Przedsezonowa analiza - New Orlean Hornets
Wydawać by się mogło, że to, co najgorsze, już w Nowym Orleanie się wydarzyło. Bycie ,"na garnuszku” Davida Sterna, oddanie ikony klubu po kolejnych miesiącach plotek i kilku nieudanych próbach transferowych, spadek na samo dno ligi.
Wszystko to w ciągu jednego sezonu, w którym Hornets wygrali zaledwie 21 spotkań, co przy ich problemach kadrowych i tak wydaje się niezłym wynikiem.
Teraz jednak zarówno fani jak i zawodnicy Szerszeni mają powody by z nadzieją patrzeć w przyszłość, a od tego sezonu ma być już tylko lepiej.
Przede wszystkim klub ma wreszcie właściciela, który zna się na rzeczy, w końcu trochę ponad 2 lata temu świętował z Saints mistrzostwo ligi NFL. Teraz Tom Benson może sprawić, że Hornets wyjdą z cienia Świętych, a New Orleans Arena wypełni się po brzegi. Nie od dziś wiadomo, że w NBA pieniądz odgrywa nie mniejszą rolę niż jej największe gwiazdy. I chociaż miniony offseason obył się bez spektakularnych transferów, to zarząd klubu spokojnie może planować trade'y na przyszłe lata.
A jak po niemałej rewolucji kadrowej wyglądają obecni Hornets? Na pewno nie gorzej niż rok wcześniej. Zza bocznej linii wciąż nad wszystkim czuwał będzie młody trener Monty Williams, który latem podpisał nowy, 4-letni kontrakt z klubem. Mimo dopiero 41 lat na karku Williams ma już doświadczenie w Play Offs jako trener, i z pewnością należy do najzdolniejszych w tej dziedzinie na zachodzie. Nie będzie miał jednak łatwego zadania.Pierwszy problem może pojawić się przy temacie centra. Co prawda Robin Lopez jest zawodnikiem przyzwoitym, jednak na tle innych wysokich w pierwszych piątkach wypada dość blado.Prawdziwy problem jednak zaczyna się gdy przychodzi do jego zmiennika. Hornets nie mają na ławce typowego centra, chyba, że zaliczamy do tego Solomona Alabiego, który grając dla Toronto rzucił 39 punktów....w 26 meczach. I choć zawodnik z Nigerii z miejsca swoim szczerym uśmiechem zaskarbi sobie sympatię widzów, na boisku pożytku z niego nie będzie. Niewykluczone więc, że sezon jako center pierwszej piątki rozpocznie rewelacja poprzednich rozgrywek NCAA i 1. numer draftu – Anthony Davis.
I oto drugi wśród powodów do radości o których wspomniałem na początku. Jakimś cudem, a może i z czyjąś pomocą, pierwszy numer loterii wylądował w Luizjanie, a wybór mógł być tylko jeden. Złoty medalista z Londynu oraz absolutnie najlepszy zawodnik klasy 12' ma nadawać ton Hornets przez kilka kolejnych lat. W NCAA Davis zdobył wszystkie możliwe nagrody, teraz czas, by zawojował NBA. Jednak tutaj grając na pozycji centra będzie mu dużo ciężej niż na uniwersyteckich parkietach i mimo ogromnego talentu znacznie ustępuje warunkami fizycznymi innym ,,5” w lidze. Priorytetem więc dla Hornets powinno być sprowadzenie jak najszybciej klasowego centra i danie Davisowi rozwijać się na pozycji silnego skrzydłowego. A tych w Nowym Orleanie bez liku. Nie tylko Robin Lopez jest byłym kolegą Marcina Gortata z Phoenix, który obecnie występuje w niebieskich barwach. Hakim Warrick będzie jednym z PF'ów, którzy walczyć będą o miejsce w składzie Szerszeni, jednakże wydaje się, że dużo większe szanse na minuty u trenera Williamsa będą mieli nowy nabytek prosto z Orlando – Ryan Anderson i Al Farouq-Aminu.
Ryan ma za sobą sezon życia i po otrzymaniu nagrody MIP z pewnością będzie liczył przynajmniej na 25 minut w meczu. Ze świetną skutecznością zza łuku i umiejętnością zbierania zarówno na bronionej jak i atakującej tablicy Andorson może być znakomitą bronią z ławki, którą każdy zespół chciałby mieć w składzie. Póki co, w preseason to Aminu jest starterem na ,,czwórce” i mimo średniego poprzedniego sezonu widać, że wciąż jest ważną częścią tej druzyny. Patrząc na skład zespołu z południa Stanów nie sposób nie zauważyć, że jest to jedna z najmłodszych drużyn w lidze. Roger Mason Jr. ma 32 lata i jest najstarszym graczem w drużynie. Oprócz niego i Warricka żaden z zawodników nie przekroczył trzydziestki (!).
A wśród młodych, same talenty. Wystarczy spojrzeć na takie nazwiska jak Rivers czy Miller i każdy, kto miał jakąkolwiek styczność z NCAA w poprzednim sezonie wie o kim mowa. Darius Miller to kolejna gwiazda uczelni Kentucky, która w swoim Senior Year była jednak trochę w cieniu freshmanów. 4 lata na parkietach NCAA jednak na marne na pewno nie pójdą i już teraz jest to zawodnik grający bardzo dojrzale. Austin Rivers to zupełnie inna historia. Syn trenera Boston Celtics już od kilku lat był na celowniku skautów NBA, a podczas gry w liceum miał niemniejszą rzeszę fanów niż niejeden z profesjonalnych graczy. Na uczelni momentami zachwycał, m.in. rzucając game-winnera w meczu ze znienawidzoną ekipą z Pólnocnej Karoliny, jednak wczesne odpadnięcie drużyny Coacha K z turnieju krajowego pozostawiło mały niesmak w uniwersyteckiej karierze Austina. Jeszcze kilkanaście miesięcy temu typowany do pierwszego numeru draftu, wybrany został jednak z numerem 10, jest to jednak ogromny talent i podobnie jak Davis może zrobić w NBA karierę.Opcją numer jeden w ataku powinien pozostać jednak jeden z najbardziej niedocenianych rzucających obrońców w lidze – Eric Gordon. Zmagający się obecnie z kontuzją Gordon to materiał na All-Stara, który swoją grą potrafi poderwać kibiców z miejsc. W Nowym Orleanie zdążył zagrać jak na razie tylko 9 meczów, każdy fan koszykówki zdaje sobie jednak sprawę, że jego powrót do zdrowia będzie ogromnym wzmocnieniem dla Hornets. Wystarczy wspomnieć że jeszcze sezon wcześniej rzucał on dla Los Angeles Clippers ponad 22 punkty na mecz. Dwaj inni obrońcy którzy powinni znaleźć się w rotacji, póki co w NBA nie spełniają do końca wymagań jakie stawiano przed nimi po udanych latach na uniwersytecie. Mimo tego, że Henry na uczelni spędził tylko rok, to zdążył pobić kilka rekordów jako freshman, między innymi zdobywając 27 punktów w swoim debiucie. Vasquez to legenda uczelni Maryland która jak na razie w NBA nie lśniła najjaśniejszym blaskiem, choć w poprzednim sezonie widać było, że Wenezuelczyk robi spore postępy. Już w barwach Memphis rozgrywał udane partie w znakomitych dla klubu Play Offach 2011, jednak grając w Nowym Orleanie otrzymywal dużo więcej minut, co przełożyło się także na jego statystyki.Przeciętny kibic, który ogląda NBA od święta, patrząc na skład Hornets rozpoznał by pewnie 2, góra 3 nazwiska. Nie jest to jednak absolutnie ich wadą, i choć ten sezon być może będzie trzeba zaliczyć do grona tych ,"przejściowych” z pewnością w składzie drzemie ogromny potencjał. Trener Monty Williams nie będzie miał do czynienia z doświadczeniem, ale z młodymi zawodnikami, którzy są żądni sukcesu, a cały stan Luizjana wierzy, że po okresie zmian i problemów w druzynie, teraz może być już tylko lepiej.