Końcówka spod znaku KD
To nie był wieczór Kevina Duranta. Widząc na zegarze minutę do końca spotkania i patrząc na statystyki najlepszego strzelca NBA ostatnich 3 sezonów nikt nie popadłby w zachwyt. 18 punktów przy 6 stratach to raczej mało udany mecz. Od czego są jednak końcówki, Kevin pokazał co to znaczy BIG i poprowadził Oklahomę do zwycięstwa nad Bulls 97:91Po bardzo wyrównanym meczu obie drużyny są 3-2, a kibice Bulls zrozumieli, dlaczego ich drużyna w starciach z rywalami z najwyższej półki, bez Derricka Rose'a będzie miała pod górkę.
Przez cały mecz wynik oscylował na granicy remisu. Na początku spotkania Chicago Buls wysunęli się na kilkupunktowe prowadzenie, pierwsza kwarta skończyła się jednak remisem, a Serge Ibaka (21pkt/9zb/4blk) rzucił w pewnym momencie 9 punktów z rzędu dla Thunder. Ibaka był jednym z najlepszych graczy na parkiecie trafiając 8 z 15 rzutów, w tym jedną trójkę. Prawdziwą różnicę robił dziś nie tylko po bronionej stronie parkietu, ale także notując aż 4 zbiórki ofensywne i będąc przez większą część spotkania najlepszym strzelcem na boisku. Thunder schodzili do szatni z jednopunktowym prowadzeniem, jednak w 3. kwarcie to Bulls dyktowali tempo, a ze znakomitej strony pokazał się Richard Hamilton (20pkt,8zb), który czasami wyglądał jakby wciąż nosił jersey Pistons z 2006 roku. Nie sposób nie docenić dyspozycji Joakima Noah (9pkt/13zb/6as), który jest jednym z najlepiej podających środkowych w lidze, a próbkę jego możliwości z najwyższej półki mogliśmy oglądać właśnie w dzisiejszym pojedynku. Radość Bulls nie trwała długo bowiem ostatnia część meczu wygrana została 12 punktami przez gości. Kilka minut przed końcem punktami we wspaniały sposób wymienili się Luol Deng (27pkt, 11/21) i Russel Westbrook (16pkt/12as). Westbrook notował świetny początek spotkania, kiedy to skupił się na kreowaniu gry partnerom, a po 24 minutach gry miał na swoim koncie 8 asyst. Ostatecznie trafił jednak zaledwie 7 z 22 rzutów z gry w tym 1/7 zza łuku i jego skuteczność wciąż pozostaje dużym mankamentem w grze Thunder. Luol Deng natomiast był motorem napędowym Bulls pod nieobecność Carlosa Boozera, który zagrał tak, jakby naprawdę nie było go na boisku. Deng trafiał z dystansu, świetnie odnajdywał się po zasłonach, niestety w ostatnich kilkudziesięciu sekundach zniknął, a cały team z Illinois pokazał tym meczem, że nie ma w nim prawdziwego lidera. Luol może być najlepszym strzelcem przez całe spotkanie, jednak gdy mecz jest na krawędzi, Bulls najbardziej odczują brak Derricka Rose'a. Najlepiej widać to właśnie w spotkaniach z takimi drużynami jak Thunder, którzy mają 2 takich graczy, w tym jednego niekwestionowanego go-to-guya. Kevin Durant (24pkt, 11/19) zdobył 8 z 12 ostatnich punktów dla Oklahomy pokazując nam, że jest obecnie najlepszym ofensywnie graczem w NBA. Mając taki repertuar zagrań oddanie piłki w jego ręce w decydujących momentach to właściwie tylko formalność. Najważniejszy rzut tego dnia oddał z jednej nogi, w stylu Dirka Nowitzkiego, a Chicago Bulls stracili po nim nadzieje na zwycięstwo. Teraz, Thunder wracają do siebie, gdzie jutrzejszej nocy podejmować będą Detroit Pistons, jedną z dwóch drużyn, które jeszcze w tym sezonie nie wygrały.