Simone Pianigiani: Trudno mi przewidzieć, co wydarzy się w niedzielę
Dodano: 5 sierpnia 2012 11:43
Autor: Adam Popek, Informacja własna
Zdjęcie: WikiMedia
Włosi w sobotnie popołudnie pokonując Czarnogórę odnieśli drugie zwycięstwo w turnieju Sopot Basket Cup. Na zakończenie czeka ich mecz z Polakami, którzy również myślą o wygranej.
Selekcjoner ekipy z półwyspu Apenińsiego jednak spokojnie podchodzi do sprawy.
Reprezentacja Italii już pierwszego dnia turnieju dowiodła, że mimo braku paru czołowych zawodników wciąż jest silna. Potwierdziła to również w sobotę odprawiając z kwitkiem Czarnogórę. - Prawdę mówiąc brałem pod uwagę taki rezultat. Niespełna dwa tygodnie temu pokonaliśmy ten zespół przy okazji towarzyskiego starcia w naszej ojczyźnie. Oczywiście Montenegro tworzy silny team, ale ja cały czas podkreślam, że my chcemy stale notować progres. Tyczy się to również wyników - mówi Simone Pianigiani. Równocześnie jednak zaznacza, że ostatni występ jego podopiecznych w Trójmieście może już nie być tak efektowny, a wszystko z racji na zmęczenie, które jest coraz większe. - Aktualną dyspozycję po dwóch starciach z rzędu trudno określić jako szczytową. Dlatego też ciężko mi przewidzieć, co wydarzy się w niedzielę. Możemy zanotować kolejne fantastyczne zawody lub się rozczarować. Po prostu zasoby energetyczne w drużynie są w dużym stopniu opróżnione - wyjaśnia. Niemniej triumf nad ekipą z Bałkanów ucieszył go jeszcze bardziej aniżeli piątkowe zwycięstwo. - W szeregach przeciwnika można było znaleźć znacznie więcej koszykarzy z czołowych europejskich lig. Poza tym, wielu z nich ma też spore doświadczenie pucharowe, więc automatycznie osiągnięty wynik zyskuje na wartości - dodaje.Paradoksalnie, pierwsze fragmenty spotkania nie zapowiadały takiego scenariusza. - Wówczas rzeczywiście lekką przewagę posiadali Czarnogórzanie, ale działo się tak ponieważ dopiero dochodziliśmy do właściwego rytmu. Moim chłopakom brakowało szybkości i ogólnej mobilności, przez co pewnie naszą postawę odbierano jako statyczną. Ale ja byłem przekonany, że w końcu zatrybimy. Nie da się zatem ukryć, że Włosi uchodzą obecnie za głównego faworyta do zgarnięcia pełnej puli. W terminarzu pozostała im jeszcze konfrontacja z Polską, której dyspozycja póki co jest dość chwiejna. - Szczerze powiedziawszy nie przywiązuję tu zbytniej wagi. Sparingi mają drugorzędną rangę. Potyczkę z biało-czerwonymi również traktujemy tylko jako formę mocniejszego treningu. Pamiętajmy jednak, że rywal posiada atut własnego parkietu. Zadowolę się jeżeli zagramy kolejne dobre zawody, bo to będzie świadczyć o tym, iż potrafimy psychicznie wytrzymać trudy sportowej rywalizacji - kończy 43-letni szkoleniowiec.