Pacers wyrównują stan rywalizacji
Indiana Pacers niespodziewanie pokonali faworyzowanych Miami Heat w drugim meczu serii , dzięki czemu w rywalizacji do czterech zwycięstw mamy remis 1-1.
Pacers zagrali bardzo agresywnie i pokazali, że walcząc można pokonać gwiazdorski skład jaki niewątpliwie posiadają Miami Heat.
Mecz rozpoczął się pod dyktando gości, którzy uzyskali kilku punktową przewagę. Gospodarze jednak szybko odzyskali prawidłowy rytm i dogonili graczy z Indiany.
W drugiej kwarcie mecz toczył się kosz za kosz i żadna z drużyn nie mogła uzyskać bezpiecznej przewagi. Dopiero trzecia kwarta okazała się tą, która wpłynęła na końcowy wynik choć mecz tak naprawdę rozstrzygnął się w kilku ostatnich akcjach. W trzeciej kwarcie Pacers okazali się lepsi od rywali aż 28:14.
Heat dogonili rywali w końcówce meczu jednak nie starczyło im czasu i chyba siły aby postawić "kropkę nad i" i ostatecznie musieli uznać wyższość przyjezdnych.
Najlepiej po stronie zwycięzców zaprezentował się David West, który zaliczył double-double rzucając 16 punktów i zbierając 10 piłek. Z double-double spotkanie zakończył także Paul George, który zapisał na swoim koncie 10 punktów i 11 zbiórek.
Po stronie Heat ponownie szaleli Lebron James i Dwyane Wade. Pierwszy uzyskał 28 punktów, 9 zbiórek i 5 asyst a drugi 24 punkty, 6 zbiórek, 4 asysty i 2 bloki. Heat jednak wyraźnie nie mogli złapać odpowiedniego rytmu co mogło być spowodowane brakiem Chrisa Bosha, który walczy z kontuzją mięśni brzucha.
Fatalnie zagrali wszyscy zawodnicy Miami, oprócz dwóch wcześniej wspomnianych. Reszta zespołu trafiła zaledwie 9 z 34 oddanych rzutó z gry. na dodatek nie wiedzieć czemu ostani rzut mogący doprowadzić do dogrywki oddawał Mario Chalmers, który do tej pory trafił zaledwie 2 z 13 rzutów z gry. Wcześniej dwóch osobistych na 54 sekundy przed końcem, nie wykorzystał James.