Niesamowite emocje w finale
Ogromnych emocji dostarczyli nam tegoroczni finaliści Euroligi mężczyzn. Naprzeciwko siebie stanęły ekipy CSKA Moskwa i Olympiakosu Pireus.
Ostatecznie ze zwycięstwa cieszyli się podopieczni Dusana Ivkovica, którzy dzięki niesamowitej pogoni w czwartej kwarcie ukradli zwycięstwo CSKA Moskwa za sprawą rzutu Printezisa na 0,7 sekundy przed końcem meczu. O wielkim pechu może mówić Ramunas Siskauskas, który chwilę przedtem nie wykorzystał ani jedengo z dwóch wykonywanych rzutów wolnych.
Mecz rozpoczął się od zachowawczych zagrań po obu stronach przypominających bokserskie szachy dwóch szanujących się rywali. Z biegiem czasu jednak gracze CSKA osiągali wyraźniejszą przewagę, by na drugą połowę wyjść prowadząc 34:20.
Bardziej wyrównany przebieg miała trzecia kwarta wygrana przez graczy spod Olimpu jednym punktem. Nadal była to jednak duża strata to rywali z Rosji, którzy chyba uwierzyli już, że są najlepsi w Europie.
Taka postawa mocno się na nich zemścicła w ostatniej części meczu, kiedy to Papanikolau wespół z Printezisem postanowili odrobić straty i wygrać mecz. W ostatniej akcji, gdy do końca meczu pozostało 9 sekund (61:60 dla CSKA) piłkę w rękach miał Spanoulis i wszystkie oczy skierowane były właśnie na lidera Olympiakosu, po którym można było spodziewać się iż sam zechce wygrać mecz oddając rzut z dystansu.Ten jednak wbił się pod kosz i nie mając już miejsca na oddanie rzutu skierował piłkę do niepilnowanego Printezisa, który półhakiem skierował ją do kosza wprowadzając w ekstazę swoich kolegów z parkietu i kibiców na trybunach w Stambule.
Tego się nikt nie spodziewał. Z grona czterech zespołów biorących udział w F4 Olympiakos nie był wymieniany jako potencjalny czempion, a tymczasem Dusan Ivkovic postanowił zaszokować całą Europę.
CSKA - Olympiakos 61:62 (10:7, 24:13, 19:20, 8:22)
Teodosic 15, Kirilenko 12(10zb,3prz), Krstic 11 - Ppanikolau 18, Spanoulis 15, Printezis 12