Genialny Rondo to za mało na Heat
Miami Heat odrobili 15 punktów straty i po dogrywce pokonali na własnym parkiecie Boston Celtics 115:111. Koszykarze "Żaru" objęli prowadzenie w Finałach Konferencji Wschodniej 2-0 i "Zieloni" są pod ścianą - mimo że zagrali świetnie, a Rondo dokonywał rzeczy niemożliwych, zwycięstwo znów wymknęło im się z rąk.
Gospodarzy do wygranej poprowadziło trio LeBron James - Dwyane Wade - Mario Chalmers. MVP sezonu regularnego rzucił 34 punkty (7/20FG, 18/24FT), do tego miał 10 zbiórek i 7 asyst. "Flash" zapisał na swoim koncie 23 punkty, 6 zbiórek, 4 asysty i 2 bloki, natomiast rozgrywający gospodarzy dostarczył swojej drużynie 22 oczka (3/6 za 3), 4 zbiórki, 6 asyst i 2 przechwyty. Double-double zanotował wchodzący z ławki Udonis Haslem (13pkt. 11zb. 3as. 2przech.).
Heat mieli nieznaczną, ale jednak wystarczającą przewagę. Choć trafili mniej rzutów z gry (37/83, 44,6%) niż rywale (40/81, 49,4%) i nie zawsze radzili sobie w ataku pozycyjnym, to byli lepsi w punktach spod kosza (40:30), drugiej szansy (18:8) i z kontrataku (18:10).
To okazało się być w sam raz, by odeprzeć wściekłe ataki Rajona Rondo i spółki. RR9 nie zszedł z parkietu nawet na sekundę, w 53 minuty gry robił właściwie wszystko: zdobywał punkty ze wszystkich możliwych pozycji (16/24FG, 2/2 3P, 10/12FT) i pobił swój rekord kariery, rzucając ich aż 44. Do tego podawał (10as.), zbierał (8zb.), był aktywny i efektywny (3przech.) w obronie.
Doc Rivers grał przede wszystkim swoją pierwszą piątką (rezerwowi rzucili razem 7 oczek; 3/5FG), niestety dla Celtics żaden z ich starterów nie radził sobie choć w połowie tak dobrze jak Rondo. Drugim strzelcem zespołu okazał się Paul Pierce (21pkt. 6zb. 3as.), który nie miał szczególnie dobrego dnia: spudłował 11 z 19 prób z gry. Skutecznością nie popisali się też Kevin Garnett (18pkt. 6/18FG, 8zb.) i Ray Allen (13pkt. 5/11FG 2/5 3P, 5zb. 2przech.).
W pierwszej kwarcie Celtics pokazali, że zależy im na wygranej i będą o nią walczyć. Twarda i szczelna defensywa ograniczyła Heat do 27,3% skuteczności, po 8 punktów od Rondo i Pierce'a pozwoliło gościom objąć prowadzenie 24:18. W kolejnych 12 minutach gry goście sukcesywnie powiększali przewagę, która doszła nawet do 15 punktów. RR9 był nie do zatrzymania (22pkt. po pierwszej połowie), 7 oczek rzucił Allen, jednak Chalmers i James nie pozwolili Celtom odskoczyć za daleko. Jeszcze w tej samej odsłonie Heat zmniejszyli straty do 6 punktów, ostatecznie do przerwy goście prowadzili 53:46 i końcowy wynik pozostawał sprawą otwartą.
W trzeciej kwarcie Celtics rzucili 4 pierwsze punkty, jednak od tego momentu to gospodarze przejęli kontrolę nad wydarzeniami na parkiecie. Trzecią ćwiartkę wygrali 35:22, trafili 65% rzutów i zaczęli zmuszać Rondo do częstszego oddawania piłki. D-Wade i LBJ zdobyli w tej części meczu razem 23 punkty, tuzin dołożyli Chalmers z Haslemem. Po stronie C's 9 rzucił Pierce.
W czwartej odsłonie goście wrócili do efektywności z pierwszych fragmentów meczu, tym razem pozwolili rywalom na 28,6% skuteczności. Garnett i Rondo wyprowadzili nawet Celtics na 5-punktowe prowadzenie na niecałe 4 minuty przed końcem. Jednak po trójce Shane'a Battiera (9pkt. 3/8 3P, 3zb.) mieliśmy już remis, a za chwilę po rzucie z półdystansu Haslema Heat osiągnęli 4 oczka przewagi na minutę przed ostatnią syreną. Goście odpowiedzieli zagraniem alley-oop Rondo do Garnetta, a po jednym pudle Wade'a z linii rzutów wolnych (szósty faul Pierce'a) Ray Allen doprowadził do remisu po 99: na zegarze pozostawało jeszcze 34,3 sekundy.
Szansy na zakończenie spotkania w podstawowym czasie nie wykorzystał LeBron James i to dwukrotnie. Najpierw po świetnym podaniu Wade'a pod kosz, nie zachował pełnej koncentracji i spudłował layup (do zmiany kierunku rzutu mogła go zmusić wyciągnięta ręka Garnetta). MVP odkupił winy zbierając piłkę w ataku i nie dając Celtics szans na przeprowadzenie własnej akcji. LBJ po chwili dostał piłkę z powrotem, w ostatnich sekundach zbiegł na jedną ze swoich ulubionych pozycji (na prawym łokciu) i z odchylenia rzucił ponad Rondo: nie trafił.
W dogrywce bohaterem został Wade - rzucił w niej 8 punktów (drugie tyle James z Haslemem), na 18,4sek. przed końcem trafił dwa rzuty wolne, które wyprowadziły Heat na 7-punktowe prowadzenie. Rondo robił co mógł, zdobył wszystkie 12 punktów zespołu, ale to było za mało. Rzucił dwie trójki, przy stanie 114:111 na linii znów stanął "Flash" i pierwszy rzut spudłował. Goście mieli nadzieję, że nie trafi również drugiego, wtedy mileby mniej więcej dwie sekundy na doprowadzenie do drugiej dogrywki (a przy dużej ilości szczęścia na akcję 3+1 i zwycięstwo). Niestety dla nich D-Wade opanował nerwy i trafił, ustalając wynik spotkania.