Lakers po raz pierwszy
Los Angeles Lakers po najgorszym starcie od 34 lat wreszcie odnieśli pierwsze zwycięstwo w sezonie. Tymi, którzy pozwolili Lakers wygrać mecz okazali się Detroit Pistons.
Lakers wygrali spotkanie 108:79 a do wygranej poprowadził ich Dwight Howard, który zanotował na swoim koncie 28 punktów dokładając do tego 7 zbiórek i 3 bloki.
Mecz rozstrzygnął się już w pierwszej kwarcie, w której wyraźnie podrażnieni Lakers postanowili pokazać, że dotychczasowy przebieg sezonu to po prostu wypadek przy pracy. W tej części gry gospodarze dominowali niepodzielnie wygrywając ją 34:13. Warto zaznaczyć, że z pierwszych 25 punktów drużyny aż 21 zdobył duet podkoszowy Lakers Howard-Gasol.
Kolejne odsłony to już "ShowTime" na który kibice Lakers musieli czekać aż cztery mecze.
Mike Brown - trener, na którym niewątpliwie ostatnio ciążyła największa presja wreszcie odetchnął. "Jestem bardzo zadowoloy z naszej gry. Kiedy patrzę jak układa się nam gra w ataku aż się boje jak będziemy grali za kilka tygodni, kiedy wszystko się poukłada."
Warto wspomnieć o grze Kobe Bryanta, który zakończył spotkanie z 15 punktami, 7 zbiórkami i 8 asystami. Kobe trafił 50% swoich rzutów z gry i był to jego czwarty mecz z rzędu, w którym popisał się co najmniej taką skutecznością z gry.
Po stronie Pistons fatalnie zagrał ich rozgrywający Rodney Stuckey, który na sześć rzutów nie trafił żadnego. W tym sezonie Stuckey trafił tylko jeden rzut w trzech meczach rozegranych przez Pistons.
Zwycięstwo Lakers choć ważne z punktu widzenia trenera i kibiców, nie jest zwycięstwem, które powinno uspokoić zawodników. Dzisiejsi Pistons to przecież drużyna z nizin NBA i wygrywanie z nimi nie powinno stanowić zadnych problemów dla drużyny, która myśli o mistrzostwie NBA.
W kolejnych trzech meczach Lakers zagrają przeciwko Utah, Golden State i Sacramento. Te mecze są także bezwzględnie do wygrania i jeżeli po ich rozegraniu Lakers będą mieli dodatni bilans będzie można powiedzieć, że kryzys mają za sobą.