zawsze zwracano też uwagę na to co powiem i co zrobię.
Problemy Lina nie skończyły się nawet wtedy, gdy trafił do NBA i od razu go pokochano po jego niesamowitej serii świetnych spotkań na początku roku. Gdy przytrafiła mu się kontuzja, a po sezonie okazało się, że w NY obejdą się bez niego - Jeremy musiał zejść na ziemię. Dodatkowo koledzy z byłej drużyny nie szczędzili mu złośliwości:
Carmelo Anthony na ten przykład stwierdził, że kontrakt z Rockets podpisany przez Lina nie jest jego sprawą, ale całej organizacji "by zaakceptować tę śmieszną umowę".
JR Smith poszedł dalej w swoich przemyśleniach i stwierdził, że "Knicks obrazililby innych graczy zespołu, gdyby podpisali z nim podobną umowę".
NBA jest piękna, ale i też nie zna litości. Lin nie jest pierwszy i zapewne nie ostatni.
Lin notuje średnio 10.9pkt, 4.5 zb i 6.1 as na mecz w obecnym sezonie.