Celtowie przetrwali ostatni atak Jastrzębi
Boston Celtics po emocjonującej końcówce pokonali na własnym parkiecie Atlantę Hawks 83:80, zapewniając sobie zwycięstwo 4-2 w całej serii. W drugiej rundzie spotkają się ze swoimi rywalami z dywizji: Philadelphią 76ers, która przez dużą część sezonu miała szanse na zwycięstwo w Dywizji Atlantyckiej.
W ostatnim spotkaniu z Hawks Kevin Garnett pokazał, że pewne rzeczy w czasie playoffów lepiej jest zachować dla siebie.
Przed meczem numer 6 Michael Gearon, współwłaściciel Hawks, narzekał trochę na pracę sędziów i odgwizdywanie fauli. Stwierdził, że jego młody i atletyczny zespół nie dostaje wszystkich należnych im rzutów wolnych, w przeciwieństwie do "starego, grającego fizycznie" teamu, jak określił graczy z Bostonu. Przy okazji nazwał skrzydłowego/centra Celtics "nabrudniej grającym facetem w lidze". Dodatkowo zmotywowany KG rzucił 28 punktów (10/19FG, 8/10FT), zebrał 14 piłek, miał też 5 bloków i trzy przechwyty (przy jednej stracie). Dodatkowo to właśnie Garnett trafił rzut, który wyprowadził gospodarzy na prowadzenie na pół minuty przed końcem.
Po chwili spudłował najlepszy tego wieczoru strzelec Hawks: Josh Smith (18pkt. 9zb. 4as. 2przech.), piłka znalazła się w rękach Raya Allena (7pkt.), który natychmiast został sfaulowany przez Jeffa Teaugue'a (5pkt. 4zb. 6as.). Nieskuteczny z gry w tym meczu (1/7 z gry, wszystkie próby z dystansu) Allen trafił jednak tylko jeden z dwóch rzutów wolnych (łącznie 4/6FT). Przy stanie 81:79 dla gospodarzy, Larry Drew natychmiast poprosił o przerwę. Po wznowieniu Joe Johnson (17pkt. 7/17FG) natychmiast wszedł pod kosz, tam jednak został zablokowany przez Paula Pierce'a (18pkt. 7as. 5zb. 2przech.). Piłka po rękach Garnetta opuściła boisko, Hawks zostało niewiele więcej niż 3 sekundy.
Po kolejnym time-oucie, Al Horford (15pkt. 9zb. 7str.) przedarł się pod kosz i dostał podanie od Smitha. Kryjący centra Hawks Marquis Daniels zdołał go jednak sfaulować tak, by ten nie mógł oddać skutecznego rzutu. Stało się to z drobną pomocą doskakującego z "blokiem" Avery'ego Bradleya (6pkt. 2zb. 1przech.). Horford jednak spudłował pierwszy rzut wolny, trafił tylko za drugim razem. Celtics podali do Pierce'a, a ten wykorzystał oba osobiste. Goście mieli jeszcze 1,3 sekundy, ale żadnych przerw na żądanie. Teague chciał rzucać z daleka, ale nie dopuścił do tego Rajon Rondo (14pkt. 2zb. 8as. 5str.).
Wcześniej spotkanie również było całkiem zacięte, oba teamy 11 razy zmieniały się na prowadzeniu. Pierwszą kwartę 23:20 wygrali gracze z Atlanty, w dobrym rytm wszedł Marvin Williams (zdobył w tej części 8 oczek, łącznie 16pkt. 8zb. 3as.). W drugiej odsłonie goście powiększyli prowadzenie do 28:20, ale wtedy Celtics zaliczyli własną serię. Punkty Garnetta, Rondo i Pierce'a odwróciły sytuację o 180 stopni: to gospodarze prowadzili, nawet 10 oczkami. Przed przerwą wynik brzmiał 47:41 dla Celtów.
O ile w trzeciej kwarcie Bostończycy skutecznie bronili swojej przewagi i utrzymywali mniej więcej podobny rozmiar prowadzenia, tak w czwartej odsłonie dali się dogonić. Na szczęście dla Celtics, na akcje Horforda i Smitha we właściwych momentach odpowiedzieli Pierce i Garnett.