Miami w finale wschodu
Indiana Pacers po raz drugi w swojej historii zaprzepaściła szansę awansu do finału konferencji dając wygrać przeciwnikom przy prowadzeniu 2-1 trzy kolejne mecze i przegrywając ostatecznie serię 2-4.
Ojcem zwycięstwa Miami Heat okazał się Dwyane Wade, który był dziś nie do zatrzymania i z 41 punktami został bohaterem Miami.
Oczywiście Wade miał wsparcie MVP sezonu zasadniczego Lebrona Jamesa, który spotkanie zakończył z 28 punktami, 6 zbiórkami i 7 asystami. Znowu okazało się, że duet Wade-James nie ma na wschodzie przeciwników, którzy potrafiliby ich zatrzymać. Po 70 punktach w meczu numer cztery dziś obaj zdobyli ich 69 poazując, że aby wygrywać serię w playoff potrzebne są jednak gwiazdy.
O wyniku mecz ponownie zadecydował trzecia kwarta, w której Heat okazali się lepsi aż o 12 punktów, dzięki czemu przed decydującą odsłoną prowadzili 10.
W czwatrtej kwarcie Pacers próbowali jeszcze dogonić rywali, jednak wszystko na co było ich stać to zniwelowanie przewagi do 5 oczek.
Pacers jak zwykle pokazali nieprawdopodobnie drużynową koszykówkę a wszyscy zawodnicy pierwszej piątki zaliczyli podwójne zdobycze punktowe. To jednak nie wystarczyło na świetnie dysponowanych lideów Miami. Jasne jest, że aby Indiana mogła myślec o walce o mistrzostwo NBA w przyszłym sezonie, potrzebuje wielkiej gwiazdy, która będzie w stanie odpowiedzieć na znakomitą grę dwójki z Miami.
Potwierdza to jedna statystyka pokazująca, że średnia zdobywanych punktów dwójki liderów Heat w zwycięskich meczach tej drużyny to 64,5 punktu, podczas gdy średnia wszystkich zawodników startowych Pacers to 63,2. Krótko mówiąc Wade i James ograli pierwszą piątkę Indiany i to sprawiło, że to Heat a nie Pacers zagrają w finale konferencji wschodniej.