Battle: Los Angeles

Dodano: 3 listopada 2012 17:22
Battle: Los Angeles
Grzegorz Kordylas, Informacja własna
Obraz własny

W spotkaniu, w którym Chris Paul miał jedną zbiórkę w obronie mniej niż Dwight Howard nie mogło być innego wyniku, niż kolejna porażka Lakers. Żarty w Staples Center się skończyły i po 4 dniach sezonu regularnego drużyny z LA znajdują się na dwóch różnych biegunach. Lakers są 0-3 i jest to najgorszy start klubu od 34 lat. Steve Nash spytany podczas przerwy o to, czy Princeton offense zdaje egzamin w L.A. zdawał się unikać bezpośredniej odpowiedzi. 

Wydaje się jednak, że Mike Brown obrał złą taktykę dla gwiazd Lakers, w składzie których sfrustrowany Kobe Bryant (40pkt, 14/23) mimo kontuzji stopy grał aż 43 minuty. Po świetnym występie w Portland Dwight Howard pilnowany przez Deandre Jordana i Blake'a Griffina oddał zaledwie 7 rzutów, mając ogromne problemy z dojściem do podań od partnerów. Można powiedzieć, że Clippers odrobili lekcje i wiedzą jak zatrzymać pod koszem tak znakomity duet jak Howard-Gasol. Cichy występ wydawali się zaliczać Griffin (15pkt,8zb) i Chris Paul (18/15/6), jednak w czwartej kwarcie to CP3 był x-factorem Clippers, który nie pozwolił rywalom zbliżyć się bliżej niż na 8 punktów. Jeziorowcy mieli problemy z rozgrywaniem piłki zaliczajć aż 20 strat przy 11 swoich przeciwników. Sam Kobe zaliczył ich 6, jednak biorąc pod uwagę to jak często miał piłkę nie powinno to nikogo dziwić. Howard grał najmniej spośród pierwszej piątki i póki co nie widać chemii pomiędzy nim a Bryantem. Po stronie Clippers kolejny świetny mecz rozegrał Jamal Crawford (21pkt), który przeżywa w LA drugą młodość. Kapitalną zmianę dał także Eric Bledsoe, który na chwilę obecną jest jednym z najlepszych rezerwowych obrońców na obwodzie, a oprócz tego zadziwia także w ataku. Po tym jak w poprzednim sezonie zaliczał zaledwie 3 punkty na mecz, w dwóch pierwszych meczach nowych rozgrywek rzuca ich średnio 11.5 w ciągu 15 minut spędzonych na boisku. Mając taki back-up Chris Paul może spokojnie schodzić na ławkę. Steve Nash ma nadzieję wrócić na niedzielny mecz z Pistons, a Jeziorowcy koniecznie potrzebują zwycięstwa by zrzucić z siebie choć część presji. Clippers już dziś grają z Golden State i mają szansę na 3-0, co jeszcze kilka lat temu było dla ich kibiców jak sen o wygraniu miliona dolarów.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp