USA dołączyło do Hiszpanii
Zgodnie z przedolimpijskimi zapowiedziami w finale Igrzysk spotkają się reprezentacje USA i Hiszpanii co jest powtórką finału sprzed czterech lat.
Przeciwnikowi Amerykanów z półfinału, którym była Argentyna sił starczyło jedynie na pierwszą połowę, w której napędzani przez Manu Ginobiliego gracze z Ameryki Południowej jeszcze dotrzymywali kroku faworytom tego spotkania.
Po pierwszej połowie na tablicy wyników widniało 47:40 na korzyść podopiecznych Mike'a Krzyzewskiego.
Taki stan rzeczy utrzymywał się dzięki dobrej celności rzutów z dystansu Argentyńczyków, w czym brylowali Delfino i Ginobili a spod kosza trafiał silny Scola. Jeszcze w trzeciej kwarcie Ginobili dał sygnał do odrabiania strat (51:59), jednak od tego momentu Amerykanie dali popis swej celności w rzutach z dystansu. Trafiali kolejno Paul i Durant, a swoje zaczął dokładać także nieskuteczny wcześniej Carmelo Anthony, przez co szybko zrobiło się 74:57.
Potem kolejno trafiali Harden, Williams i ponownie Paul, więc nie mogło być mowy o pościgu Argentyny i odwróceniu losów spotkania.
Mamy takich chłopaków w drużynie, że wygląda to fantastycznie gorąco - powiedział po meczu Bryant.
Amerykanie trafili w sumie 18 z 42 prób za trzy, a deskę zdominowali 46:29.
USA - Argentyna 109:83 (24:19, 23:21, 27:17, 35:26)USA: Kevin Durant 19(4zb5x3), Carmelo Anthony 18(6zb,3as,4x3), LeBron James 18(7zb,7as), Kobe Bryant 13(4zb,3x3), Chris Paul 10, Kevin Love 9, Russell Westbrook 7, Deron Williams 6(6as), Tyson Chandler 4, James Harden 3, Andre Iguodala 2, Anthony Davis 0;Argentyna: Manu Ginobili 18, Luis Scola 15, Carlos Delfino 15(5zb,3as), Leonardo Gutierrez 9, Facundo Campazzo 7, Andres Nocioni 7, Juan Gutierrez 6, Federico Kammerichs 4, Hernan Jasen 2, Martin Leiva 0, Marcos Mata 0, Pablo Prigioni 0(6as)