Nie taki Harden straszny dla Blazers

Dodano: 4 listopada 2012 04:23
Nie taki Harden straszny dla Blazers
Grzegorz Kordylas, Informacja własna
Obraz własny

Od począku czwartej kwarty Rockets prezentowali nam obronę iście mistrzowskiego kalibru, efektem czego były zaledwie 4 punkty Blazers w ciągu pierwszych 6,5 minuty ostatniej części regulaminowego czasu. Potem to jednak goście z Houston mieli problemy ze zdobywaniem punktów i musieli pogodzić się z pierwszą porażką w nowym sezonie. Wes Matthews był na ustach wszystkich w Rose Garden, po tym jak trafił zza łuku na remis i doprowadził do dogrywki. W doliczonym czasie gry dwie szybkie trójki, przy rażącej nieskuteczności Rockets, załatwiły sprawę.  

Damian Lillard (20/9/6) w końcówce spotkania wydawał się nieco poddenerwowany. Szybko jednak przypomniał nam dlaczego po 5 dniach sezonu jest głównym kandydatem do nagrody Rookie OF the Year, jakkolwiek to brzmi po 3 rozegranych spotkaniach. W dogrywce zdobył on jednak 8 punktów i zaliczył 2 asysty, miał więc udział w każdym punkcie zdobytym przez Blazers z gry. Wychowanek Weber State zalicza absolutnie fenomenalny początek kariery rzucając 64 punkty i notując 27 asyst w 3 pierwszych meczach. James Harden (24pk, 8/24) wreszcie pokazał, że nie jest z kosmosu i w końcówce spotkania miał wyraźne problemy ze skutecznością, trafiając zaledwie jeden rzut z gry w 4 kwarcie i dogrywce. Mniej więcej przez osatnie 10-13 minut meczu główną zagrywką Rockets było pozostawienie Hardena w izolacji, ten jednak kryty był dziś przez obwodowych Portland na niesamowitym poziomie. Po 2 spotkaniach, w których fani Rockets mieli prawo być cali w skowronkach dzisiejsze zmagania nieco ściągnęły ich ulubieńców na ziemię i pokazały, że nie w każdym meczu James i spółka będą w stanie rozstrzeliwać rywali z praktycznie każdej pozycji. Głównym problemem Rakiet była dziś skuteczność, bowiem trafiali oni ledwie 35% swoich rzutów, z czego zaledwie 5 z 26 prób z dystansu znalazło swoje miejsce w siatce. Wśrod jasnych punktów wymienić należy Marcusa Morrisa, który wygląda ostatnio tak, jak się tego spodziewano gdy wchodził do ligi. Nowy sezon może być dla niego przełomowy, a gdyby nie nieudana końcówka, mógłby być jednym z x-factorów Rockets ze swoimi dwoma trójkami z rzędu na początek (przed)ostatniej części spotkania. Gospodarzy do zwycięstwa poprowadził nie tylko duet Lilard-Mattehws(16/5/5) , ale przede wszystkim LaMarcus Aldridge (27/11/6), który zdecydowanie był dziś go-to-guyem dla Blazers oddając aż 29 rzutów. Obie drużyny są 2-1 i powinny być zadowolone z początku nowych rozgrywek. Obecnie są na dobrej drodze, by w kwietniu powrócić do Play Offs, których ani jedna, ani druga drużyna nie zasmakowała w 2012 roku.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp