Lin:'Za dużo tego w tak krótkim czasie'
Tę historię znają wszyscy, którzy uważnie sledzili ubiegłoroczne rozgrywki ligi NBA.
Słabi Knicks, którzy rozaczrowywali swoją grą sięgnęli z głebokich rezerw po mało znanego Jeremy Lina, który z miejsca stał się obajwieniem nie tylko Nowego Jorku, ale i całej ligi NBA.
Potem przyszła zbyt szybko kontuzja,która wyelimnowała go z gry do konca sezonu, a podem rozpoczęło "Linsanity" na dobre względem jego przyszłości w lidze.
Ku zaskoczeniu wielu absolwent uczelni Harvard postawił na Teksas i przeniósł się do Houston Rockets.
Jak reaguje na swoją popularność
Dziwnie. Widziałem jeden z bilboardów w czasie jazdy samochodem i było to takie niewygodne uczucie dla mnie. Dziwne było widzieć samego siebie właśnie tam. Myślę, że stało się to zbyt szybko i wiele się działo od meczu z Nets. Chciałem jak zwykle przed treningiem spokojnie coś przekąsić, ale ciągle ktoś chciał ze mną rozmawiać, cały czas chodząc za mną.
Jak sobie radzi z równowagą między koszykówką a marketingiem
Moją pasją jest koszykówka. Na koniec każdego dnia siadam i zastanawiam się nad tym co robiłem, a robię właśnie to co kocham najbardziej. Mam zatrudnionych ludzi, którzy pilnują mojego grafika, bym mógł zawsze wyrobić się ze wszystkim, by móc odpowiednio przygotować się do swoich występów na parkiecie.
O kontuzji
Czuję się teraz dobrze, nie wiem jak to będzie wyglądało w dalszej perspektywie.
O Rockets
Ciągle mamy młody zespół. Czujemy głód koszykówki i myślę, że ten tydzień jest niesamowity, Jesteśmy zamknięci w sali bez błysków fleszy itp. To jest to, co jest nam teraz najbardziej potrzebny, aby zbudować zespół i chemię w nim panującą.