Noc pełna wielkich końcówek

Dodano: 4 listopada 2012 11:53
Noc pełna wielkich końcówek
Grzegorz Kordylas, Informacja własna
Obraz własny

Kto za tym nie tęsknił ? Kolejna noc wrażeń w lidze i naprawdę trzeba było się rozdwoić, a nawet roztroić, żeby zobaczyć na zywo wszystkie najlepsze momenty z tego wieczoru. Ray Allen, Brandon Jennings, Marcus Thornton, to m.in. ich zimna krew zadziwiała kibiców w różnych zakątkach Stanów.

Pod koniec dnia zadowoleni byli jednak tylko ci, którzy mieli albo szczęście, albo genialnych closerów w swoich szeregach.

Zacznijmy od Miami, gdzie w American Airlines Arena przez długi czas wydawało się, że Nuggets sprawią niespodziankę. Po dwóch porażkach na początek sezonu gracze z Kolorado byli zmotywowani jak nigdy, jednak to nie wystarczyło, bowiem nawet mimo słabszej dyspozycji Dwyane'a Wade'a (14pkt, 5/12) Heat mogli liczyć na resztę swoich gwiazd.  Końcówka to istna wymiana ciosów, w której najpierw to zawodnicy z Denver wykazywali się większą cierpliwością i celnością. Po tym, jak Ray Allen doprowadził dwoma celnymi rzutami zza łuku do remisu na 6 minut przed końcem, mogliśmy przekonać się, że obie drużyny mają na kim polegać gdy mecz jest na krawędzi. Najpierw Kenneth Faried (22/12) i Lebron (20/11/9), któremu jednej zbiórki zabrakło do pierwszego w tym sezonie Triple-Double, wymienili się rzutami, po czym Danilo Gallinari trafił pierwszą i jedyną trójkę w tym spotkaniu. Wcześniej spudłował każdą z 6 prób, a mecz zakończył ze skutecznością 1/9 zza łuku. Chwilę później absolutnie fenomenalny tej nocy Chris Bosh (40pkt, 15/22) trafił oba osobiste, a po rzutach Lawsona i Chalmersa dorzucił 2 punkty i na 3 minuty przed końcem to Miami prowadziło jednym punktem. Nie trwało to jednak długo bowiem Andre Iguodala (22pkt). który zaliczył najlepsze poki co spotkanie w barwach Nuggets, swoim rzutem z półdystansu pozwolił wrócić Denver na proawdzenie. Od stanu 110:109 Miami zaliczyło mini-run 6:2 i na minutę przed końcem zdawali się bardzo zbliżać do wyznaczonego celu. Plany popsuli im jednak najpierw Faried, a następnie po spudłowanym rzucie lebrona Andre Iguodala i na 14 sekund przed końcem Heat przegrywali 115:116. Who do you go to? Tak, piłka w rękach Lebrona, i gdy wszyscy spodziewali się rzutu, ten oddał ją na obwód do Raya. Four point play, Floryda kocha Allena, a Allen kocha Florydę. Nikt nie przypuszczał, że przygoda Sugar Raya z Miami tak się rozpocznie. Najlepszy snajper zza łuku w historii NBA został bohaterem spotkania, z dorobkiem 23 punktów z których aż 18 zdobyte zostało rzutami z dystansu. Miami - Denver 119:116.Aż dwóch dogrywek potrzebowała Indiana, by pokonać u siebie Sacramento Kings. Dwóch dogrywek potrzebowała także, by po raz pierwszy w tym sezonie przekroczyć granicę 100 punktów. Ta sztuka mimo 58 mint gry nie udała się drużynie ze stolicy Kaliforni. Fenomenem tego spotkania był rezerwowy Marcus Thornton, który najpierw doprowadził do remisu w regulaminowym czasie gry, a potem powtórzył to w pierwszej dogrywce. Wszystko to rzucając zza łuku. Obwodowy Kings zakończył spotkanie z 26 punktami na koncie. Pacers dwukrotnie próbowali wygrać ten mecz w końcówkach, jednak najpierw David West(18pkt,18zb), a potem George Hill(18/8/5) pudłowali swoje rzuty. Ten drugi odegrał się jednak w drugiej dogrywce, kiedy to rzucił pierwsze cztery punkty. Paul George (16pkt,17zb) dorzucił dwa kolejne i mecz był rozstrzygnięty. W decydującej części spotkania Indiana rozstrzelała gości 10:2. Oba zespoły nie raziły skutecznością, bowiem Kings rzucali na poziomie 36, a Pacers 39 procent,z czego zaledwie 18% zza linii 7,24m. Pacers-Kings 106:98

Jak przy stanie 102:100 rzucić 3 air-balle z rzędu i wygrać mecz? Możecie spytać o to Brandona Jenningsa i Monte Ellisa, bowiem gdyby nie ostatni rzut, byliby oni kozłami ofiarnymi porażki Bucks. Mało tego, gospodarze z Milwaukee prowadzili już 102:95 na 1:28 przed końcem, od czego ma się jednak Kyrie Irvinga. Najlepszy obecnie zawodnik młodego pokolenia rzucił 13 ostatnich punktów swojej drużyny, w tym po zwariowanej akcji coast-to-coast wyrównał stan spotkania na 0,7 sekundy przed końcem. Te siedem dziesiątych będzie się jednak śnić Cavs przynajmniej do najbliższego meczu, bowiem po wznowieniu akcji z boku, tyle wystarczyło, by Jennings umieścił piłkę w siatce i wygrał spotkanie. Był to póki co najlepszy rzut tego sezonu, porównywalny z tym, który Kevin Durant oddał na sekundę przed końcem meczu z Dallas, na początku zeszłorocznych rozgrywek. Najlepszym zawodnikiem meczu był jednak ten, który podawał Brandonowi zza linii, bowiem  Mike Dunleavy swoją postawą zaskoczył chyba nawet Scotta Skilesa. Duleavy wchodząc z ławki trafił 10 z 12 rzutów, zebrał 12 piłek, rozdał 6 asyst i zakończył spotkanie z dorobkiem 29 punktów, będąc jednym z najlepszych graczy tego dnia. Świetną zmianę dał także Larry Sanders, który wyfaulowany pod koniec meczu wyglądał jakby właśnie zdobył mistrzostwo i zachęcał publikę, która skandowała jego nazwisko, do jeszcze głośniejszego wspierania.  Po stronie Cavs nie tylko Irving (27pkt,7as) zagrał jak na swój poziom przystało, również Anderson Varejao rozegrał kolejne znakomite spotkanie notując 20 punktów i 17 zbiórek. Ostatecznie goście z Cleveland przegrali 102:105.I choć wynik na to nie wskazuje, kibice w stolicy USA byli świadkami bardzo niezdarnej końcówki. Przez ostatnie 2,5 minuty, mimo ledwie jednego punktu różnicy gracze Celtics i Wizards zdobyli...2 punkty, w dodatku rzucone w ostatniej sekundzie z rzutów osobistych przez Jasona Terrego. Mecz do najpiękniejszych nie należał a fani Celtics mogli przeżyć palpitacje serca, ostatecznie jednak ich ulubieńcom udało się wygrać pierwszy mecz w sezonie, jednak C's nie wyglądają póki co zbyt dobrze. Zawodzi przede wszystkim Kevin Garnett, a i Rajon Rondo nie rozgrywa najlepszych zawodów, nie zawodząc właściwie tylko pod względem rozdawania asyst. Na szczęście dla Zielonych Paul Pierce przypomniał sobie jak zdobywać punkty i zanotował ich 27. Znów kulały zbiórki, które Wizards wygrali 46:3, a świetne spotkanie z ławki zanotowali Jordan Crawford (21pkt, 8/14) i Kevin Seraphin (19pkt, 8/9). Ich postawa była właściwie dla teamu z Waszyngtonu wybawieniem, bowiem pierwsza piątka rzuciła w sumie...24 punkty, trafiając 9 z 35 rzutów. Wizards są 0-2, Kings i Nuggets 0-3. Dla tych drużyn początek sezonu zwiastuje duże problemy i o ile dla druzyn ze stolic stanów DC i Kalifornia nie jest to nowość, o tyle dla Denver może to być nie lada szok, zwłaszcza po tym, jak do składu dołączył Andre Iguodala. W meczu z Miami wyglądali jednak dobrze, a przed sobą mają mecze z Pistons, Rockets i Jazz. Nie będzie więc łatwo, jednak mają szanse, by po tych 3 spotkaniach być na poziomie 0.500.  

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp