Przedsezonowa analiza - Los Angeles Lakers

Dodano: 27 października 2012 08:08
Przedsezonowa analiza - Los Angeles Lakers
Grzegorz Kordylas, Informacja własna
WikiMedia

Nets. Rockets. Mavs. Każda z tych drużyn miała wielkie plany związane z off-season. Każda z tych drużyn poważnie myślała o ściągnięciu Dwighta Howarda. Żadna z nich jednak nie ma tak dobrego położenia, ani prestiżu, który od zawsze przyciąga najlepszych zawodników do Miasta Aniołów.

Po 2 latach przerwy Lakers znów są głównym kandydatem do tytułu i mają prawdopodobnie najlepszy skład w swojej nowej historii.

Skończyło się w Los Angeles oczekiwanie na dominację Andrew Bynuma. Bynum momentami grał jak prawdziwy All-Star i najlepszy center w lidze pod nieobecność D12, jednak Jeziorowcy chcą tytuły tu i teraz, nie zamierzali więc czekać dłużej i w wymianie, która objęła aż cztery drużyny, pozyskali Howarda oddając w zamian Andrew i kilku rezerwowych. Od czasów, gdy dwóch pewnych dżentelmenów zawitało na Florydę w 2010 roku, był to prawdopodobnie najlepszy trade w lidze, włączając w to również pozyskanie Steve'a Nasha.

Tak to już jest w Lakers od kilku lat, że do zespołu dołączają zawodnicy, którzy wcześniej gotowi byli na wszelkie poświęcenia, by wbić w dumę LA szpilkę. Ron Artest, Matt Barnes, a teraz Nash. Co prawda eksperyment z Barnesem nie powiódł się do końca, każdego z tych zawodników łączą jednak wspólne przeżycia z Kobe Bryantem i nie są to bynajmniej chwile pełne sympatii. Być może jest to powód, dla którego ostatnio zaczęto łączyć z klubem Lebrona Jamesa.

Możemy jednak mówić co chcemy, obecnie, na papierze, jest to najlepsza drużyna w lidze. Pierwsza piątka Lakers w zeszłym sezonie notowała w sumie 86 punktów na mecz. To o 11 punktów mniej, niż cała drużna reprezentująca purpurowo-żółte barwy w poprzednich rozgrywkach. Po dwóch sezonach, o których kibice w Staples Center chcą jak najszybciej zapomnieć, mają nastać nowe czasy, aczkolwiek jedna rzecz nie zmieni się na pewno. To wciąż drużna Kobe Bryanta. A ten, wiecznie młody, zakończył skrócony sezon 2011/2012 z dorobkiem prawie 28 punktów na mecz i był unikatowy w każdym calu. Mimo tego, że wciąż jest najlepszym rzucającym obrońcą w grze, w pojedynkę nie jest w stanie zdziałać już tyle co jeszcze kilka lat wcześniej i musi nauczyć się dzielić piłką jeszcze bardziej, także w kluczowych momentach. Z obecnym składem bowiem Lakers w końcowych minutach dysponować będą na parkiecie 3 zawodnikami, którzy jeszcze w zeszłym sezonie byli opcją numer jeden jeśli chodzi o rozstrzyganie meczu. Z początku wydaje się jasne, że piłka w takich momentach lądować będzie w rękach Kobego, jednak potencjalny konflikt w razie porażek wydaje się być nieunikniony i nie wszystko wyglądać będzie tak kolorowo jak obecnie się wydaje. Wszyscy pamiętamy jak to było z początkami wielkiej trójki Heat, tam jednak widzieliśmy trójkę przyjaciół, tutaj, zawodników, którzy jeszcze kilka lat temu się nienawidzili. Oczywiście to tylko domysły i poziom profesjonalizmu każdego gracza z LA jest bardzo wysoki, jednak wielka drużyna to także wielka presja i media będą naciskały na Lakers bardziej niż kiedykolwiek, a oni muszą być na to przygotowani. 

Dwight Howard powraca do gry po operacji pleców i jednej z najgorszych telenowel jakie widzieliśmy kiedykolwiek w lidze. Przywitanie Dwighta w Orlando wydaje się być wielką niewiadomą, jednak wątpię, czy obecnie zawodnik zaprząta sobie tym myśli. Jest tam, gdzie chciał być i teraz pozostaje mu już tylko odzyskać tytuł najlepszego obrońcy i poprowadzić wraz z nowymi kolegami Jeziorowców do tytułu. Howard to najlepszy center w lidze i jeden z najbardziej atletycznych graczy jakich kiedykolwiek widziała NBA. Ma predyspozycje by być najlepszym zbierającym i blokującym w lidze, a jego repertuar zagrań w ataku od wielu lat się rozszerza. Często jednak będąc odciętym od podań wydaje się być na boisku zagubiony i wszystko w rękach Mike'a Browna, który ma przed sobą najtrudniejsze zadanie w dotychczasowej karierze. 27-letni środkowy musi wspiąć się na wyżyny swoich możliwości, by sprostać oczekiwaniom najbardziej wymagającej widowni w lidze. Do pomocy ma jednak nie byle kogo, bo najlepiej podającego wśród wysokich – Pau Gasola. Dla Hiszpana miniony okres był jednym z najtrudniejszych w karierze. Jego nazwisko nieustannie pojawiało się w plotkach transferowych i wydawało się niemal pewne, że opuści on szeregi swojego dotychczasowego klubu. Kilka razy było bardzo blisko transferu, a sam Gasol był bardzo poruszony tym, że nie jest pewny swojej przyszłości w Kalifornii. Odbiło się to także na jego grze, choć trzeba przyznać, że Hiszpan wie jak pokazać klasę i podczas meczów większość problemów potrafił odłożyć na bok. Teraz, plotki transferowe ucichły, a starszy z braci Gasolów może wreszcie skupić się wyłącznie na koszykówce w czystej postaci i pokazać na co go stać. Z Howardem u boku będzie mógł jeszcze bardziej rozwinąć swoje umiejętności gry daleko od kosza i może być zabójczą bronią z półdystansu. Dopełnieniem pierwszego składu jest do niedawna jeszcze najlepszy obrońca na pozycji 3, choć mający za sobą nie najlepszy sezon, zwłaszcza strzelecko, Metta World Peace. Jego nowy, spokojny wizerunek został zakłócony przez incydent z Jamesem Hardenem, jednak Jack Nicholson i reszta wierzą w swojego skrzydłowego i jego wkład w drużynę. Statystyki jednak nie kłamią i World Peace zaliczył jeden z najgorszych sezonów w karierze, notując zaledwie niecałe 8 punktów i 3,5 zbiórki na mecz. Dodatkowo rzucał z fatalną skutecznością na poziomie 39% i mimo, że oddał aż 189 rzutów zza łuku, trafił zaledwie 29% z nich. Trochę lepiej było w Play Offs, choć przez nałozoną na niego karę opuścił prawie całą serię z Denver, a w match-upie z Oklahomą jego zespół nie miał zbyt wiele do powiedzenia.Obecnie, po przyjściu dwóch nowych gwiazd jego rola w ofensywie znacznie spadnie i nie będzie musiał oddawać forsowanych rzutów, może więc się spokojnie skupić na obronie, która niewątpliwie jest jego najmocniejszą stroną.

Aby poważnie myśleć o tytule, niezbędna będzie pomoc ławki rezerwowych, a i tą Lakers podczas off-season udoskonalili. Do zespołu dołączył weteran Antawn Jamison, który po udanych indywidualnie latach w Cleveland, może być jednym z największych wzmocnień z ławki. Jamison wie, jak zdobywać punkty i potrafi robić to z niemal każdego miejsca na boisku. Presja ich zdobywania będzie jednak zdjęta z jego pleców i pierwszy raz, odkąd rozegrał sezon w barwach Mavs, nie będzie rozpoczynał meczów w wyjściowym składzie. Może okazać się gwiazdą drugich kwart, ale również nie poradzić sobie z małą ilością czasu i nową rolą w drużynie. Mimo 36 lat na karku jest to jednak wciąż świetny zawodnik i nic dziwnego, że pod koniec kariery myśli o walce o tytuł. Przez większość swojej przygody z NBA grał w przeciętnych klubach i przez 14 lat gry na zawodowych parkietach rozegrał ledwie 42 mecze w Play Offs. Dla porównania, Black Mamba ma ich na koncie 220. Wśród wysokich na ławce jest także Jordan Hill, który wciąż jeszcze nie rozwinął w pełni swojego potencjału.

Earl Clark, Devin Ebanks i Jodie Meeks to kolejne młode nazwiska w rosterze LAL. Meeks przez minione lata był ważną częścią układanki 76ers. Mike Brown z pewnością będzie mógł liczyć na jego wybuchowość, a rozgrywający będą mieli kogo szukać w rogach boiska. Ebanks przez 2 lata rozegrał zaledwie 53 spotkania i wraz z Clarkiem będą zapewne 9-10 zawodnikiem w rotacji.

Zastępcą Steve'a Nasha będzie jego imiennik, który w Lakers spędził już 2 sezony i wydaje się pewnym rozgrywającym numer dwa. Blake nie raz wchodząc z ławki seriami rzucał za 3, ma tez dobry przegląd pola i jest jednym z najlepszych PG wśród rezerwowych na zachodzie. Skład uzupełniają młodzi Darius Morris, Andrew Goudelock, Darius Johnson-Odom, a także prosto z Orlando – Chris Duhon.

Los Angeles Lakers mają wszelkie powody by poważnie myśleć o mistrzostwie. Na papierze są na równi z Miami Heat najlepszą drużyną w lidze, choć w rywalizacji tych dwóch drużyn Jeziorowcy mają znaczną przewagę pod koszem. Po tym, jak Lob City zawładnęło Staples Center w poprzednim sezonie, wydaje się, że to znów Purp&Yellow będą kolorami dominującymi w Mieście Aniołów. Kibice Lakers mogą spać spokojnie, bowiem awans do finałów NBA wydaje się formalnością. W NBA wszystko może się jednak zdarzyć, a należy pamiętać, że najpierw z tronu zdegradować trzeba Thunder. Tak czy inaczej, królowie nagłówków powracają, a koszykówka w hollywoodzkim stylu po raz kolejny znajdzie się na piedestale.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp