Pewna wygrana Heat
Mimo braku Chrisa Bosha, Miami Heat zdominowali strefę podkoszową w pierwszym meczu Finałów Konferencji Wschodniej i pokonali Boston Celtics 93:79. Drugie spotkanie w American Airlines Arena już w środę.
Gospodarze wygrali walkę o zbiórki 48-33, większość ich wejść pod kosz kończyła się punktami (42 punkty z pomalowanego, na skuteczności 77,8%), do tego Heat świetnie bronili. Gracze Celtics aż 11 razy nadziewali się na blok rywali, spod kosza trafili tylko 45,9% (17/37) swoich prób. Przewaga Heat pod obręczami dała im pewne zwycięstwo, właściwie w żadnym momencie niezagrożone - goście ani razu nie objęli prowadzenia, a nie do zatrzymania tego wieczoru był LeBron James.
Trzykrotny MVP sezonu regularnego, który zaczął mecz z pozycji silnego skrzydłowego, rzucił 32 punkty na skuteczności 59,1% (13/22FG; cały zespół Heat trafił 50% rzutów), 13 razy zbierał piłkę z tablic, zaliczył też 3 asysty i 3 bloki. Kolejny dobry mecz rozegrał drugi z "Wielkiej Trójki": Dwyane Wade, który na swoim koncie zapisał 22 punkty, 3 zbiórki, 7 asyst i 2 bloki. Double-double zanotował Shane Battier (10pkt. 10zb. 2blk.), swoje zadania wykonali też Mario Chalmers (9pkt. 5zb. 4as.), Mike Miller (8pkt. 2/2 3P, 3zb.) oraz podkoszowi: Joel Anthony (3pkt. 5zb. 2blk. w 20 minut gry) i Ronny Turiaf (4pkt. 5zb. 1blk. w 18,5min.).
Po stronie Celtics najlepiej spisał się Kevin Garnett - 23 punkty, 10 zbiórek, 2 asysty i blok - jedyny gracz pierwszej piątki gości, który radził sobie z obroną Heat. KG trafił 56,3% (9/16) swoich prób, choć Bostończycy zostali ograniczeni do 39,5% skuteczności. Szybcy, nieustępliwi defensorzy Heat i trudy siedmiomeczowej serii z Philadelphią 76ers najbardziej dały się we znaki Paulowi Pierce'owi (12pkt. 5/18FG, 2zb. 3as.) i Rajonowi Rondo (16pkt. 8/20FG, 9zb. 7as. 4str.). Ray Allen (6pkt. 1/7FG, 1/4 3P, 5zb. 2as.) nadal nie może odnaleźć właściwego rytmu grając, z nie do końca wyleczoną kontuzją kostek - pudłował jak na niego za dużo, nawet z linii rzutów wolnych (3/7FT) Brandon Bass (8pkt. 4/11FG, 2zb.) i Greg Stiemsma (6pkt. 4zb. w 11min.) będą musieli zagrać bardziej zdecydowanie, jeśli Celtics chcą znaleźć sposób na powstrzymanie Jamesa. Przyda się też trzymanie nerwów na wodzy i zostawianie pewnych rzeczy dla siebie - sędziowie nie szczędzili gościom przewinień technicznych (w tej kategorii było 5:0 na "nie-korzyść" gości).
LBJ swój koncert zaczął już w pierwszej kwarcie, w której zdobył 13 z 21 punktów zespołu, zapewniając Heat 10 oczek przewagi po 12 minutach gry. W tym fragmencie Celtics trafiali tylko 25% rzutów. Goście zdecydowanie poprawili się w drugiej odsłonie, którą wygrali 35:25. Garnett cały czas w pierwszej połowie robił swoje, a lepsza postawa Pierce'a i Rondo pozwoliła gościom jeszcze przed przerwą (a ściślej to w jej trakcie, kiedy sędziowie zweryfikowali dobitkę Anthony'ego na błąd 24 sekund) doprowadzić do remisu po 46.
Po zmianie stron Heat znów zaczęli grać agresywniej w obronie, co pozwoliło im zatrzymać rywali na 15 punktach w trzeciej kwarcie, przy 26 własnych. James z Wade'em kontrolowali sytuację i Celtics w czwartej kwarcie nie odrobili choćby jednego punktu z 11 oczek straty. Gospodarze zwiększyli przewagę nawet do 17 oczek i potem nie dopuścili rywali bliżej niż na 12 punktów na 5 minut przed ostatnią syreną.