Będzie wielka bitwa w LA
Denver Nuggets pewnie pokonali Los Angeles Lakers 113:96 we własnej hali i wyrównali stan rywalizacji na 3-3. Gospodarze prowadzili od początku do końca, wygrali walkę pod koszami i pełni motywacji udadzą się na sobotnie, decydujące starcie do Staples Center.
Nuggets z pola trzech sekund zdobyli 50 punktów (przy 32 rywali). W atakowaniu kosza przodował Ty Lawson, do tego swoją skutecznością z dystansu zapewnił swoim partnerom więcej miejsca pod obręczą. Zdobywca 32 punktów, do których dołożył 6 asyst, 5 zbiórek i blok, trafił 5 z 6 prób za 3 punkty.
Bardzo aktywni byli również Timofiej Mozgow (8pkt. 4zb. 2as. 1blk.) i Kenneth Faried (15pkt. 11zb. 2blk.), nie odpuszczając swoich rywali w żadnym momencie. Wprawdzie tym razem słabiej spisał się JaVale McGee (2pkt. 5zb. 5fl.), ale jego koledzy z pierwszej piątki skutecznie zajęli się Andrew Bynumem (11pkt. 4/11 z gry, 16zb. 4blk.) i Pau Gasolem (3pkt. 1/10 z gry, 3zb. 1blk.). Duet wysokich Lakers, jedna z podstawowych broni Jeziorowców, zwyczajnie zawiódł. Jordan Hill (8pkt. 6zb.) niewiele tutaj pomógł. Bynum chyba będzie zmuszony cofnąć swoje słowa, o tym że mecze mogące zakończyć serię są łatwe ("close-out games are easy" - powiedział Andrew przed piątym meczem).
Center LAL nie wziął pod uwagę, że Nuggets zwykle grają z niezwykłym zacięciem i zaangażowaniem, a poddanie się to ostatnia rzecz, która przejdzie im przez głowy. Gospodarze zaczęli właśnie tak, jak powinno się to robić grając o życie: szybko i bez kompleksów. Już "na dzień dobry" zafundowali przeciwnikom serię 13-0, pierwszą kwartę wygrali 30-20. W kolejnej odsłonie Lakers zagrali już lepiej, zbliżyli się nawet na 4 oczka, w czym duża zasługa Kobego Bryanta (31pkt. 13/23 z gry, 4as.), występującego na parkiecie mimo problemów żołądkowych.
Do przerwy Nuggets prowadzili 54:45, w trzeciej kwarcie postanowili zakończyć sprawę. Po 36 minutach prowadzili już 90:68. Podobnie jak w pierwszej odsłonie, nie do powstrzymania był Lawson (15pkt. w Ikw. i 13pkt. w IIIkw.). Swoje uciułali Danilo Gallinari (12pkt. 4zb. 7as.) i Andre Miller (12pkt. 4zb.), a po drugiej stronie nieco osamotniony Bryant mógł liczyć tylko na Bynuma i Ramona Sessionsa (14pkt. 3as.).
W czwartej kwarcie Nuggets dopełnili dzieła zniszczenia. Odjechali na 28 punktów i poprowadzeni przez Corey'a Brewera (18pkt. 3zb. 2przech.) dali koszykarzom Lakers kilka spraw do przemyślenia i przeanalizowania przed Game 7. Może powracający po zawieszeniu Metta World Peace porządnie potrząśnie swoimi kolegami... albo rywalami.