Przedsezonowa analiza - New York Knicks

Dodano: 20 października 2012 12:45
Przedsezonowa analiza - New York Knicks
Grzegorz Kordylas, Informacja własna
Obraz własny

Gdyby rozbić drużynę New York Knicks na mniejsze części i poszczególnych graczy dopasować do innych zespołów, kilka drużyn NBA otrzymałoby całkiem wartościowego mentora, który ma za sobą wiele lat gry.Razem, skład Knicks tworzy najstarszą drużynę w lidze, a ich szanse na sukces są jeszcze mniejsze niż rok temu.

Od czasu powstania ,"wielkiej dwójki", kibice w MSG z nadzieją patrzą na każdy sezon i czekają na sukcesy jak dziecko na boże narodzenie. Po 2, a właściwie 1,5 sezonu spędzonego razem, w dwóch fazach Play Offs udało się zanotować jednak zaledwie jedno zwycięstwo. Jako, że koszykarscy kibice należą do tych najbardziej niecierpliwych, co raz więcej osób zaczęło zastanawiać się, czy Carmelo Anthony i Amare Stoudemire w ogóle do siebie pasują?Anthony ma 28 lat, wciąż jest znakomitym strzelcem i fatalnym obrońcą. Wydawać by się mogło, że odkąd przyszedł do ligi niewiele się zmienia, a jego styl gry pozostaje wciąż ten sam. Od debiutanckiego sezonu zawsze rzuca powyżej 20 punktów i jest fenomenem w tej dziedzinie. Nikt nie odmówi mu umiejętności zdobywania punktów, zbiórek, gdy w izolacjach, ale też Carmelo jak żadna inna supergwiazda w lidze zaczyna mieć w niej status gracza, który nie potrafi poprowadzić drużyny do sukcesów. W Denver był bohaterem, grał w finałach konferencji, wydawało się więc, że po przyjściu do Nowego Jorku i otrzymaniu pomocy w osobie Stoudemire'a nic nie powstrzyma go od goszczenia na dobre w finałach Wschodu. Niestety, Amare to już nie ten sam gracz, jakim był chociażby 4-5 lat temu w Phoenix, kontuzje pleców bardzo ograniczyły jego możliwości i smutna prawda jest taka, że z biegiem lat będzie musiał się pogodzić z rolą role-playera.

W zeszłym sezonie na szczęście dla zespołu zdarzył się nie lada cud, który każdemu znany jest jako Linsanity. Gdyby nie Jeremy Lin, kto wie, czy Knicks w ogóle awansowaliby do PO, a drużyna jaką wciąż oglądamy, nie rozpadła by się na kawałki. Lina w zespole już nie ma, zarząd klubu postanowił nie płacić mu więcej, co wykorzystano w Houston, gdzie od nowego sezonu będzie można podziwiać grę Tajwańczyka.

Skupmy się jednak na Knickerbockers. Powodem do optymizmu może być gra mistrza NBA z sezonu 10/11 - Tysona Chandlera. Nie bez przyczyny wybrany na obrońcę roku, w końcu jak sam powiedział ,"żartując" – tytuł zdobył dzięki fatalnie broniącym kolegom z drużyny, na tle których się wyróżniał. Nie sposób jednak nie przyznać mu racji chociażby w części. Mając w drużynie tak ,"wybitnych" obrońców jak J.R. Smith, czy Melo, Chandler miał naprawdę dużo roboty, ale wywiązał się z niej nieźle. Drużyna pod wodzą Mike'a Woodsona miała jednak przebłyski i pod koniec sezonu regularnego wyglądało to nieźle. Koniec końców Knicks tracili średnio 95 punktów na mecz, co i tak plasowało ich na samym początku drugiej dziesiątki. Ograniczyć trzeba jednak straty i to w znacznym stopniu. Odejście Lina, który notował ich masę w poprzednim sezonie zapewne zawyży tą statystykę, jednak nie tylko on był specjalistą od tracenia piłek.

Co powinno pomóc ? Na pewno trzymanie Anthonego z dala od trzymania piłki zbyt długo i oddanie jej w ręce Jasona Kidda, który latem zasilił szeregi NYK i Raymonda Feltona, który wraca z nieudanej przygody w Portland. Kidd ma już 39 lat ale to wciąż dobry rozgrywający, a jak wiadomo to właśnie z tą pozycją od kilku lat w Nowym Jorku jest największy problem. Pierwszym PG ma być jednak Felton, który w barwach Trail-Blazers spisywał się fatalnie. Jego obecna forma fizyczna daje jednak nadzieje na to, że w nowej-starej drużynie przypomni sobie jak świetnym potrafi być zawodnikiem. Jedną z najsmutniejszych historii zeszłego sezonu była kontuzja Imana Shumperta, który był jednym z najbardziej wyróżniających się debiutantów. Zerwane więzadła nie jednego zawodnika potrafiły sprowadzić na dno nawet w młodym wieku, najlepszy obrońca klasy '11 z pewnością jednak jeszcze nie raz pokaże na co go stać.Dość ciekawym połączeniem na ławce jest duet Smith-Brewer, w którym jeden słynie z ataku i nieprzewidywalności, a drugi ze solidnej obrony. J.R.to wciąż cenny 6th man, choć czasami jego zagrania doprowadzają kibiców do zawrotów głowy. Niewątpliwie nic się w tej kwestii nie zmieni i będziemy oglądać jego popisy strzeleckie na zmianę z calkiem nieudanymi spotkaniami.Każdy fan Knicks ze Spikiem Lee na czele liczy zapewne na to, że wciąż liczyć będzie można na najskuteczniejszego snajpera zza lini w zeszłym roku – Steve'a Novaka, bo tak naprawdę na nim kończą się na ławce młodość, a zaczyna podeszły wiek. Kurt Thomas, Rasheed Wallace, Marcus Camby, Jason Kidd. Razem mają 155 lat i najlepsze lata już dawno za sobą. Thomas w ciągu ostatnich lat był mentorem w Portland, Chicago, Milwaukee i w tym aspekcie naprawdę może się przydać, na boisko jednak na pewno nie wniesie zbyt wiele.Wallace powraca z emerytury i mimo mojej ogromnej sympatii do tego gracza, oczekiwać od niego możemy co najwyżej kilku trójek i kilku więcej fauli technicznych. Pozostała dwójka w ostatnich latach grała i być może obaj będą mieli wpływ na grę swojego nowego zespołu.Po raz pierwszy od wielu, wielu lat New York Knicks mogą jednak czuć się zagrożeni. Obecnie nie będą musieli walczyć tylko o jak najlepszy bilans, ale także o serca kibiców w Nowym Jorku. W mieście pojawiła się nowa, lepiej wyglądająca grupka graczy i jednego można być pewnym. W sezonie 2012/2013 Knicks będą częścią czegoś wielkiego, niespotykanego wcześniej. Derbów największego miasta w kraju.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp