Biało czerwone pokonują Serbię

Dodano: 23 czerwca 2012 21:30
Biało czerwone pokonują Serbię
Adam Popek, Informacja własna
Obraz własny

Biało czerwone przed starciem z Serbią były niezwykle skoncentrowane. I choć w jego trakcie wynik zmieniał się jak w kalejdoskopie, to jednak ostatnie słowo należało do Polek, a konkretnie Martyny Koc.

Zawodniczka Energi Toruń trafiła równo z końcową syreną.

Polki od samego początku miały bardzo trudne zadanie. Rywalki dużą wagę przyłożyły do obrony, przez co wymuszały wiele strat, a te jak można się domyślać błyskawicznie zamieniały na punkty. Prym wiodły Ana i Milica Dabović. Po ich trafieniach wynik brzmiał 6:0, w związku z czym cały team mógł poczuć się komfortowo. Biało czerwonym sygnał do ataku próbowały dać Weronika Idczak oraz Agnieszka Szott, które w pewnej chwili wzięły na siebie ciężar gry i odrobiły część strat, niemniej wobec wciąż słabej defensywy plany o nawiązaniu równorzędnej rywalizacji trzeba było odłożyć w czasie. Problemy stwarzały głównie obwodowe. Wspomniane siostry Dabović, a także Tamara Rodocaj wykorzystywały właściwie każdy wolny fragment parkietu, więc nie dziwiło, iż trzy minuty przed końcem kwarty dystans pomiędzy oboma teamami wynosił aż 11 „oczek”.  Potem sytuacja wyglądała nieco lepiej, ponieważ uaktywniły się podkoszowe dowodzone przez Martynę Koc. Ekipa z Bałkanów natomiast trochę straciła impet i w sercach krośnieńskich kibiców zagościła nadzieja na pomyślną przyszłość. Gdy ofensywne atuty zaprezentowała jeszcze Agnieszka Skobel, Polki doprowadziły do remisu 28:28 i starcie zaczynało się de facto od nowa. Podobać się mogło również to, że o wiele lepiej funkcjonował element walki o górne piłki. Podopiecznym Jacka Winnickiego udało się nawet zaliczyć kilka zbiórek w ataku, co notabene było znakiem iż prędko zwycięstwa nie oddadzą. Niestety wysiłek ten został w pewien sposób zmarnowany. Trzy złe zagrania pod rząd oraz zmarnowane rzuty sprawiły, że długą przerwę w lepszych nastrojach spędziła Serbia, wygrywając 49:40. Trzeba dodać, że taki stan rzeczy zawdzięczała głównie Anie Dabović. Była koszykarka Wisły Can – Pack Kraków po dwudziestu minutach uzbierała 12 „oczek”, pozostawiając w tyle resztę koleżanek.  Pauza między drugą i trzecią kwartą pierwotnie niewiele zmieniła. Zawodniczki Mariny Maljković wyszły z szatni mocno skoncentrowane i chwilę później szczyciły się kilkunastopunktową przewagą. Zatrzymane zostały w połowie „ćwiartki”, kiedy miejscowe zacieśniły dostęp do własnego pola, co wytrąciło je z rytmu. Korzystając z tego przestoju uwidoczniły się Skobel oraz Szott. Ta pierwsza brylowała przy szybkich kontrach, a skrzydłowa Artego Bydgoszcz umiejętnie znajdowała dla siebie pozycje na półdystansie. Po tych wydarzeniach Polska przegrywała tylko 57:60 i wciąż liczyła się w boju o triumf. Decydująca batalia miała wręcz nieprawdopodobny przebieg. Polki generalnie utrzymywały się na czele i sprawiały wrażenie pewnych siebie w dążeniu do celu. Serbia z kolei punktowała zdecydowanie za rzadko i w jej szeregach widoczna była frustracja. Zupełnie inaczej działo się w podkarpackiej hali. Tam euforia pojawiła się minutę przed końcem, kiedy „trójkę” ustrzeliła Idczak. Jak się okazało, za wcześnie. Nasza reprezentacja popełniła zaraz potem parę błędów i pozwoliła sobie odebrać prowadzenie. Jednak ku uciesze sztabu szkoleniowego i kibiców równo z ostatnią syreną za sprawą Koc zadała cios, po którym rywal nie miał szans się podnieść. Tym samym biało czerwone zwyciężyły 76:74, robiąc pokaźny krok w kierunku przyszłorocznego Eurobasketu. Polska - Serbia 76:74 (20:28, 20:21, 17:11, 19:14) Polska: Weronika Idczak 17, Martyna Koc 16, Agnieszka Szott-Hejmej 14, Agnieszka Skobel 13, Joanna Walich 5, Agnieszka Majewska 5, Agnieszka Makowska 4, Magdalena Losi 2, Izabela Piekarska 0, Aleksandra Chomać 0. Serbia: Ana Dabovic 27, Nevena Jovanovic 9, Jelena Maksimovic 8, Tamara Radocaj 7, Ivanka Matic 5, Milica Dabovic 5, Marina Mandic 5, Sara Krnic 3, Maja Skoric 2, Kristina Baltic 1
Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp