Celtowie o krok od powrotu do Finałów NBA
Boston Celtics wyrwali zwycięstwo na gorącym terenie American Airlines Arena i po pokonaniu Miami Heat 94:90 objęli prowadzenie 3-2 w Finałach Konferencji Wschodniej. "Zieloni" mieli ogromne problemy w ataku w pierwszych minutach, ale przełamali je i dzięki bardzo dobrej obronie brakuje im już tylko jednej wygranej do sprawienia ogromnej niespodzianki. Szósty mecz już w czwartek w Beantown.
Do cennej wygranej poprowadził Celtów Kevin Garnett. Rozgrywający swój 17 sezon w NBA (od niedawna) środkowy zanotował 26 punktów (11/20FG), z czego 18 w drugiej połowie. Do tego dołożył 11 zbiórek, 2 asysty, 2 bloki, przechwyt i dwa celne rzuty wolne, które przesądziły o wyniku. Wielkie problemy ze skutecznością mieli Rajon Rondo (7pkt. 3/15FG, 13as. 6zb. 4przech. 5str.), Paul Pierce (19pkt. 6/19FG, 4zb. 4as. 2przech.) i Ray Allen (13pkt. 2/9FG, 7zb.), ale ich zagrania były przełomowe w ważkich momentach meczu. Bardzo dobrze wchodząc z ławki spisał się Mickael Pietrus (13pkt. 5/8FG, 3zb. 2przech.): trafił dwie ważne trójki, a w trudnej dla Celtics pierwszej połowie ciężar zdobywania punktów wziął na siebie Brandon Bass (10pkt. 4zb. 2przech.).
Heat polegali jak zwykle na swoich największych gwiazdach: LeBron James (30pkt. 13zb. 2as. 2przech.) i Dwyane Wade (27pkt. 6zb. 3as.) skończyli mecz z imponującym dorobkiem, ale musieli na niego bardzo ciężko zapracować. Ich skuteczność z gry nie budzi już takiego zachwytu: odpowiednio 11/25 i 10/22. Poza tą dwójką żaden zawodnik Miami nie osiągnął dwucyfrowej zdobyczy. Najbliżej byli Mario Chalmers (9pkt. 3/7FG, 4zb. 3as.) i wracający po kontuzji Chris Bosh (9pkt. 3/8FG, 7zb. z czego 6 w ataku), który najwyraźniej nie jest jeszcze w pełni sił: grał niespełna 14 i pół minuty i w ogóle nie pojawił się na parkiecie w czwartej kwarcie - i być może oszczędzanie go to był największy błąd Spoelstry. Udonis Haslem (3pkt. 14zb.) zastąpił Joela Antony'ego w pierwszej piątce (to już trzeci podstawowy środkowy Heat w tej serii), ale jako startej nie dał zespołowi więcej niż robił to jako zmiennik.
Dobry początek miał Wade, który szybko rzucił 7 oczek i wyprowadził Heat na prowadzenie 9:2. Goście trafili parę rzutów z rzędu i złapali z powrotem kontakt z rywalami, jednak gospodarze znowu odskoczyli na 7 punktów. James dobił do punktowego poziomu Wade'a, a cały zespół gospodarzy grał agresywnie w obronie i zbierał z tablic większość piłek. Bostończycy mieli ogromne problemy, by oddać jakikolwiek celny rzut (30%skut. w Ikw.). Rondo i Garnett pudłowali nawet spod samej obręczy, dodatkowo rozgrywający Celtics wcześnie popełnił dwa faule: nie zszedł od razu z boiska, ale i tak musiał nieco zwolnić tempo. Wchodzący z ławki Bosh zagrał jako center i pokazał, że obrona przeciwnika będzie musiała się z nim liczyć (5pkt. w tym akcja 2+1 na KG). Po pierwszej kwarcie Heat prowadzili 24:16.
W drugiej odsłonie James nie zdejmował stopy z gazu (18pkt. 9zb. do przerwy) i seryjnie trafiał kolejne rzuty, zwiększając prowadzenie „Żaru” do 13 punktów. Kiedy „Król” odpoczywał, goście ekspresowo zredukowali straty do 5 oczek, mimo że nadal seryjnie pudłowali. Bosh rozgościł się pod tablicą Celtics i raz po raz zbierał w ataku, ale nie zawsze przynosiło to gospodarzom punkty. „Zieloni” uszczelnili obronę (Wade zaczął od 3/3FG, potem nie trafił 6 kolejnych prób), grając strefą trzymali rywali z dala od obręczy (nawet po powrocie MVP na parkiet), nie popełniając przy tym fauli. Sami regularnie dostawali się na linię rzutów wolnych i utrzymywali się w grze. Choć trafiali tylko 33,3% z gry – a ich „Wielka Czwórka” 18,75% (6/32FG); najpewniejszym punktem ich ataku okazał się Bass (10pkt. po IIkw.) – to zatrzymali Heat na 36,6% skuteczności i wymusili na nich 11 strat (przy 7 własnych) w 24 minuty. Na przerwę gospodarze schodzili wygrywając tylko 2 punktami – 42:40.
