Zimno, ciepło, cieplej, gorąco... Heat i LBJ o krok od wymarzonego tytułu

Dodano: 20 czerwca 2012 05:45
Zimno, ciepło, cieplej, gorąco... Heat i LBJ o krok od wymarzonego tytułu
Mateusz Warzycha, Informacja własna
Obraz własny

Miami Heat pokonali 104:98 Oklahomę City Thunder i w Finałach NBA prowadzą już 3-1. Najbliższa okazja by rozstrzygnąć serię już w czwartek, na domowym parkiecie American Airlines Areny. Jeśli "BIG 3" utrzyma swój wysoki poziom, a do tego dostanie takie wsparcie jakie dzisiaj zapewnił im Mario Chalmers: to prawdopodobnie będą świętować drugi tytuł w historii klubu.

Wprawdzie przez większość spotkania prym w szeregach Heat wiedli LeBron James (26pkt. 12as. 9zb. 2przech.) i Dwyane Wade (25pkt. 5zb. 3as. 2przech. 2blk.), wspierani trochę z drugiego planu przez Chrisa Bosha (13pkt. 9zb.), to prawdopodobnie najwięcej braw za swoją postawę otrzyma ktoś inny. Mario Chalmers rzucił 12 ze swoich 25 punktów w czwartej kwarcie, w tym 5 ostatnich całego zespołu, czym przypieczętował zwycięstwo. Rozgrywający Heat dopisał sobie do tego 3 asysty, 2 zbiórki i 2 przechwyty. Tym razem Shane Battier nie był tak zabójczo skuteczny w rzutach za 3 punkty jak dotychczas (1/4, łącznie 4pkt.), ale nadrobili to Norris Cole (8pkt.) i James Jones (3pkt.), którzy razem trafili 3 z 4 prób zza łuku.

Oklahoma City Thunder utrzymywali bliski kontakt z rywalami przede wszystkim dzięki niesamowitej formie strzeleckiej Russela Westbrooka (43pkt. 7zb. 5as.), jednak to właśnie popełnił błędy, które odebrały gościom szansę na odniesienie tak potrzebnego im zwycięstwa. Keivn Durant (28pkt. 2zb. 3as. 2przech.) swoje zrobił, ale trochę zabrakło go w walce na tablicach: Heat wygrali zbiórki 40-35. Wprawdzie w tym elemencie z dobrej strony pokazał się James Harden (8pkt. 10zb. 2as. 4str.), ale "Broda" okazał się nieefektywny w ataku: 2/10FG. Parę razy aktywnością i skutecznością wykazał się Nick Collison (6pkt. 4zb.), jednak w ekipie "Grzmotu" zabrakło kogoś, kto byłby pewnym wsparciem dla drużynowych All-Starów. W czwartej kwarcie dla Thunder punktowali tylko Westbrook i Durant.

Czwarty mecz Finału zaczął się pomyślnie dla gości, którzy cierpliwie szukali dobrych pozycji do rzutu i byli bardzo skuteczni na półdystansie – pod tym względem wyróżniał się szczególnie Westbrook. Heat wręcz przeciwnie, w pierwszych minutach rzadko wpadały ich próby z wyskoku, a do tego nie byli tak agresywni przy wejściach pod kosz jak w poprzednim starciu. W efekcie Thunder niecałe 4 minuty zajęło osiągnięcie dwucyfrowego prowadzenia. OKC szybko musieli jednak dokonać korekt w składzie. Serge Ibaka – który przed spotkaniem kwestionował umiejętności LBJ-a w defensywie – szybko popełnił 2 faule i Scott Brooks posadził go na ławce. Dobrą zmianę dał mu Nick Collison i brak „Air Congo” pod koszami był zupełnie niezauważalny. Gospodarze zdołali zmniejszyć stratę do 5 oczek, zwodnicy „Grzmotu” podkręcili jednak tempo swoich akcji i odjechali na 13 punktów. W ostatnich minutach pierwszej kwarty wymiana kosz za kosz ustaliła wynik na 33:19 dla gości po 12 minutach gry.

Drugą odsłonę Heat zaczęli lepiej, nie oddawali już tyle miejsca przeciwnikom. Druga trójka w meczu Norrisa Cole'a dodała im pewności w ataku, James otwierał partnerom dobre pozycje i po trafieniu Jamesa Jonesa zza łuku gospodarze zbliżyli się na 4 punkty. I „Żar” wcale nie stygł – tym razem to graczom Miami mniej więcej 4 minuty zajęło całkowite zniwelowanie przewagi gości. To podziałało jak zimny prysznic na Thunder, którzy po trafieniach Duranta i Hardena oraz efektownym bloku Ibaki na „Flashu” odskoczyli na 5 oczek. Potem wynik oscylował wokół remisu. Wielka Trójka Heat starała się jak mogła, James już w pierwszej połowie nie miał daleko do triple-double (10pkt. 8as. 6zb.), jednak Thunder mogli polegać na Westbrooku (18pkt. już po 24min., do tego 4zb. 3as.) i do szatni w minimalnie lepszych nastrojach schodzili goście, którzy pierwszą połowę wygrali 49:46.

Na starcie trzeciej kwarty oba zespoły popisywały się znakomitą skutecznością. Niemożność zastopowania rywala spowodowała, że prowadzenie zmieniało się jak w kalejdoskopie. W pewnym momencie aż 8 kolejnych akcji kończyło się zdobyciem punktów. W końcu Durant nie trafił z wyskoku, a trójka Chalmersa dała Heat 4 oczka przewagi. I znów zaczęła się wymiana ciosów, w której żadna ze stron nie zamierzała ustąpić choćby o milimetr. Wtedy dał o sobie znać „Król”: rzucił 8 punktów dla Miami pod rząd i gospodarze mieli już 7 punktów więcej. James mógł powiększyć prowadzenie do 10, jednak nie trafił dwóch rzutów wolnych i jednej próby z dystansu. W ostatnich sekundach trzeciej ćwiartki kolejny rzut z wyskoku po zatrzymaniu się trafił Westbrook, a Durant wykorzystał osobisty, który Thunder sprezentował Jones faulując „Durantulę” przy ostatniej próbie rozgrywającego gości. Przed decydującą częścią OKC z powrotem tracili jedynie 4 punkty (75:79).

Już w pierwszych minutach czwartej kwarty Thunder mogli odzyskać prowadzenie, ale nie wykorzystali swojej szansy. Przy wyniku 79:80 Harden zaliczył przechwyt i pobiegł na kosz, ale mając Wade'a tuż za plecami nie trafił layupu. W odpowiedzi Chalmers pokazał, jak należy zachowywać się w akcjach pod samą obręczą, a po chwili dorzucił kolejną trójkę i Brooks poprosił o przerwę. Heat mogliby odjechać na więcej niż 7 oczek (po trójce Wade'a mieli taką przewagę), ale nie do zatrzymania okazał się Westbrook, który niemal w pojedynkę utrzymywał gości w grze: w nieco ponad 5 pierwszych minut czwartej odsłony rzucił 11 punktów i zredukował stratę do 2 oczek. Po czasie wziętym przez Spoelstrę „Mr. Why Not?” wyrównał, a po stracie Jamesa szansę w kontrze miał Fisher, jednak zatrzymał go blok Wade'a. LBJ zdobył punkty, jednak jego lewa noga mocno ucierpiała w akcji, w której upadając na parkiet wypuścił piłkę z rąk. Tym samym „Król” był chwilowo wyłączony z gry, w jego miejsce wszedł Jones. Na krótko, bo James szybko odzyskał sprawność.

W tym momencie Thunder dzięki Durantowi byli już na minimalnym prowadzeniu. Heat nie odpuszczali: Bosh wyrównał, James przymierzył z dystansu, a Wade poprawił wejściem pod kosz i gospodarze na 2:18 przed końcową syreną wrócili do 5-punktowej przewagi, wykorzystując dwie straty największych gwiazd OKC. Timeout dla gości zaowocował kilkoma „stopami” na korzyść gości z rzędu, Westbrook znów trafił, jednak na minutę przed końcem Sefolosha spudłował trójkę na remis. Spoelstra wziął czas, by zdjąć z parkietu utykającego coraz wyraźniej Jamesa. „Król” nie był jednak potrzebny – sprawę załatwił Chalmers. Najpierw trafił kolejny layup, a kiedy na zegrze zostało na 13,8sek. Pewnie wykorzystał oba rzuty wolne. W tej sytuacji nie popisał się Westbrook: po rzucie sędziowskim, w którym o piłkę walczyli Harden z Haslemem, Battier zbił piłkę do swojego rozgrywającego. Heat mieli 5 sekund na oddanie rzutu, jednak „Mr. Why Not” zamiast bronić i powstrzymywać rywala, sfaulował go i podarował mu osobiste. Durant spudłował trójkę, Chalmers wykorzystał jeden z dwóch kolejnych wolnych, a Westbrook na 8 sekund przed końcem stracił piłkę na rzecz Wade'a, co przesądziło ostatecznie o zwycięstwie Miami Heat.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp