Przedsezonowa analiza - Toronto Raptors

Dodano: 14 października 2012 19:00
Przedsezonowa analiza - Toronto Raptors
Grzegorz Kordylas, Informacja własna
WikiMedia

W Toronto wciąż świetnie sprzedają się płyty z konkursu wsadów 2000 i Play Offs 2001. Powód? Są to jedne z ostatnich miłych wspomnień kibiców Raptors.

Zespół od kilku lat pozostaje poza czołową ósemką wschodu, a słuch po dobrej koszykówce w Kanadzie zaginął.

Ostatnie lata minęły w Toronto na eksperymentowaniu z europejskimi zawodnikami. Raptors są najbardziej "europejskim” zespołem w lidze, nie przyniosło to jednak do tej pory sukcesu. Od czasu transferu Chrisa Bosha do Miami, największą gwiazdą zespołu jest Andrea Bargnani. Kto wie, czy jeśli Włoch grałby w drużynie z czołówki ligi, nie miałby dziś statusu porównywalnego do Pau Gasola. W Toronto jego talent na niewiele się zdaje i od dwóch sezonów drużyna poniewiera się na dnie konferencji wschodniej.

W tym sezonie po raz pierwszy od dawna team z Kanady wykazał się na rynku transferowym i do końca walczył o Steve'a Nasha, który w końcu miałby grać u siebie. Steve wybrał jednak lepiej dla siebie i u schyłku kariery postanowił powalczyć o mistrzostwo NBA, na co w Toronto nie miałby co liczyć. Nie udało się ściągnąć Nasha, udało się natomiast pozyskać Kyle'a Lowrego. Kanadyjczycy skorzystali z rewolucji kadrowej w Houston i ściągneli mającego zasobą przełomowy sezon rozgrywającego. Tak jak miało to miejsce w barwach Rockets, Lowry ma nadawać ton drużynie z Air Canada Centre i na zmianę z innym świetnym playmakerem, Jose Calderonem, poprowadzić drużynę do pierwszych od 5 lat Play Offs.

W poprzednim sezonie Raptors zdobywali zaledwie 90.7 punktu na mecz, co czyniło z nich 3 najgorszą drużynę w lidze. W nowym sezonie niewiele może się zmienić, ponieważ do drużyny nie dołączył żaden snajper, a w środku poprzedniego sezonu opuścił ją Leandro Barbosa. Nadzieje przychodzą wraz z młodymi, a w tym wybrani w drafcie Terrence Ross, wychowanek uczelni Washington, oraz, a jakże, prosto z Europy Jonas Valanciunas. Litwin ma świetne warunki fizyczne, a w Europie 20 latek już zapracował sobie na status gwiazdy. Świetnie spisywał się także w reprezentacji i wiązane są z nim naparwdę wielkie nadzieje. Młody center może tylko wzmocnić strefę podkoszową Raptors, która i bez niego spisywała się nieźle. W poprzednim sezonie jedyny klub NBA z Kanady pozwalał swoim przeciwnikom tylko na 10.3 ofensywnej zbiórki na mecz, i byli pod tym względem gorsi tylko od Orlando. Niestety sami zdolni byli do wyniku zaledwie o 3 dziesiąte lepszego, choć mają w tej dziedzinie wybitnych specjalistów. Amir Johnson i Ed Davis to skrzydłowi znani z ostrej i nieustępliwej gry, a jak wiadomo tacy zawodnicy są nieocenieni. Dołącza do nich Quincy Acy, który w NCAA czarował kibiców niesamowitymi wsadami i twardą grą w trumnie. Skrzydłowi są zdecydowanie najmocniejszą i najliczniejszą grupą wśród graczy Raptors. Oprócz wymienionych do dyspozycji jest jeszcze jeden z najlepszych europejskich zawodników Linas Kleiza. Kazdy z nich w drużynie kandytatów na mistrzostwo byłby ogromnym wzmocnieniem, razem jednak nie gwarantują oni sukcesu, a w klubie ewidentnie brakuje franchise-playera.

Zamiast tego drużyna budowana jest młodymi zawodnikami. Rzucający obrońca Landry Fields, który od swojego debiutanckiego sezonu uznawany jest przez większość ekspertów i komentatorów za jednego z najinteligentniejszych i najbardziej obiecujących graczy, z pewnością będzie rozpoczynał mecze obok Lowry'ego. W poprzednim sezonie trochę zwolnił, był za to bohaterem drugiego planu w Linsanity. W Nowym Jorku spełniał rolę zadaniowca, w Toronto wymagane będzie od niego zdobywanie punktów. Jeśli nie on, startującą dwójką będzie znany wszystkim DeMar DeRozan, gwiazda offseasonowych mixtape'ów, która potrafi zdobywać punkty. Nie jest to jednak snajper na którego można liczyć w każdym meczu. Mało osób stawia na zespół z Kanady w kwestii kandydatów do PO. Nie ma co ukrywać, że nie są oni najmocniejszym zespołem, mają jednak wiele atutów i jeśli z nich skorzystają, podczas sezonu zaskoczyć mogą nie raz. Przede wszystkim wykorzystywanie Bargnianiego i Valanciunasa w ataku, dużo więc zależeć będzie od rozgrywających. Jeśli Kyle Lowry nie spuści z tonu, w Toronto stanie się jeszcze ważniejszym graczem niż był dotychczas i w końcu może doczekać się nominacji do meczu gwiazd.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp