Nie będzie zmiany króla! Asseco Prokom mistrzem Polski!

Dodano: 6 czerwca 2012 20:45
Nie będzie zmiany króla! Asseco Prokom mistrzem Polski!
Adam Popek, Informacja własna
WikiMedia

Choć tegoroczna walka o tytuł czempiona Tauron Basket Ligi była niezwykle zacięta, to jednak jej finał nie przyniósł odmiennego rozstrzygnięcia. Asseco Prokom Gdynia, dzięki wygranej 76:68 w meczu numer siedem podobnie jak w poprzednich latach zapewnił sobie złoty medal i zarazem zakończył sezon 2011/2012.

Najwięcej punktów dla triumfatorów zdobył Donatas Motiejunas 23.

Decydująca o mistrzostwie batalia na samym początku obfitowała w wiele szybkich akcji. W takich realiach lepiej odnaleźli się gdynianie, którzy mieli w swoich szeregach Jerela Blassingame’a. Amerykanin, bazując na indywidualnych umiejętnościach co chwilę umieszczał piłkę w koszu rywala i był prawdziwą zmorą dla defensywy gości. Ci ostatni swoją grę próbowali oprzeć na podkoszowych, ale najbardziej aktywny z nich wszystkich John Turek emanował nieskutecznością. Te wydarzenia sprawiły, że po siedmiu minutach wynik na tablicy świetlnej brzmiał 14:5, co stawiało Prokom w bardzo uprzywilejowanym położeniu. I choć w końcówce kwarty chwilowo do głosu doszedł Trefl, to jego inicjatywa wystarczyła na bardzo niewiele. W drugiej kwarcie bowiem dystans dzielący oba teamy wzrósł do około 10 „oczek”, a podopieczni Karlisa Muiznieksa mogli tylko żałować kolejnych niewykorzystanych okazji. Prawdą jest, że tą indolencję w dużej mierze wymuszali obrońcy mistrza. Szybko zorientowali się oni jaki styl będą forować zawodnicy Trefla i zagęścili pole trzech sekund, które stało się wręcz twierdzą nie do zdobycia.  Zdyscyplinowana postawa na własnej połowie miała też korzystne przełożenie na ofensywę. Po „trójce” Blassingame’a pięć minut przed długą przerwą podopieczni Andrzeja Adamka wygrywali już 33:19 i mogli czuć się w pewnym stopniu usatysfakcjonowani. Gdy chwilę później wsadem popisał się Donatas Motiejunas ekipa w żółtych strojach ewidentnie nabrała pewności siebie. Przeciwstawić się temu próbował Adam Waczyński, ale piłki po jego rzutach tylko odbijały się od obręczy. Tym samym nie dziwiło, że po pierwszej połowie Asseco Prokom prowadził 43:25 i był na najlepszej drodze do złotego medalu rozgrywek. Po zmianie stron scenariusz wiele się nie zmienił. Gospodarze nadal byli lepsi w większości elementów koszykarskiego rzemiosła, a sopocianie sprawiali wrażenie jakby bili głową w mur. Zresztą nie mogli oni nawet znaleźć sposobu na poprawę własnych błędów, w związku z czym chyba tylko skrajni optymiści wierzyli w powodzenie ich misji. Swojego dnia absolutnie nie mieli Filip Dylewicz i Łukasz Koszarek. Zawodnicy, którzy w przekroju całego sezonu odpowiadali za oblicze drużyny bardzo rzadko nawiązywali do optymalnego poziomu, a zwyciężanie bez pomocy liderów jak wiadomo jest zadaniem niezwykle trudnym do wykonania. Na domiar złego po niesportowym ataku na Motiejunasa zdyskwalifikowany został Łukasz Wiśniewski, co jeszcze bardziej zmniejszyło pole rażenia Trefla.  Jednakże wśród gości zrodziło to nieprawdopodobną ambicję i od końcówki trzeciej „ćwiartki” rozpoczęli oni prawdziwy pościg, jakby zdali sobie sprawę, że nic innego im nie pozostało. Ten niemalże pospolity zryw i jednocześnie ogromna metamorfoza nadspodziewanie szybko przyniosły korzyści. 8 minut przed końcową syreną gracze Karlisa Muiznieksa  byli gorsi zaledwie o sześć „oczek” i wcale nie stali na straconej pozycji! Dla osób zgromadzonych w gdyńskiej hali taki obraz był z pewnością ogromnym zaskoczeniem. W końcu jeszcze kilka momentów wcześniej klub z Sopotu nawet w pięćdziesięciu procentach nie przypominał tej bojowniczej ekipy, która doprowadziła do siódmego starcia! Duży plus należało zapisać przy duecie Dylewicz – Koszarek. Obaj w chyba najbardziej istotnym momencie stanęli na wysokości zadania i wzięli na siebie ciężar odrabiania strat, rehabilitując się po części za wcześniejsze niepowodzenia. Poczynania dwójki Polaków wyraźnie wyprowadziły z równowagi miejscowych, którzy przeciwko zmasowanej, agresywnej obronie wcale nie radzili sobie tak dobrze i notowali coraz więcej strat. Wpływ na to wywierały też emocje, wśród których dało się zauważyć wiele negatywnych. W związku z tym stało się jasne, że aktualny mistrz będzie musiał się znacznie bardziej namęczyć, by dopiąć swego. Asseco Prokom nie zniweczył jednak trudu włożonego w tą batalię i na finiszu wykazał się znacznie większym wyrachowaniem. Wbrew presji dowiózł do ostatniej syreny małą zaliczkę, która zapewniła mu sukces w postaci kolejnego tytułu mistrzowskiego. Srebrnym medalistom zaś pogratulować należy walki, bo tej z ich strony absolutnie nie brakło. A czy mogli osiągnąć coś więcej? Na pewno zastanawia jak wyglądałby środowy wieczór gdyby zaprezentowali pełnię umiejętności przez przynajmniej kilkadziesiąt minut… Asseco Prokom Gdynia - Trefl Sopot 76:68 (20:16, 23:9, 19:24, 14:19) Asseco: Donatas Motiejunas 23, Jerel Blassingame 17, Przemysław Zamojski 8, Przemysław Frasunkiewicz 8, Michael Kuebler 8, Adam Hrycaniuk 6, Adam Łapeta 4, Fiodor Dmitriew 2 Trefl: Filip Dylewicz 22, Łukasz Koszarek 14, John Turek 10, Jermaine Mallett 7, Adam Waczyński 6, Łukasz Wiśniewski 6, Saulius Kuzminskas 2, Marcin Stefański 1
Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp