Przedsezonowa analiza - Brooklyn Nets

Dodano: 10 października 2012 12:08
Przedsezonowa analiza - Brooklyn Nets
Grzegorz Kordylas, Informacja własna
Obraz własny

Where Brooklyn at? Takie pytanie można było sobie zadawać patrząc na mapę NBA jeszcze kilka miesięcy temu.

W końcu jednak mieszkańcy najbardziej zaludnionego okręgu Nowego Jorku doczekali się przeprowadzki Nets, której twarzą był sam Jay-Z.

Ze skazanego na porażkę Newark, Nets przenieśli się do Barclays Center, której przebudowa kosztowała ponad miliard dolarów i która ma stać się teraz sercem całego Brooklynu. Przenosząc się do tej części Nowego Jorku drużyna dwukrotnych mistrzów ligi ABA zaskarbiła sobie z miejsca serca wielu fanów nie tylko w Stanach, ale i na całym świecie. To stąd pochodzi wielu wybitnych graczy, na ulicach tej dzielnicy wychowywały się gwiazdy nie tylko NBA, ale także ulicznej koszykówki. I choć Brooklyn nigdy nie miał drużyny w NBA, jego historia sprawia, że oczekiwania względem Nets są dużo większe niż w starej dobrej Izod Center.

Jednak zmiany w klubie nie kończą się na administracji i geografii. Zarząd klubu nawet nie myślał o czekaniu na wyniki długie lata i wprowadzanie kosmetycznych zmian. Priorytetem Nets było ściągnięcie Dwighta Howarda, który w raz z jednym z najlepszych rozgrywających w NBA - Deronem Williamsem, miał stworzyć duet, który przebojem wdarłby się przynajmniej do finałów konferencji. Nie udało się, ponieważ D12 wybrał słoneczną Kalifornię, ale Michaił Prochorow nawet nie chciał słyszeć o poddawaniu się. Kosmiczny kontrakt Joe Johnsona? To nie problem. Joe w ciągu następnych 4 sezonów zarobi prawie 90 milionów dolarów. Trade z jego udziałem to ryzykowny, ale jednocześnie sprytny ruch ze strony 2-krotnego mistrza konferencji wschodniej. Wystarczy wspomnieć, że w tej wymianie z klubu odeszło aż 5 zawodników, a także oddany został wybór w pierwszej rundzie draftu 2013.

Co Johnson może dać nowej druzynie ? Przede wszystkim jest to jeden z najlepszych rzucających obrońców w lidze, którego w Atlancie z roku na rok co raz bardziej obwiniano za brak sukcesów. Nawet sam zainteresowany musiał być więc bardzo zdziwiony, gdy zaproponowano mu maksymalną umowę. To, co nie udało się z Joshem Smithem w Hawks, ma udać się z Deronem Williamsem. Joe to wciąż pierwsza opcja w ataku, świetny strzelec, na którego nie zawsze do końca zasłużenie spada fala krytyki, głównie przez jego maksymalny kontrakt. Wszyscy w tej części Nowego Jorku mają nadzieję, że wróci do formy sprzed kilku sezonów, kiedy to notował nawet 25 punktów na mecz.

Jednak twarzą i największą gwiazdą zespołu ma być wspomniany już wcześniej Deron Williams. Przychodząc z Salt Lake City, D-Will miał nadzieję otrzymać większą pomoc, ale wszystko na co mógł liczyć w poprzednim sezonie to Kris Humpries i przebłyski debiutanta Brooksa. Teraz jednak sprawy mają się inaczej i będący u szczytu formy Deron, który potrafił w pojedynkę wygrywac mecze, m.in. rzucając 57 punktów w Charlotte ma wreszcie wsparcie i kto wie, być może będzie liczyć się w głosowaniach na MVP przyszłego sezonu.

Gdyby obaj obrońcy zawodzili, na ławce na swoje szanse czekają CJ Watson i MarShon Brooks. Pierwszy ma najwidoczniej pecha, bo przez 2 ostatnie sezony mógł zaledwie przyglądać się eksplozji talentu Derricka Rose'a, co nie pozwolilo mu rozwinąć skrzydeł w Chicago. Teraz będąc zmiennikiem D-Willa znów będzie na drugim planie, ale wychowanka Tennessee stać na przyzwoity występ i na pewno sprawdzi się w drużynie Averego Johnsona. Drugi to piekielnie utalentowany drugoroczniak, który zaskoczył wszystkich przychodząc do NBA z uczelni Providence ( w barwach której rzucił 52 punkty w meczu ustanawiając rekord konferencji Big East) i z miejsca otrzymując minuty w New Jersey. W sezonie 11/12 grał prawie 30 minut na mecz i był jednym z jaśniejszych punktów druzyny z Newark.Mało? Na szansę czekac będzie także niepokorny debiutant, który wraz z Thomasem Robinsonem poprowadził Kansas do finału NCAA Tournament – Tyshawn Taylor. Jest w nim tyle samo potencjału co energii, ale z odpowiednią opieką sztabu trenerskiego, ten podejmujący nie zawsze właściwe decyzje zawodnik w ciągu kilku lat może stać się jednym z najlepszych combo-guardów nowej ery.

Sytuacja pod koszami wygląda nie gorzej. Nets mają w składzie jednego z najlepszych zbierających ligi - Krisa Humpriesa, który w zeszłym sezonie zbierał z tablic średnio 11 piłek w meczu. Kris w przeciągu kilku lat zrobił fantastyczny postęp i z pewnością będzie opoką klubu po obu stronach parkietu. Pomóc mu w tym może nie kto inny jak Brook Lopez, który w zeszłym sezonie zdążył zagrać zaledwie 5 meczów. Jak zdrowy Lopez wpływa na grę Nets mogliśmy przekonać się chociażby w spotkaniu z Mavs, w którym rzucił ówczesnym mistrzom NBA 38 punktów. Niestety skręcona prawa kostka przekreśliła jego szanse na dalsze występy, teraz pozostaje jedynie czekać aż znów zobaczymy go w akcji, by móc stwierdzić czy kontuzja nie spowolniła jego rozwoju.

O każdym zawodniku z Brooklynu można napisać oddzielny artykuł, nie inaczej jest w przypadku dwóch kolejnych skrzydłowych. Gerald Wallace przez 11 lat wyrobił sobie w NBA markę i nie trzeba go nikomu przedstawiać. Nie sprawdził się jednak w Portland i teraz będzie szukał swojej szansy na wschodzie, gdzie w barwach Charlotte zaliczał swoje najlepsze lata. Warto napisać jednak o innym nowym nabytku drużyny z największego miasta w Ameryce. Mirza Teletović – laureat nagrody Jugador Revelación w hiszpańskiej lidze ACB. Warto wspomnieć, że wcześniej tą nagrodę otrzymał m.in. Ricky Rubio. Uważany za jednego z najlepszych graczy w Europie imponuje atletyzmem, dominacją na boisku i skutecznością rzutów. Oczywiście świetna gra w lidze hiszpańskiej czy Eurolidze nie gwarantuje zaistnienia w najlepszej lidze świata, a Teletovica może czekać brutalne spotkanie z rzeczywistością wśród big manów NBA, jednak równie dobrze jego styl gry może uczynić niego jednego z najoryginalniejszych skrzydłowych w lidze.

Andray Blatche, Reggie Evans i Keith Bogans to gracze, którzy w ostatnich latach szukali miejsca w różnych klubach i z różnym szczęściem. Mogą być jednak znakomitym dopełnieniem składu z ławki, składu, który jak głosi nowy slogan klubu – ma nadawać ton. Jeśli tylko gwiazdy zespołu będą porozumiewać się na boisku tak dobrze jak poza nim i ominą ich kontuzje, to rzeczywiście jest duża szansa na to, że Brooklyn Will Become A Chant.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp