Przedsezonowa analiza - Houston Rockets
Dodano: 29 października 2012 21:01
Autor: Grzegorz Kordylas, Informacja własna
Zdjęcie: WikiMedia
Napisałem tekst o Houston. Napisałem w nim, ile znaczyć będzie Kevin Martin w tym sezonie i jak świetnym debiutantem jest Jeremy Lamb. Wszystko straciło jednak sens w chwili, gdy pieniądze przejęły kontrolę, a Rockets w moment zmienili oblicze swojego zespołu.
W grudniu poprzedniego roku zespół z Teksasu rozpoczął sezon od porażki z Orlando Magic. Tamten mecz pamięta jednak zaledwie 4 obecnych zawodników Houston.
Tak tak, roster Rockets to miejsce, w którym w przeciągu ostatnich miesięcy zaszły największe zmiany. Nikt jednak nie zawracał sobie przesadnie tym głowy, gdyż dotychczas klub stracił swoich najlepszych zawodników, oddając Scole i Lowry'ego, a sam niewiele zyskał, planując pozyskanie gwiazd w najbliższych latach. Transfer Hardena spadł jak grom z jasnego nieba.Grom to zresztą odpowiednie słowo, bowiem swoją nową gwiazdę pozyskano kosztem mistrza konferencji zachodniej – OKC Thunder. Cena nie była jednak niska. Ostatnia z dotychczasowych nadziei – Kevin Martin oraz były kompan Kemby Walkera z Connecticut – Jeremy Lamb. Nie jest to może transfer, który zmieni oblicze ligi, a nawet konferencji zachodniej. Nie czyni on z Rockets pretendenta do zagrożenia Thunder czy Lakers. Jest to jednak jeden z najciekawszych trade'ów jakich byliśmy świadkami w ostatnich miesiącach i niewątpliwie rodzi wiele pytań i niewiadomych. James Harden po raz pierwszy w swojej zawodowej karierze nie będzie rezerwowym. To, z czego słynie, czyli 30 minut w meczu z ławki i zastrzyk energii dla zespołu to już przeszłość. Jeśli Rockets zdecydują się dać mu maksymalny kontrakt, presja, z jaką będzie musiał zmagać się w Teksasie będzie ogromna. Przede wszystkim, jest on najlepszym zawodnikiem w zespole Rakiet i to na nim będzie spoczywała odpowiedzialność za wyniki. Z miejsca musi stać się najlepszym strzelcem i pewnym punktem drużyny, który nie może sobie pozwolić na słabsze mecze, jak to miało miejsce w Oklahomie. Możliwości są dwie. Albo Rockets przepłacili najlepszego rezerwowego w lidze, który nie odnajdzie się jako opcja numer jeden w ataku i go-to-guy w ważnych momentach, albo Harden stanie się jeszcze lepszy i pokaże, że już jest czołówką rzucających obrońców w lidze. Tak, czy inaczej, dodając go do Jeremyego Lina, w Houston oglądać będziemy jeden z najbardziej szalonych backcourtów w lidze. To, jak obaj odnajdą się w nowym zespole jest największą niewiadomą nadchodzącego sezonu.Jednakże zmiany nie zawsze zwiastują coś lepszego, na papierze bowiem Rockets mimo dozy talentu nie wyglądają jak drużyna, która chce walczyć o najwyższe cele. Czystki, jaki były przeprowadzone podczas minionego off-season sprawiły, że w zespole została praktycznie sama młodzież. Z jedenej strony młode talenty mogą być niezłą kartą przetargową w próbach sprowadzenia gwiazd, z drugiej, w ciągu kilku sezonów mogą oni decydować o sile zespołu. Najstarszym graczem w składzie jest Carlos Delfino, który w sierpniu skończył 30 lat, tak więc wciąż jest w kwiecie koszykarskiego wieku. Pierwszy skład to jednak wyłącznie zawodnicy mający na karku grubo poniżej trzydziestki. Omer Asik i jego wysoka umowa mają być nowym postrachem pod koszami. Dotychczasowy rezerwowy Chicago Bulls ma za sobą udany pre-season, w którym notował ponad 11 zbiórek na mecz, w ciągu 25 minut gry. Turek to bardzo wartościowy gracz, a sztab szkoleniowy ciężko pracuje, by tak jak na tablicach, wyróżniał się w ataku. Jego ofensywne możliwości są dość ograniczone i w starciu z lepszymi centrami może mieć ogromne problemy ze zdobywaniem punktów, jest jednak dobrym, ciężko pracującym obrońcą, wie również wiele o zasłonach, a jak na swoje 213 cm i 115kg jest dobrym podającym. Będzie drugim najlepiej zarabiającym graczem w Houston, zobowiązany jest więc do tego, by odwdzięczyć się nowemu klubowi. Zadanie ułatwić ma mu Patrick Patterson, który po 2 latach gry w cieniu Luisa Scoli, wreszcie ma możliwość pokazania pełni swoich możliwości. Patterson, w przeciwieństwie do Asika wie, jak zdobywać punkty, potrafi odnaleźć się na atakowanej desce, grać tyłem do kosza, a przede wszystkim, potrafi rzucić z półdystansu. W marcu br. rzucił 24 punkty w spotkaniu z Kings, a jego ofensywne umiejętności doceniane były już podczas debiutanckiego sezonu. Niewątpliwie Rockets mają w składzie jeden z największych talentów na czwórce w lidze, a nadchodzący sezon to idealna okazja, by poznań pełny potencjał wychowanka Kentucky.Pozycja numer 3 to sprawa otwarta. Według Frana Blinebury z NBA.com, starterem na tej pozycji będzie Chandler Parsons. Parsons ma za sobą świetny debiutancki sezon i już w drugim sezonie gry powinien liczyć na ponad 30 minut w meczu. Small Forward z ciałem rzucającego obrońcy to jedno z największych objawień wśród klasy 11'. Wysoko skaczący wychowanek uniwersytetu Floryda zasłynął efektownymi akcjami kończonymi wsadem, a także umiejętnością zdobywania punktów zza łuku i 5-6 metrów od kosza. Ma szczęście, ze początek kariery przyszło mu spędzić w tak młodym zespole, bowiem grając dużo jego rola w drużynie i wartość na rynku wzrośnie. Drugim kandydatem na tą pozycję, a dla mnie zdecydowanie pierwszym – jest Royce White. Debiutant, który przez swoje problemy lękowe nie zrobił kariery w Kentucky, choć miał możliwość gry dla Johna Calipariego. Zrobił za to świetne wrażenie grając na uczelni Iowa State, będąc prawdopodobnie najbardziej wszechstronnym graczem na parkietach NCAA. White to zawodnik potrafiący zdobywać punkty, zbierać, podawać, lider z prawdziwego zdarzenia. Jest to również, podobnie jak Thomas Robinson (Sacramento Kings), wielka osobowość wśród młodych ludzi, zawodnik, któremu nie sposób nie kibicować. Osobiście uważam, że Royce to jeden z najlepszych debiutantów w lidze i warto na niego stawiać. Kevin McHale będzie mógł więc dzielić minuty wśród obu graczy, a ma do dyspozycji dwa naprawdę duże talenty.Zanim przejdziemy do najgorętszego tematu, czyli duetu Harden-Lin, warto skupić się na rezerwowych. Carlos Delfino to uznana w NBA marka, zawodnik mogący grać zarówno na dwójce jak i trójce. Na obu pozycjach potrafi zdobywać punkty i choć jego statystyki nie powalają, dzięki doświadczeniu i boiskowemu IQ jest to jeden z najbardziej docenianych zawodników spoza USA. Rockets to jego czwarty klub w NBA i jeśli wchodząc z ławki rzucać będzie w granicach 10-15 punktów z pewnością spełni wymagania. Toney Douglas przybywa z Nowego Jorku, gdzie wyrobił sobie opinię szybkiego i przebojowego rozgrywającego. Wydaje się być znakomitym back-upem dla Jeremyego Lina, a kto wie, może w razie spadku formy Tajwańczyka to Douglas będzie podstawowym PG. Toney w poprzednim sezonie zanotował regres, jego statystyki znacznie spadły w dół, a sam w wyniku kontuzji opuścił kilkanaście spotkań. Będąc w formie, potrafi on jednak rzucić z dystansu, a w swojej 3 letniej karierze notował już tak znakomite występy jak ten przeciwko Chicago w swoim drugim sezonie, gdy rzucił Bulls aż 30 punktów. Jest to również świetny obrońca, który szybkością nie ustępuje najlepszym playmakerom w grze. Daequan Cook i Shaun Livingston to kolejni snajperzy na ławce Rockets. Wśród skrzydłowych 3 zawodników, którzy łącznie rozegrali w NBA....2 sezony. Marcus Morris, Jajuan Johnson i Terrence Jones. Morris, mimo tego, że notowany był dużo wyżej niż jego brat, rozegrał dość słaby debiutancki sezon. Jajuan Johnson miał wraz z Etwanem Moorem być przyszłością Boston Celtics, ich drogi rozeszły się jednak i młody wychowanek Purdue musi walczyć o miejsce w Houston. Terrence Jones to świeżo upieczony mistrz NCAA. Atletyczny skrzydłowy ma za sobą udany preseason i może być objawieniem wśród rookies, ma bowiem predyspozycje by rzucać przynajmniej 10 punktów w meczu i walczyć na tablicach, oczywiście przy odpowiedniej dozie minut na boisku.Linsanity. Można powiedzieć, że to już przeszłość. Jednak jeśli Jeremy Lin poprowadzi Rockets do nieoczekiwanych sukcesów, Linsanity dopiero się rozpocznie. David Stern postawi sobie pomnik Jeremyego przed swoją posiadłością w podziękowaniu za miliony dolarów z wschodniej półkuli. Najpopularniejszy zawodnik poprzedniego sezonu ma przed sobą jednak bardzo trudne zadanie, choć po wczorajszym wieczorze może być trochę spokojniejszy, bowiem zadanie ułatwi mu były obrońca OKC Thunder. Wraz z Hardenem, Lin ma stworzyć wybuchowy duet, w którym całe H-Town widzi nadzieję na lepszą przyszłość. Oboje są świetnymi scorerami, potrafią zdobywać punkty na wszelkie możliwe sposoby, od penetracji, przez rzuty po zasłonach, aż po masowe strzelanie z dystansu. Oboje mają jednak inną wspólną cechę – nieprzewidywalność. I nie dotyczy to tylko tego, o czym myśli obrońca gdy stoi przed jednym z nich. Obserwując ich gdy wchodzą na boisko nie możemy mieć pewności, czy popełnią 5 strat w meczu trafiając 3 z 15 rzutów, czy może rzucą 30 punktów przeciwko Los Angeles Lakers i wygrają mecz w pojedynkę. Na wręcz doskonałym wizerunku Hardena widnieje obecnie rysa podpisana NBA Finals, gdyż brodaty zawodnik był jednym z tych, którzy zawiedli najbardziej w boju z Miami Heat. Jedno jest pewne. Pierwszy mecz Houston Rockets rozegrają 31 października mecz z Detroit Pistons i będzie to najliczniej oglądane spotkanie obu drużyn od wielu lat. Jest w lidze kilka zespołów, którzy dysponują głównie młodzieżą. Jednak to Houston jest najmniej doświadczoną ekipą i może to przynieść nieoczekiwany sukces w postaci awansu do Play Offs, a może także skończyć się totalną klapą. Na większe sukcesy kibice Rockets będą musieli poczekać jeszcze kilka lat, możemy się jednak spodziewać, że w każdej chwili Daryl Morey może sprowadzić do klubu nową gwiazdę, w końcu rewolucja w drużynie musi w końcu przynieść efekty.