Lakers nie wykorzystują szansy na wyrównanie rywalizacji
Los Angeles Lakers stanęli ubiegłej nocy przed szansą wyrównania stanu rywalizacji przeciwko Oklahoma City Thunder. I prawie się udało...
Gdyby w tym meczu nie wystąpił w końcówce Kevin Durant to wynik serii brzmiał by 2:2. Na nieszczęście dla Rona Artesta Metty World Coś Tam, który próbował go pilnować w decydującej akcji meczu skrzydłowy gości jednak był na parkiecie i to podopieczni Scotta Brooksa są teraz w komfortowej sytuacji przed piątym starciem.
Kiedy opuściłem rękę pomyślałem sobie wtedy: Jeśli nie wejdzie to będzie straszny rzut... - powiedział bohater spotkania. Weszło...
Ale po kolei. Mecz numer cztery trwał pod znakiem nieznacznej przewagi Lakers, która z czasem wyniosła trzynaście punktów (jeszcze na osiem minut przed końcem meczu). Jeszcze na sześć minut przed końcem czwartej kwarty gospodarze prowadzili 94:85 i wydawać by się mogło, że tego meczu nie powinni przegrać. Wtedy jednak coś się zacięło w ich grze, a goście kapitalnie bronili i wykorzystywali niemal każde potknięcie rywali w obronie bez litości ich karcąc i zmniejszając dystans.
Aż w końcu na 12 sekund przed końcem meczu w sytuacji jeden na jednego z MWP trafił z dystansu Durant i było po meczu. Sytuację próbował jeszcze odwrócić Bryant (38pkt,8zb,5as), jednak jego rzut nie okazał się tak skuteczny jak chwilę wczesniej KD (31pkt,13zb).
Żeby jednak zbytnio nie gloryfikować Duranta, to pochwalić należy również zbyt szybkiego na obronę Lakers Russella Westbrooka, który zanotował kolejny świetny występ w tej serii notując 37pkt i 5as. Dobrą robotę w obronie wykkonali także podkoszowi Thunder, będący zmorą Bryanta, na którym łapią piękne bloki - Ibaka i Perkins. Hiszpan blokował pięciokrotnie dodając 14 punktów, "Perk" uzyskał trzy bloki i 9 zbiórek.
Słabo zaprezentował się tym razem Gasol - 10pkt i 5zb to stanowczo zbyt mało jak na to, co od niego sie wymaga.