Dlaczego na wymianie Hardena skorzystały obie strony

Dodano: 1 listopada 2012 21:54
Dlaczego na wymianie Hardena skorzystały obie strony
Grzegorz Kordylas, Informacja własna
Obraz własny

W swoim pierwszym meczu w barwach Rockets i ósmym w karierze w roli startera James Harden wyglądał jak All-Star, notując kosmiczne statystyki z 37 punktami na czele. Houston Rockets pozyskali najlepszego rezerwowego poprzednich rozgrywek i już wiedzą, że trafili w dziesiątkę.Dzisiejszej nocy również Thunder będą mogli zweryfikować trafność tej wymiany, a my po raz pierwszy obejrzymy Kevina Martina i debiutanta Jeremyego Lamba  w barwach drużyny z Oklahomy. 

Nie ważne co, będę się upierał, że wymiana Harden-Martin/Lamb jest najlepszą obustronną wymianą jaka miała miejsce w ostatnich miesiącach. Rockets po letnich czystkach w klubie nie mieli w składzie żadnego go-to-guya, chyba, że Jeremy Lin powróciłby do formy z Linsanity. Sprowadzając Hardena zyskują pierwszą opcję w ataku, która wygra im wiele spotkań i już we wczorajszym meczu widać było, że jak na pierwszy raz w tych samych koszulkach, świetnie rozumie się w ataku z Linem. Dając byłej gwieździe OKC 80 milionów dolarów Rockets wciąż liczą się w stawce o innych graczy, a GM klubu Daryl Morey przyznaje, że sprowadzenie Jamesa to nie koniec wzmocnień. W praktyce więc zespół z H-Town wciąż jest w stanie przebudowy i kto wie, czy w przeciągu kilku-kilkunastu miesięcy nie staną się pewniakiem do pierwszej ósemki zachodu. Żeby nie mieć złudzeń - obecni Rockets nie są drużyną na Play Offs. Mimo masy talentu i wybuchowego back-courtu wiele brakuje im, by być lepszymi od Jazz,Timberwolves (zdrowych), czy Mavs. Nowa drużyna wygląda jednak bardzo obiecująco i nie da się im nie kibicować, patrząc na to jak uczą się grać razem bazując póki co, głównie na swoim talencie.Z perspektywy Hardena jego kariera nie mogła potoczyć się lepiej. Spędzając pierwsze 3 sezony w nowopowstałej potędze ligi i prowadząc ją do sukcesów wraz z Kevinem Durantem i Russelem Westbrookiem miał okazję rozwinąć swój potencjał i wiele się nauczyć, zwłaszcza, że nawet wchodząc z ławki pod względem spędzonych na parkiecie minut był 3. zawodnikiem w drużynie. Teraz, gdy wydawało się, że idealnie pasuje do układanki w Oklahomie, może okazać się, że jeszcze kilka sezonów spędzonych na ławce źle odbiłoby się na jego karierze, a sam marnowałby się jako trzecia opcja w ataku. W Houston dostaje okazję, o jakiej jeszcze tydzień temu mógł tylko pomarzyć. Z miejsca staje się pierwszą opcją w ataku, gwiazdą nowego teamu, który póki co nie jest ograniczany przez nikogo, co widać było doskonale w meczu przeciwko Pistons. Do statusu supergwiazdy wciąż trochę mu brakuje, nie ma odpowiedniego przeglądu pola, który pomógłby mu lepiej wykorzystywać swoich kolegów w ataku, a często po prostu bierze piłkę w swoje ręce i skupia się tylko na tym by zdobyć punkty. Przed nim jednak jeszcze bardzo dużo czasu, a wszyscy będziemy świadkami jak dotychczasowy rezerwowy zmienia się w czołowego zawodnika ligi. Z drugiej strony Oklahoma City. Do tej pory wielka trójka wydawała się nie do ruszenia, Sam Priesti wie jednak, że nie da się podpisać 3 maksymalnych umów i w końcu będzie trzeba z kogoś zrezygnować. Czemu jednak drużyna miała by na tym ucierpieć? Wymieniając Hardena na Martina, który, w poprzednich rozgrywkach rzucał średnio 17 punktów na mecz, ale jeszcze rok wcześniej notował ich aż 23 w pełnym sezonie, Thunder zyskują równie znakomitego strzelca i kreatora gry w ataku, a jeśli eksperyment z nim nie wypali - kontrakt kończy mu się po zakończeniu tego sezonu. Dodajemy do tego Jeremyego Lamba i w OKC mamy dwóch debiutantów (Perry Jones III), którzy w przyszłości mogą być czołowymi twarzami organizacji. Jeremy Lamb, nie bez powodu uważany przez niektórych za najlepszego SG klasy 12' to szybki, atletyczny i niesamowicie skuteczny snajper, który w poprzednim sezonie był zmorą obrońców w NCAA. Po przejściu na zawodowstwo Kemby Walkera, Lamb był pierwszą opcją w ataku uczelni Connecticut i choć sukcesu z roku 2011 nie powtórzył, jego notowania poszły wysoko w górę. To, w jaki sposób Thunder wykorzystają taką ilość talentu w ataku, zależy tylko od Scotta Brooksa. Danie Jeremyemu szansy to jednak konieczność, może być on spokojnie back-upem nie tylko dla Martina i Sefoloshy, ale chociażby dla Russela Westbrooka, bowiem potrafi też rozgrywać. Jak potoczą się losy obu drużyn, dowiemy się w następnych kilku miesiącach. Wymiana, do której doszło w niedzielę sprawia jednak, że konferencja zachodnia staje się jeszcze ciekawsza i nie pozostaje nic tylko czekać, aż James Harden w roli lidera zmierzy się ze swoimi byłymi kompanami. Po raz pierwszy w nowych barwach zawita on do Chesapeake Energy Arena 28 listopada. 

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp