Mieszane nastroje w L.A.

Dodano: 1 listopada 2012 11:34
Mieszane nastroje w L.A.
Grzegorz Kordylas, Informacja własna
WikiMedia

 Los czasami bywa okrutny. Obecnie w koszykarskim świecie wie o tym najepiej Mitch Kupchak. Plejada gwiazd w strojach Lakers przegrała kolejne spotkanie i choć oficjalnie mają na koncie tylko 2 porażki, już widać, że podopieczni Mike'a Browna nie będą mieli z górki.

Za to w Staples Center pod ich nieobecność panowały szampańskie nastroje. Clippers po świetnym meczu pokonali Grizzlies, a Jamal Crawford wie, że nigdzie sukces nie smakuje tak, jak w Hollywood.

Najsmutniejszą wiadomością dnia jest to, że Steve Nash zagrał zaledwie 16 minut, po czym opuścił boisko na początku 3 kwarty z powodu kontuzji lewej nogi. Jego status określany jest jako day-to-day, więc zdaje się, że to nic poważnego, jednak Mike Brown ma kolejny kłopot na głowie, bowiem będzie musiał skupić się na tym jak oszczędzić Nasha w najbliższych meczach, a jednocześnie liczyć na jego produktywność. Przez pierwsze 3 kwarty meczu w Portland, Lakers prowadzli równą walkę i wydawało się, że mają wszystko pod kontrolą. Blazers mieli jednak jeden z tych dni, w których w najwazniejszych momentach piłka pada do kosza, nawet Sasha Pavlović zamienił się na chwilę w closera i trafił ważną trójkę. Po stronie LA w końcówce meczu obecna była tylko frustracja. Dwight Howard zdobył 33 punkty, z czego aż 15 z linii osobistych, momentami jednak oni i cała linia ataku Lakers wyglądała strasznie nieporadnie, a Kobe (30pkt, 10/20) cofał się 10 lat wstecz i decydował się na akcje 1vs5. Jeziorowcy popełnili 24 straty przy tylko 12 swoich rywali. Skupić należy się jednak nie na tym, co nie wychodziło Lakers, bo byłoby to niesprawiedliwe, a na tym jak dobrze wyglądali Trail-Blazers. 4 zawodników pierwszej piątki rzuciło 19 lub więcej punktów, a znakomicie zaprezentował się debiutant Damian Lillard. Lillard oceniany jest jako jeden z najlepszych graczy klasy 12' i tym spotkaniem udowodnił, że będzie liczył się w walce o tytuł debiutanta roku. Wychowanek Weber State rzucił 23 punkty i zanotował 11 asyst, a jego drużyna pokonała Los Angeles Lakers 116:106.Śmiać może się Donald Sterling, jego drużyna po niełatwej przeprawie pokonała dobrych znajomych z Memphis 101:92 w meczu, w którym najlepszą do oglądania była 2. kwarta. Dlaczego? Ławka rezerwowych Clippers tak dobrze nie wyglądała jeszcze nigdy. Ba, obecna ławka zespołu wygląda lepiej niż 90% pierwszych piątek w historii klubu. Jamal Crawford (29pkt, 10/14) rozegrał prawdopodobnie najlepszy mecz od czasu, gdy wybrany był rezerwowym roku, a ściągnięcie jego i Odoma na drugą stronę L.A. okazało się (póki co) strzałem w dziesiątkę. Lamar mimo tego, że oddał tylko 2 rzuty, rozegrał dobre spotkanie dając drużynie niemały zastrzyk energii w obronie na początku drugiej kwarty. Zaliczając 4 bloki, 2 przechwyty i 6 zbiórek w 17 minut wyglądał jak świeżo po ślubie z jedną z sióstr Kardashian. Swoje dodał oczywiście Eric Bledsoe (13/4/4), który może być poważnym kandydatem do nagrody MIP. Jeśli jednak Blake Griffin przez cały sezon będzie rzucał osobiste z taką precyzją, może mu tą nagrodę ukraść...2. kwarta, którą Jamal i reszta ławki zdominowali była popisem drużynowych umiejętności Clippers, i gdy wydawało się, że już lepiej być nie może do gry weszli Chris Paul (12/12/4) i Blake Griffin, a LAC wyglądali jak championship caliber team. Jakimś cudem jednak Rudy Gay i spółka zdołali zakończyć pierwszą połowę z wynikiem korzystnym dla siebie i druga część spotkania zapowiadała się szalenie ciekawie. I choć w 3 kwarcie obie drużyny wymieniały się punktami, to ostatnia część meczu należała już tylko i wyłącznie do gospodarzy. Rywalizacja obu druzyn może być jedną z najciekawszych w tym sezonie, a Zach Randolph i Blake Griffin chyba raczej nie wymienią się numerami telefonów. Mimo porażki zespół z Tennessee napędzany przez trio Gasol-Randolph-Gay wyglądał nieźle, choć reszta drużyny musi się przebudzić, jeśli liczą na jutrzejsze zwycięstwo z Warriors w Oracle Arena.Choć to dopiero początek sezonu, porażki Lakers to idealny temat na rozpoczęcie dyskusji, tak jak to było 2 lata temu w przypadku Miami Heat. I choć Dwight Howard uspokaja, że jego nowy team nie od razu musi wygrywać, a zawodnicy wciąż uczą się grać razem, Kalifornia to bezwzględne miejsce, a D12 i spółka będą musieli udowodnić, że nie bez powodu są głównymi kandydatami do tytułu. Clippers mają dużo więcej swobody. Znów są w cieniu wielkich braci i mogą spokojnie, małymi krokami przebrnąć przez sezon, być może sprawiając po drodze wiele niespodzianek. Szansa na odwrócenie roli jest idealna, bowiem obie drużyny grają w piątek....przeciwko sobie. Lepszej okazji na pokazanie kto jest lepszy, w najbliższym czasie nie będzie.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp