Przedsezonowa analiza - Phoenix Suns
Nadchodzący sezon będzie pierwszym od 8 lat bez Steve'a Nasha w Phoenix. Wraz z jego odejściem zakończyła się pewna era, pełna wzlotów i upadków, której kibice w Arizonie z pewnością nie zapomną.Teraz, bez swojej największej dotychczasowej gwiazdy, nowi Suns gotowi są piąć się w górę i po 3-letniej przerwie znów zagrać w Play Offs.
Kibicom w Polsce na myśl o drużynie z Pacific Division do głowy od razu przychodzi Marcin Gortat. Okazuje się jednak, że nie tylko nam. W ciągu ostatniego sezonu, z niemałą pomocą Nasha, Gortat stał się jednym z najbardziej wartościowych centrów w lidze. Firmowe akcje Kanadyjczyka z każdym wysokim z jakim miał okazję grać, czyli Pick&Rolle, zostały opanowane do perfekcji i stały się największą bronią Suns. Do czołowej ósemki zachodu jednak trochę zabrakło i w klubie nastał czas na zmiany. Gortat ma za sobą znakomity sezon, w którym udowodnił, że należy traktować go poważnie. Za oceanem jednak jest on doceniany już od dawna przez byłych centrów i dziennikarzy, w Polsce wciąż wydaje się, że mało osób zna jego prawdziwą wartość na rynku wysokich w NBA. W sezonie 2011/2012 jego średnie podskoczyły do 15.4 punkta, 10 zbiórek i 1.5 bloku na mecz przy skuteczności 55%, która daje mu miejsce w czołówce wszystkich graczy w lidze. Nie ma wątpliwości, że to obecnie pewniak na pozycję środkowego i kto wie, czy z biegiem lat nie będzie znajdował się w składzie pretendenta do tytułu jako czołowy center. Przyszły sezon to dla niego moment prawdy. Według sceptyków Polak nie będzie na parkiecie tym samym zawodnikiem bez swojego ulubionego rozgrywającego. Jest jednak wiele powodów by mysleć inaczej. Marcin spędził kolejne lato na treningach z najlepszymi w swoim fachu i rozwinął takie elementy gry jak rzut z półdystansu, czy grę tyłem do kosza. Ma też w sobie dużo więcej pewności siebie i z pewnością często widzieć będziemy jego nazwisko w nagłówkach po meczach Suns. Zastępować go mają Channing Frye, oraz ,,Atleta, kiedyś znany jako Jermaine O'Neal", jak nazwał 34-letniego zawodnika sam Sir Charles. Frye ma za sobą dość udane rozgrywki, w których grał jako Power Forward, obecnie, po przyjściu do składu Luisa Scoli przesunięty będzie zapewne na pozycję fałszywego środkowego, spędzając na boisku około 25-30 minut w meczu, głównie obok drugoroczniaka Markieffa Morrisa. Jermaine ma za sobą 16 lat gry i kilkanaście miesięcy spędzonych w Bostonie, gdzie czas spędzał głównie na wszelkiego rodzaju rehabilitacjach. Gdy wchodził na boisko jednak wciąż zdarzały mu się udane mecze. Mimo 34 lat na karku O'Neal nadal wie jak się blokuje i między jedną kontuzją a drugą może wejść z ławki i dać Suns kawał dobrej obrony. Wspomniany wcześniej Scola to zawodnik, w którym wszyscy pokładają nadzieję. Opoka ataku Rockets przez lata został podczas ostatniego off-season ofiarą amnestii. W Houston szukali miejsca w salary cap, a w Phoenix postanowili to wykorzystać i przez następne 3 lata za 4,5 miliona za sezon, chcą widzieć jak Luis ratuje ofensywę Suns. Scola to jeden z najlepszych graczy spoza USA w lidze. Jest szalenie efektywny i przez 4 lata gry w Teksasie nie schodził z wysokiego poziomu będąc jednym z najlepszych strzelców zespołu. Jego średnia zbiórek na mecz w zeszłym sezonie nieco spadła, ale to zawodnik, który niewątpliwie wie, jak się ustawić i gdzie szukać swoich partnerów. Jest również jednym z nielicznych PF's w lidze, którzy potrafią samotnie kreować grę, nie opierając swoich akcji na rozgrywających, lecz niejednokrotnie biorąc losy 24 sekund w swoje ręce. Scola wie, gdzie ustawić mają się partnerzy, potrafi też umiejętnie podawać w high-post. 51% skuteczności z gry w karierze o czymś świadczy i Argentyńczyk będzie jest najpewniejszym atakującym w rosterze nowego zespołu. Poza tym, sam trener Alvin Gentry przyznał, że nowy zawodnik zadziwia go swoją skutecznością z 5-6 metra, a także, co jeszcze bardziej zaskakujące, mimo tego, że odkąd przyszedł do NBA trafił zaledwie 1 z 17 rzutów za 3, Gentry uważa, że....jest świetnym snajperem zza łuku. Na ławce na swoje minuty czeka Markieff Morris, rewelacja poprzedniego sezonu, który miał dużo lepsze wejście do ligi niż jego brat Marcus. Grający z jedenastką Markieff jest świetnym skrzydłowym, potrafiącym zdobywać punkty zarówno spod kosza jak i rzucając z dalszej odległości. Znakomity atleta, który musi popracować głównie nad dryblingiem i skutecznością. W preseason widać było, że podczas lata ćwiczył pracę nóg, co w znaczny sposób wpłynęło na jego szybkość. Kolejnym jego plusem jest mentalność, bowiem Morris to gracz pracowity, który stara się być lepszy z każdym dniem, a więc typ zawodnika, którego każdy trener chce mieć w zespole. Mając dwóch tak utalentowanych zawodników na pozycji silnego skrzydłowego trener Gentry może spokojnie patrzeć na swój front-court. Oboje, zarówno Morris jak i Scola potrafią zdobywać punkty spod kosza i znajdując się kilka metrów od niego, co sprawia, że mogą grać także obok siebie. Z biegiem sezonu zapewne nie raz zobaczymy takie rozwiązanie na parkiecie. Sezon 2012/2013 to kolejna szansa dla Michaela Beasleya, żeby udowodnić, że nie bez powodu wybrany został z numerem drugim draftu. Jego przygoda z NBA trwa już 4 lata, w których jak narazie wychowanek Kansas State nie zachwycił na miarę swojego potencjału. Beasley to to zawodnik, który potrafi zdobywać punkty, rzucił ich aż 42, 2 lata temu w Sacramento. Mimo tego kojarzony jest jednak głównie ze sprawiania problemów. Najwyższy czas, aby Michael był w pełni profesjonalistą, bowiem może to być ostatni sezon, który rozpoczyna w pierwszej piątce. Już w zeszłym sezonie był tylko rezerwowym w Minnesocie, mimo, że przez 2 poprzednie lata każe spotkanie rozpoczynał w starting five. Nowy trener jasno przyznał, że oczekuje od niego atakowania obręczy we wszelaki sposób. W meczach przedsezonowych Beasley starał się być bardziej ,,druzynowym graczem", jednak wydaje się, że nie tego będą wymagać od niego w Arizonie. Dla samego zawodnik powinna być to komfortowa sytuacja, ponieważ lubi mieć piłkę w swoich rękach i decydować o losach akcj. Umiejętność rzucania punktów z każdego miejsca a boisku czyni z niego ciężki match-up dla obrońców i powinien wreszcie odpowiednio to wykorzystywać. Niewątpliwie w przyszłym sezonie wszyscy będą wymagać od niego więcej, niż do tej pory pokazał. Myslę, że jeśli złapie on swój rytm, może być znów tym zawodnikiem, który rzucał prawie 20 punktów w meczu jeszcze 2 sezony temu w barwach Wolves. Kolejny Small-Forward to kolejny niespełniony dotychczas potencjał. Tym razem wybrany z numerem 4 draftu Wesley Johnson. Pamiętacie go z Syracuse ? Wes był jednym z najefektowniejszych graczy w NCAA w sezonie 2009/2010 i oczekiwania względem niego na zawodowych parkietach były ogromne. Johsnon to dobry obrońca, mający jednak problemy ze skutecznością, która 2 lata z rzędu oscylowała wokół 39%. Podczas meczów przedsezonowych jego rzut z półdystansu i dystansu wyglądał jednak dużo lepiej. Kolejny zawodnik, który potrafi sam zrobić coś z niczego, w Phoenix oczekiwać się będzie od niego również gry screen&roll, oraz zapewne wykorzystywać go zarówno na trójce jak i czwórce.Pozycja rzucającego obrońcy wydaje się być najsłabszym elementem układanki Suns. Jared Dudley i Shannon Brown to utalentowani strzelcy, oboje jednak są idealnymi kandydatami na 6th mana, jeden z nich, rozpoczynał będzie jednak mecze jako podstawowy SG. Dudley, bo o nim mowa w zeszłym sezonie grał głównie jako SF, jednak w nadchodzących rozgrywkach jego rola najprawdopodobniej się zmieni. Oczywiście Gentry znany jest z manipulowania pozycjami i na dwójce zobaczymy zapewne wielu zawodników, jednak mając w składzie Beasleya i Johnsona, nie ma sensu trzymać Dudleya na ławce, lepiej przestawić go pozycję niżej, choć do typowego rzucającego obrońcy mu daleko. Rzucając 40% za 3 w karierze i będąc jednym z najmniej samolubnych graczy w lidze Jared ma jednak zadatki żeby pomóc swojej drużynie, jedną z rzeczy które bezsprzecznie musi poprawić jest jednak obrona. Jest on niższy niż większość rzucających w NBA, będzie musiał się więc sporo napracować, chyba, że zamieni się kryciem z Beasleyem i skupi się na skrzydłowych. Brown po przyjściu do Suns jakby zniknął z życia w hollywoodzkim stylu, a jego gra wręcz przeciwnie. W zeszłym sezonie notował najlepsze w karierze 11 punktów na mecz, w tym będzie jednym z najlepszych zmienników w składzie Suns. Potrafi być jednak graczem pierwszej piątki, pokazał to m.in. Zastępując Granta Hilla, gdy ten doznał kontuzji. Shannon rzucał wtedy ponad 15 punktów na mecz rzucając z 42% skutecznością zza łuku.Uzupełnieniem back-courtu będą rozgrywający. Po odejściu najlepszego PG w historii Suns, nad miastem Phoenix widać było czarne chmury. Szybko jednak rozwiane zostały przez Gorana Dragica i Kendalla Marshalla. Oddając Dragica w połowie sezonu 2010/2011 do Rockets, Słońca zrobiły prawdopodobnie jeden z najlepszych przyszłościowych ruchów w ostatnich latach. Teraz, The Dragon wraca na stare śmieci i ma za sobą najlepszy w karierze sezon, będąc zawodnikiem lepszym i pewniejszym niż przed dwoma laty. Obecnie, Goran jest dużo lepszym strzelcem niż wcześniej w barwach Suns, gra dużo bardziej agresywnie i częściej dostaje się na linię osobistych, gdzie w ciągu jednego sezonu poprawił swoją skuteczność o...18%. Swoje możliwości pokazał pod koniec kwietnia, gdy wybrany został zawodnikiem tygodnia ze średnimi na poziomie 20/8. Nie tylko w Chinach więc, ale także i w słonecznej Arizonie, 2012 może okazać się prawdziwym rokiem smoka. Kendall Marshall to prawdopodobnie najlepszy rozgrywający wśród tegorocznych debiutantów. Najlepszy asystent konferencji ACC, najszybsze ręce na uniwersyteckich parkietach i niesamowity przegląd pola mogą uczynić z niego czołowego rozgrywającego ligi w przeciągu kilku następnych lat. Na boisku podejmuje znakomite decyzje, które zadziwiają nawet doświadczonych Point Guardów, a swój brak atletyzmu doskonale nadrabia inteligencją. Kto wie, czy gdyby nie jego kontuzja, Tar Heels nie zaszliby dalej w tegorocznym March Madness.Opróćz tej dwójki do dyspozycji jest również rozpoczynający 9 sezon w lidze Sebastian Telfair.W Phoenix jest potencjał. Drużyna po odejściu swojej gwiazdy wcale nie musi wyglądać tak źle jak jej przepowiadano. Suns to kolejny team budowany na młodzieży wraz z domieszką doświadczenia, głównie w postaci wysokich. Drużyna Marcina Gortata ma szansę powalczyć o Play Offs, jednak scenariusze sezonu mogą być bardzo różne. Niewątpliwie ulubiona drużyna Polaków ma potencjał, by znaleźć się w najlepszej ósemce zachodu.