Przedsezonowa analiza - Boston Celtics

Dodano: 24 października 2012 08:12
Przedsezonowa analiza - Boston Celtics
Grzegorz Kordylas, Informacja własna
WikiMedia

Boston Celtics. Drużyna skazywana na porażkę od kilku lat. Zbyt starzy. Zbyt wolni. Giną przy młodych i atletycznych drużynach pokroju Heat i Bulls.A jednak. W czerwcu byli o jedną wygraną od finałów ligi. To, co miało być ich słabością, okazało się powodem, dla którego Hawks i 76ers zostali oddaleni z kwitkiem.

Co do jednego anty fani Celtics mieli rację. To był ostatni sezon Big 3 w Bostonie. Z zespołu odszedł uwielbiany Ray Allen. I choć kibicom ciężko było się z tym pogodzić, z perspektywy czystej koszykówki wydaje się, że była to najlepsza modyfikacja, jakiej można było w przypadku owej trójki dokonać. Problemy z kostką znacznie spowolniły Allena, co spowodowało, że nawet po powrocie większość meczu spędzał na ławce rezerwowych, gdzie je z resztą rozpoczynał. Dla Sugar Raya nie była to łatwa sytuacja, bowiem wcześniej wydawał się w drużynie niezastąpiony. W związku z eksplozją formy Averego Bradleya taki ruch był jednak nieunikniony i Allen musiał pogodzić się z nową rolą. Na domiar złego pojawiły się plotki o domniemanym konflikcie z Rajonem Rondo, choć obaj panowie na boisku rozumieli się wręcz doskonale a ich współpraca mogłaby służyć jako model dla młodych obrońców. Poza boiskiem jednak nastąpił konflikt interesów i z którymś z tej dwójki wypadało się pożegnać. Mimo tego Ray dostał ofertę przedłużenia umowy, zdecydował jednak, że przeniesie swoje, co raz starsze już, talenty na Florydę. Jakie były reakcje byłych kolegów z zespołu? Kevin Garnett otwarcie przyznał, że nie będzie utrzymywał kontaktu z byłym przyjacielem. Trochę bardziej wyrozumiały był Doc Rivers, który stwierdził, że mimo swojego rozczarowania sytuacja między nim a Allenem się nie zmieni i szanuje go za wszystko co zrobił dla tej drużyny.

To już jednak przeszłość i należy skupić się na tym, jakie kroki Danny Ainge podjął, aby załatać dziurę po najlepszym w historii strzelcu za 3. Jeszcze przed decyzją Raya do zespołu dołączył Jason Terry, który podpisał 3 letnią umowę wartą 15.6mln $. Były zawodnik Mavericks to równie znakomity snajper, mający również smykałkę do kreowania sobie pozycji i mimo 35 lat na karku wciąż imponuje przygotowaniem fizycznym i charyzmą młodzieńca. Jest to największe wzmocnienie ławki Celtics od wielu lat i daje jej to, czego do tej pory brakowało - pewnego strzelca. Wchodząc z ławki Terry będzie mógł spokojnie liczyć na ok. 30 minut w meczu, z których większość spędzi będąc obok Averego Bradleya, choć nie raz będzie mógł także liczyć na wsparcie najlepszego rozgrywającego w lidze - Rajona Rondo. Kogo będzie zastępował? Prosto z Houston na miejsce Allena w pierwszej piątce przybył Courtney Lee. Po debiutanckim sezonie w Orlando, kiedy Lee miał okazję grać w finałach przeciwko Lakers, spędził rok w New Jersey, a ostatnio, 2 sezony, głownie jako rezerwowy w barwach Rockets. Courtney wydaje się być najrozsądniejszą opcją na uzupełnienie pierwszego składu. To utalentowany strzelec, który, choć nie dorównuje swojemu poprzednikowi, może być bardzo przydatny, zwłaszcza w kontrach, które są specjalnością towarzyszącego mu Rondo. To, jak Lee wdroży się w nowy zespół okaże się juz niedługo, jak na razie jednak zarząd klubu ma pełne prawo do optymizmu.

Problemem może być pozycja rozgrywającego, a ściślej mówiąc to, kto zmieniał będzie najlepiej podającego zawodnika w lidze. Dopóki kontuzji nie wyleczy Bradley, Doc będzie miał ciężki orzech do zgryzienia. W meczach przedsezonowych dawał pograć debiutantowi Downsowi, jednak gdy przyjdzie czas poważnych rozgrywek, ciężko będzie powierzyć mu zadanie bycia playmakerem w takim zespole. Dopóki kontuzji nie wyleczy Avery Bradley, który tez nominalnym rozgrywającym z resztą nie jest, Rivers będzie musiał wybierać pomiędzy obrońcami, których w składzie Celtics nie brakuje. Póki co, skupmy się na wspomnianym już kilkakrotnie Rondo. I choć fani Chrisa Paula i Derricka Rose'a po przeczytaniu, że to 26-letni wychowanek Kentucky jest najlepszym PG w NBA pewnie przestali czytać dalszą część tekstu, nie sposób nie docenić tego, jak rozwinął się w ostatnich latach. Rozwijając karierę u boku takich gwiazd jak Ray Allen, Paul Pierce, czy Kevin Garnett, RR miał możliwość nie tylko wymyślać co raz to nowe zagrywki pod swoich partnerów, ale także nauczyć się boiskowej inteligencji, która obecnie jest jego najmocniejszą stroną. W 14 meczach Play Offs 2009 zabrakło mu odpowiednio 4 zbiórek i 3 asyst, żeby skończyć je ze średnimi równymi Triple Double. Gdyby przyznawano nagrodę MVP Play Offs, Rondo byłby czołowym kandydatem do wygrania jej w 2010, jak i 2012 roku, choć w tym ostatnim pewnie przegrałby z bogiem w przebraniu Lebrona Jamesa. Średnie na poziomie (prawie) 12/12/5 są na wagę złota wśród rozgrywających, a ostatnie PO pokazały także, że z playmakera potrafi przerodzić się w maszynkę do zdobywania punktów. Przez lata jego największym mankamentem był rzut z półdystansu, o tym zza łuku nie wspominając. W ostatnim sezonie jednak widać było jak bardzo poprawił tę część gry i doskonale wykorzystywał momenty, gdy obrońcy czekali na jego penetrację zostawiając mu metr-dwa wolnego miejsca. Jeśli Rajon jeszcze bardziej poprawi swój półdystans da mu to większą możliwość podań do ścinających partnerów, a także, po prostu, większe szanse na udane wejście pod kosz. Mecze takie, jak Game 2 finałów konferencji w Miami (44/10/8) nie będą przytrafiały mu się jednak często i przede wszystkim wymagane od niego będzie to, co robi najlepiej - rozgrywanie. I choć Derrick Rose jest bardziej wszechstronnym i lepszym zawodnikiem od Rondo, a CP3 przez lata praktycznie w pojedynkę prowadził słabszy zespół do PO, to gracz z numerem 9 na plecach jest, u schyłku kariery Nasha i Kidda, jednym z ostatnich quaterbacków, którzy dominują w NBA.

Ale przecież Celtics to nie tylko Rajon, a bez przyszłych Hall-of-Famerów w postaci Paula Pierce'a i Kevina Garnetta, kto wie, czy RR9 nie byłby tylko kolejnym dobrym rozgrywającym w przeciętnym zespole. Pierce rozpoczyna właśnie 15 sezon na zawodowych parkietach. 15 sezon w zielonych barwach, co czyni z niego żyjącą legendę miasta Boston, mimo, że urodził się na obrzeżach Kalifornii. W nadchodzącym sezonie jego rola niewiele się zmieni i nadal będzie kapitanem drużyny, pierwszym, który dostanie piłkę, gdy mecz będzie na krawędzi. Paul dostaje niezłe wsparcie w ataku w postaci Terrego, Lee, czy Barbosy, jego zadaniem jednak nadal będzie kreowanie sobie pozycji rzutowych, wykorzystywanie akcji scren&roll, oraz izolacje. Co raz częściej również możemy widzieć w jego wykonaniu po prostu czekanie na piłkę za linią rzutów za 3 i wykorzystywanie nieuwagi obrońców. Mimo upływu lat Paul nadal dysponuje znakomitym rzutem, choć nie radzi już sobie tak dobrze z czołowymi obrońcami na swojej pozycji pokroju Igudoali, Jamesa czy Pokoju na Świecie... Pewne rzeczy się jednak nie zmieniają i to on wciąż będzie opcją numer jeden w ataku.

Jeśli chcielibyśmy przyznać nagrodę ,,Oldman of the year", poprzedni sezon należał do jednego gracza. Przesunięcie Kevina Garnetta na pozycję centra prawdopodobnie uratowało Celtics sezon i zaprowadziło ich do przedostatniego etapu po mistrzostwo. W sezonie regularnym statystyki na poziomie 15/8 nie robiły wrażenie, choć KG grał na równym sobie poziomie przez cały czas i nikt nie mógł mieć do niego zarzutów. To, w jaki sposób rozegrał serie przeciwko 76ers czy Heat (co prawda bez Chrisa Bosha) zaskoczyło chyba wszystkich. W ciągu 20 posezonowych meczów jego średnie wzrosły do 19/10, nie da się jednak wyrazić w liczbach tego, jaki wpływ miał na postawę całego zespołu. Znany jako doskonały motywator i bądź co bądź jeden z najbardziej znienawidzonych zawodników w lidze, nie oszczędzał swoich przeciwników i był najpewniejsza opcją w każdym spotkaniu po obu stronach parkietu. Mając kogoś takiego po swojej stronie, gracze C's nie mieli innej możliwości niż wygrywać mecze, choć sami nie kryli zachwytów nad grą Garnetta na pomeczowych konferencjach. Zarówno w szatni jak i na boisku Kevin to jedna z największych osobowości w lidze. Teraz wszyscy w Massachusetts modlą się, by jego forma utrzymała się na tym poziomie przynajmniej przez najbliższe miesiące.

W pierwszej piątce Celtics jest jednak zawodnik bardziej atletyczny od reszty, mający w sobie więcej energii niż Garnett, a przy tym jest w kwiecie wieku. Brandon Bass. Po odejściu ,,Big Baby" Davisa kibice łapali się za głowę, nie wierząc, że Bass będzie wnosił na boisko tyle co ich ulubieniec. Brandon był jednak doskonałym uzupełnieniem składu i z miejsca zasłużył na miejsce w pierwszej piątce. Świetny po obu stronach parkietu, waleczny a przy tym obdarzony rzutem z półdystansu. Jedną z najciekawszych rzeczy jest to, że w Play Offs rzuca osobiste na poziomie 92%, co daje mu miejsce w pierwszej piątce wszechczasów (!). Podczas off-season klub przedłużył z nim umowę o 3 lata i miejmy nadzieję, że 27-latek będzie grał na poziomie jaki prezentował dotychczas, jest to bowiem jeden z najlepszych PF's na wschodzie.

Mając najlepszą obronę w lidze do pełni szczęścia brakuje drużynie z Bostonu jednego - zbiórek. Kto wie, czy to nie właśnie one były powodem, dla którego Zieloni za czasów wielkiej trójki nie zdobyli więcej niż jednego pierścienia. Sprawą tą postanowiono się zająć w trakcie Draftu, jednak chyba nawet sam Danny Ainge nie spodziewał się jaki prezent dostanie od losu. Udało się bowiem pozyskać Jareda Sullingera i Faba Melo. Dwóch świetnych zbierających, czołowych postaci wśród wysokich w NCAA. Sullinger to ikona uczelni Ohio State i rok wcześniej typowany był nawet do pierwszej piątki naboru. Postanowił jednak zostać na uczelni, jednak szanse na wybór z niskim numerem zostały pogrzebane, gdy Jared nabawił się problemów z kręgosłupem. Mimo tego, jest to jeden z najbardziej utalentowanych młodych zawodników w kraju i jeśli uda się ochronić go przed urazami może się okazać największym stealem tego Draftu. Melo to jeden z czołowych centrów minionego sezonu na poziomie uniwersyteckim, jednak slabe wyniki w nauce zaprzepaściły jego szansę na grę w March Madness, gdzie osłabieni Syracuse odpadli zbyt szybko. Jest jednak specjalistą od zbiórek i świetnym obrońcom, co doskonale równoważy talent ofensywny Sullingera. Razem są jednym z najlepszych duetów wybranych w Drafcie 2012. Gdyby nie okazali się oni lekarstwem na problemy na tablicach, do Bostonu ściągnięty został także Darko Milicić. Numer 2 draftu 2003 do tej pory był głównie obiektem drwin, bowiem nie wykorzystał w NBA swojego potencjału, w przeciwieństwie do zawodników, którzy wybrani zostali po nim. Jest to jednak świetny blokujący i center z krwi i kości, a takich w barwach Koniczynek ostatnio jak na lekarstwo.

Dochodzi do tego jeszcze Chris Wilcox, któremu kontuzja przerwała całkiem udany poprzedni sezon. Na koniec warto wspomnieć o powracającym do składu Jeffie Greenie, który może być x-factorem w tym sezonie. Trudno wyobrazić sobie lepszy back-up dla Paula Pierce'a niż ten w postaci byłego gracza Oklahomy. Jego problemy z sercem to miejmy nadzieję przeszłośc i teraz może skupić się na koszykówce. Będąc tak atletycznym i wszechstronnym Jeff może spokojnie być czołowym kandydatem do nagrody 6th Man of the Year.

Jakie więc są przewidywania dla Celtics? Jeśli drużynie dopisze zdrowie i czołowych zawodników ominą kontuzje, finały konferencji będą dla 17-krotnych mistrzów NBA całkiem realne. Choć konkurencja na wschodzie rośnie w siłę, a do gry weszli ostatnio Brooklyn Nets, wydaje się, że Zieloni bogaci w mieszankę doświadczenia z młodością są w stanie pokonać młodsze drużyny takie jak Indiana Pacers, czy Philadelphia 76ers. To, czy C's zrobili jednak postęp okaże się dopiero wtedy, gdy przystąpią do rywalizacji z Miami Heat. Dla fanów w TD Garden bowiem każdy inny wynik niż mistrzostwo Wschodu będzie dużym rozczarowaniem.

Zły scenariusz zakłada, że po raz kolejny do Bostonu zawitają kontuzje. Przy braku odpowiedniego zastępcy dla Rondo każde jego problemy ze zdrowiem będą dla sztabu szkoleniowego ogromnym problemem. Typowe dla zespołu będzie, jeżeli zagrają na najwyższych obrotach z czołowymi przeciwnikami, by w następnym meczu zaliczyć wpadkę przeciwko ligowemu średniakowi.

Ojciec czas nie oszczędza i wkrótce będzie trzeba pożegnać się z Piercem i Garnettem i zacząć budować drużynę od początku. Czy wokół Rondo, to się okaże. Póki co, najważniejsza sprawą dla klubu jest nadchodzący sezon i kolejna próba osiągnięcia sukcesu z tym samym trzonem drużyny.

Jason Terry przychodząc do Bostonu powiedział, że w czerwcu wraz z nowymi partnerami będzie świętować mistrzostwo. Już raz, przed sezonem 2010/2011 także bawił się w jasnowidza, a dalszy ciąg tej historii wszyscy znamy. O tym, czy i tym razem przepowiednia się spełni, przekonamy się w przeciągu najbliższych 8 miesięcy. Póki co, motywem przewodnim Boston Celtics jest jedna liczba. 18.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp