Gorąca Wielka Trójka wraca do Finałów NBA
LeBron James, Dwyane Wade i Chris Bosh poprowadzili szarżę Żaru w drugiej połowie i Miami Heat pokonali na własnym parkiecie Boston Celtics 101:88 w siódmym meczu Finałów Konferencji Wschodniej. Rajon Rondo znów popisał się triple-double, ale jego koledzy stopniowo tracili siły i nie dali rady wykrzesać z siebie na tyle energii, by powstrzymać MVP i spółkę.
LBJ zakończył Game 7 z dorobkiem 31 punktów, 12 zbiórek i 2 asysty (i 3 straty). Wprawdzie nie był nadzwyczajnie skuteczny z gry (9/21), deale dzięki agresywnej postawie często stawał na linii rzutów wolnych i wykorzystywał większość z tych prób (12/17FT). D-Wade dołożył 23 punkty, 6 asyst (przy 4 stratach) oraz 6 zbiórek. Wielki mecz z ławki miał Bosh: 19 punktów (8/10FG), 8 zbiórek i blok, a do tego trzy celne, ważne trójki. Skutecznością z dystansu popisał się również Shane Battier (12pkt. 3przech.): oddał 9 prób zza łuku i trafił 4 z nich. Swój mniejszy, ale równie cenny wkład w wygraną mieli również Udonis Haslem (7pkt. 6zb.) i Mario Chalmers (9pkt. 4zb. 7as.).
W roli Wodza Celtów kolejny raz sprawdzał się Rondo (22pkt. 14as. 10zb. 3str.), ale tym razem to nie wystarczyło. Po znakomitej pierwszej połowie Paul Pierce (19pkt. 4zb.), Brandon Bass (16pkt. 5zb. 4przech.) i Ray Allen (15pkt. 3zb. 2przech.) zostali zastopowani po zmianie stron. Kevin Garnett (14pkt. 7zb. 2as.) miał problemy z ilością przewinień, co nie pozwoliło mu odnaleźć właściwego rytmu i niezbędnej agresji w grze.
Początek meczu był bardzo wyrównany: koszykarze obu drużyn doskonale wiedzieli, o co grali. Battier dwukrotnie przymierzył z dystansu, ale tym samym odpowiedział Allen. Oba zespoły grały różnorodnie w ataku, korzystały z wielu opcji. Prowadzenie zmieniało się niemal co akcję. W połowie pierwszej kwarty nieznaczną (15:12) przewagę osiągnęli Celtics. Po chwili goście powiększyli ją do 9 oczek i w American Airlines Arena na moment zrobiło się cicho. Garnett na zwyczajowy odpoczynek udał się dobre dwie minuty później niż zwykle, Allen zaliczył dwa przechwyty. Publiczność obudził efektowną akcją 2+1 Wade, James dwukrotnie agresywnie wszedł pod kosz i w obu przypadkach faulowany przez „RayRaya” trafiał rzuty wolne i Heat zmniejszyli stratę do 2 punktów. Na koniec pierwszej kwarty Bostończycy wygrywali 27:23.
W drugiej odsłonie Bosh błyskawicznie rzucił 7 punktów i gospodarze w niecałe 3 minuty zrównali się z rywalami. Trójki Pierce'a, dobitka Hollinsa i nieustanna presja na rywalach w obronie pozwoliły Celtics natychmiastowo odskoczyć znów na 5 oczek. Heat jeszcze szybciej wyrównali, a Garnett z trzema faulami na koncie usiadł na ławce. Goście, prowadzeni przez rozdającego kolejne asysty Rondo, zdobyli 6 kolejnych punktów i Erik Spoelstra poprosił o przerwę. Gracze Miami nie poprawili jednak koncentracji, kiedy tylko nie przykładali się do podań – Celitics zaliczali przechwyt i punkty z kontry. Po takiej akcji „coast-to-coast” Bassa zwiększyli prowadzenie do 49:38. James i Wade przyspieszyli w końcówce, co pozwoliło im zmniejszyć stratę do 5 punktów. Wynik po pierwszej połowie na 53:46 dla Bostonu ustalił po odważnym wejściu pod kosz Allen.
Na starcie trzeciej kwarty obie drużyny prezentowały porównywalny poziom po obu stronach parkietu. Jakiekolwiek błędy kończyły się krótką serią ze strony rywala – w efekcie wynik oscylował wokół 6 punktów przewagi Celtics. Po paru minutach goście zaczęli częściej tracić piłkę, Battier znów trafił dwie trójki, Heat zaliczyli run 8-0 i na tablicy znów pojawił się remis. Gra kosz za kosz znów przynosiła regularne zmiany na prowadzeniu. James nie trafiał wiele z gry, ale często lądował na linii rzutów wolnych i trafiał osobiste. Parę agresywnych, skutecznych wejść pod obręcz pokazał Chalmers. Gospodarze nie byli jednak w stanie odjechać przeciwnikom – Rondo trafił trzy próby (w tym trójkę) i przed decydującą częścią spotkania oba zespoły miały po 73 punkty.
Wymiana ciosów nie skończyła się w czwartej kwarcie. Wielka Trójka Miami przejęła kontrolę nad atakiem gospodarzy, ale Celtics mieli swoją „Big Four” wystarczająco skuteczną, by pozostawać w bezpośrednim kontakcie. Ani jedni ani drudzy nie potrafili osiągnąć przewagi większej niż 2 oczka. Zmieniło się to po dynamicznym wejściu pod obręcz i wsadzie „Króla”. James bez problemu dostawał się w środek obrony Celtów, wielką trójkę trafił Bosh, z dystansu i pod presją skuteczny okazał się aktualny MVP, a po akcji Wade'a Heat wyszli na 9-punktowe prowadzenie na 3 i pół minuty przed ostatnią syreną. Po przerwie na żądanie Doc'a Riversa Rondo został zablokowany przez Bosha, a akcją 2+1 popisał się „Flash”. Bostończycy nie potrafili przełamać obrony „Żaru”, ani wymusić strat na przeciwnikach, co tak dobrze robili na początku spotkania – w czwartej kwarcie gospodarze zgubili piłkę po raz pierwszy na 2 minuty przed końcem przy 12-punktowym prowadzeniu. Młodsza Big 3 była górą: James, Bosh i Wade rzucili 31 ostatnich punktów Heat w tym meczu i przypieczętowali swoje drugie z rzędu mistrzostwo Konferencji Wschodniej.
Ale to nie jest to, co Heat chcą osiągnąć. Teraz przygotowują się na wypad do Oklahomy, gdzie odbędą się dwa pierwsze starcia z Thunder w Finałach NBA. Wielka Wojna (oby...) o pierścienie zacznie się już w nocy z wtorku na środę. Typy?