Po zmianie stron Wade wrócił do bardziej zdecydowanej gry i znowu zaczął agresywnie wchodzić pod kosz, co przynosiło efekty: kosz, rzuty wolne lub otwierało pozycje jego kolegom. W odpowiedzi kilka punktów w kolejnych akcjach Bostonu zdobył Garnett i Celtics doprowadzili do remisu. Goście znowu zaczęli stawiać strefę, ale tym razem bez natychmiastowego skutku: Heat rzucili 9 punktów z rzędu i znowu odskoczyli przeciwnikom. Goście konsekwentną defensywą w końcu zatrzymali Wade'a, Jamesa i spółkę (żadnej celnej próby z gry w drugich sześciu minutach kwarty), a w ataku zaczęli regularnie punktować. Trzecią odsłonę Celtics zakończyli serią 15:1 i przed decydującą częścią spotkania prowadzili 65:60.
W pierwszych minutach czwartej kwarty dzięki niesamowitemu Wade'owi Heat odzyskali przewagę. „Flash”zdobywał kolejne punkty (w tym elemencie wspierał go James), błyszczał również w obronie: wymusił faul w ataku na Garnecie i w spektakularny sposób zablokował wsad Bassa. W defensywie ciężko pracowali też Norris Cole (przechwyt na Rondo wyprowadzającym kontrę) i James Jones, który nikomu nie zostawiał centymetra wolnego miejsca. Gospodarze wyszli na 6-punktowe prowadzenie, nie utrzymali go jednak zbyt długo. W tej samej akcji, w której D-Wade powstrzymał Bassa, piłka trafiła do Rondo który jedną rękę odbił ją prosto do Pietrusa, a ten przymierzył z dystansu. W kolejnych akcjach rozgrywający Celtics dwukrotnie punktował spod kosza, Garnett zaraz po tym jak zablokował Jamesa wjeżdżającego pod obręcz trafił z półdystansu i goście z powrotem byli na minimalnym (81:80) prowadzeniu. Chalmersowi odgwizdano przewinienie techniczne na Pietrusie i Allen trafił osobisty. Za chwilę rozgrywający Heat odkupił winy trójką, ale tym samym odpowiedział Pietrus. Wade wyrównał po szalonym wejściu pod kosz, ale Pierce trafił oba rzuty wolne i C's prowadzili 87:85 na półtorej minuty przed końcem.
Po chwili sfaulowany przy walce o zbiórkę Haslem ( spudłował jedną próbę z linii, a Pierce, w ostatnich sekundach przysługujących Celtics na rzut, trafił z dystansu nad wyciągniętą ręką Jamesa. Po przerwie na żądanie Spoelstry Chalmers pomylił się zza łuku, przy walce o zbiórkę piłka wylądowała za linią końcową. Początkowo sędziowie przyznali piłkę Heat, ale po obejrzeniu sytuacji na monitorach zmienili decyzję – ostatnim, który dotykał piłki był Haslem. Do końca zostawało nieco ponad 45 sekund. Rajon Rondo grał długo, ale spudłował próbę z wyskoku. Sfaulowany w kontrze Wade wykorzystał oba rzuty wolne na 15sek. przed ostatnią syreną. Taką samą efektywnością odpowiedział Ray Allen. Po kolejnym czasie dla Heat James błyskawicznie zaatakował kosz i zdobył punkty na niecałe 10 sekund przed końcem. Po chwili Haslem przy próbie przechwyty podania sfaulował Garnetta, a ten też nie pomylił się na linii. Wade spróbował jeszcze z dystansu, ale tak jak w końcówce czwartego meczu spudłował. Zbiórkę wywalczył KG i natychmiast rzucił piłkę do przodu do Doolinga, a czas meczu dobiegł końca.
Gospodarze nie wykorzystali sporej przewagi na tablicach: wygrali zbiórki 49-39 (12-9 w ataku), ale to było za mało. Popełnili nieznacznie więcej strat (15:13), aż 13 z nich to były przechwyty koszykarzy Celtics. Rondo miał dokładnie tyle samo asyst co cały zespół Heat (C's 19). "Zieloni" w całym meczu trafili wprawdzie jedynie 40,7% prób, ale udało im się zatrzymać rywali na jeszcze niższej skuteczności (39%) z gry. Do tego lepiej wykorzystywali otwrte pozycje zza łuku (6/15, 40% przy 7/26, 26,9% rywali) i byli efektywniejsi na linii rzutów wolnych: Heat trafili 19 na 25 (76%), zwycięzcy 22 na 27 (81,5%).