Żar przejmuje kontrolę nad Finałem NBA

Dodano: 18 czerwca 2012 04:51
Żar przejmuje kontrolę nad Finałem NBA
Mateusz Warzycha, Informacja własna
Obraz własny

Przynajmniej do wtorku. Miami Heat po zaciętym spotkaniu pokonali we własnej hali Oklahomę City Thunder 91:85 i objęli prowadzenie 2-1 w całej serii. Do wygranej gospodarzy tradycyjnie poprowadziła ich "Big 3", aktywna i walcząca na każdym centymetrze parkietu American Airlines Areny.

Bohaterem meczu i najlepszym zawodnikiem wieczoru był LeBron James. "Król" zdobył 29 punktów, 14 zbiórek (5 w ataku) i trzykrotnie asystował (przy 4 stratach). Dwyane Wade zapisał na swoim koncie 25 punktów, 7 zbiórek, 7 asyst, 2 przechwyty (i 5 strat), a pracujący przede wszystkim w obronie Chris Bosh zakończył spotkanie z dorobkiem 10 punktów, 11 zbiórek (4 ofensywne) i 2 bloków. Kolejny raz z dobrej strony pokazał się Shane Battier (9pkt. 3zb.), którego wszystkie rzuty w Game 3 przeleciały przez obręcz: 3 z linii i 2 zza łuku. Po 6 oczek rzucili James Jones i Udonis Haslem.

Thunder też polegali na swoich gwiazdach, ale u nich nie wszyscy błyszczeli. O ile Kevin Durant (25pkt. 6zb. 2blk. 5str.) i Russel Westbrook (19pkt. 5zb. 4as. 2blk.) zaprezentowali się na swoim normalnym, wysokim poziomie, tak nieco poniżej oczekiwań i swoich możliwości w ofensywie spisał się James Harden. 9 punktów (2/10FG), do których dołożył 6 zbiórek, 6 asyst i 2 przechwyty to nie jest coś, co zadowoli najlepszego rezerwowego sezonu. Taki sam wynik punktowy osiągnął Derek Fisher (9pkt. 3/8FG, 2/3 3P, 2przech.), a na double-double konsekwentnie zapracował Kendrick Perkins (10pkt. 12zb.).

W przekroju całego meczu Heat gorzej radzili sobie z wykańczaniem akcji (37,8%skut. z pola przy 42,9% rywali), jednak różnicę zrobiły zbiórki i umiejętność wywalczania sobie rzutów wolych. Gospodarze wygrali na tablicach 45-38, robili też większy pożytek ze zbiórek w ataku (14-11). W decydującej czwartej kwarcie gracze "Żaru" mogli też polegać na swojej skuteczności z linii: w całym meczu trafili 31 z 35 prób (88,6%), a w ostatnich 12 minutach wykorzystali 9 z 10 szans na zdobycie punktu. Thunder łącznie wykorzystali 15 z 24 (62,5%) takich szans.

Od pierwszej sekundy do walki ostro ruszyła Wielka Trójka gospodarzy. Bosh, James i Wade starali się grać jak najbliżej kosza (tak bardzo, że w Ikw. nie trafili nic spoza pomalowanego) i kończyć akcje spod obręczy. Gracze Heat dobrze dzielili się piłką i Heat wyszli na 6-punktowe prowadzenie. W odpowiedzi Thunder na boisku wcześniej niż zwykle za Sefoloshę pojawił się Harden, dzięki czemu goście mieli więcej miejsca w ataku i wyrównali, parę chwil mieli nieznaczną przewagę. Oba zespoły rzucały na zbliżonej skuteczności, przewagę na tablicach mieli gracze „Żaru” i dzięki dobitkom oraz punktom z ponowień wygrali pierwszą kwartę 26:20. Westbrook i Durant rzucili w tej części meczu po 6 oczek, „Big 3” gospodarzy miała ich 20.

Na początku drugiej odsłony jedni i drudzy postawili na grę do środka. W następnych minutach trwała twarda wymiana koszykarskich ciosów, w wyniku której w kłopoty z faulami wpadli ważni rezerwowi obu drużyn: Mike Miller (MIA) i Nick Collison (OKC). Największe gwiazdy nie zwalniały (może poza Boshem, który stracił dobry rytm w ataku), co i rusz demonstrując efektowne i skuteczne akcje po obu stronach parkietu. W efekcie nikt nie potrafił wypracować znaczącej przewagi. W końcówce Battier dwukrotnie trafił z dystansu a LBJ zaliczył akcję 2+1 z faulem Duranta. Goście odpowiedzieli na to pięcioma punktami Westbrooka w ostatnich 40 sekundach pierwszej połowy, przez co Heat po 24 minutach gry prowadzili tylko jednym punktem, 47:46.

W trzeciej kwarcie goście zamknęli rywalom autostradę do kosza i zawodnicy Miami musieli oddawać rzuty z półdystansu. Jako że gospodarze mieli spore kłopoty z trafianiem ich do kosza, Thunder po akcjach Duranta objęli prowadzenie, a dzięki Westbrookowi (podanie na alley-oop do Sefoloshy, asysta do Ibaki i skuteczny layup po zamarkowaniu podania za plecami: w stylu Rondo) zwiększyli przewagę do 5 punktów. Przerwa na żądanie Spoelstry nie przyniosła natychmiastowego skutku – OKC odskoczyli na 9 oczek, zanim w szóstej minucie tej części spotkania Heat wreszcie trafili z gry - po raz pierwszy zmianie stron. Gracze „Żaru” nie zaczęli odrabiać strat nawet wtedy, kiedy z czwartym faulem na koncie na ławkę powędrował KD, a rozgrywający gości odpoczywał. Akcja 3+1 Fishera zwiększyła przewagę gości do 10 punktów. Potem tempo spotkania spadło – sędziowie często odgwizdywali przewinienia - w dwóch akcjach z rzędu gospodarze byli faulowani przy rzutach z dystansu - a zawodnicy wędrowali na linię rzutów wolnych. Osobiste lepiej wykonywali miejscowi, a dzięki trójce Jamesa Heat wrócili na prowadzenie i przed decydującą partią meczu wygrywali 69:67.

W czwartej kwarcie zawodnicy Miami szybko powiększyli przewagę do 5 oczek i po bloku Haslema na Fisherze wydawało się, że ich „run” będzie jeszcze trwał. Ich zapał ostudził jednak niezawodny duet Durant-Westbrook (wspierany podaniami Hardena) i OKC wciąż byli w grze. Tym bardziej, że gospodarze zaczęli częściej tracić piłkę pod presją graczy „Grzmotu”. Goście jednak również nie radzili sobie z defensywą przeciwników (choćby Bosh dwukrotnie zablokował „Durantulę” pod samą obręczą) i różnica między zespołami długo wynosiła jeden punkt: raz dla jednych, po chwili dla drugich. Wreszcie w siódmej minucie akcje 2+1 Wade'a i Jamesa (piąty faul Duranta), w połączeniu z wymuszaniem strat przez gospodarzy, dały Heat 7 punktów przewagi na 3:47 przed końcową syreną. Tak samo było 1,5 minuty później, jednak po dwóch skutecznych rzutach wolnych Perkinsa D-Wade nie zdołał wyprowadzić piłki z własnej połowy. Przechwytem i wsadem popisał się Sefolosha, a po pudle „Flasha” z półdystansu Westbrook trafił z podobnej odległości i Thunder znów zbliżyli się na jeden punkt. Po time'oucie Bosh trafił dwa osobiste. Brooks wziął czas, jednak Durant i Westbrook nie trafili kluczowych rzutów – zwłaszcza rozgrywający Thunder zawiódł, miał wyjątkowo czystą pozycję do rzutu zza łuku. Na 16 sekund przed końcem, przy stanie 88:85 dla Heat Harden sfaulował Jamesa, próbując wymusić przewinienie w ataku. MVP sezonu regularnego trafił tylko jeden rzut wolny, ale to wystarczyło. Przy wznowieniu po kolejnym czasie nieporozumienie między Westbrookiem i Sefoloshą kosztowało drużynę stratę, a Wade z zimną krwią, pewnie trafił obie próby z linii. „Mr. Why Not?” próbował jeszcze raz z dystansu, ale znów się pomylił i piłka wylądowała w rękach Jamesa.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp