Bryłki wciąż mają błysk
Denver Nuggets wygrali na wyjeździe 102:99 z Los Angeles Lakers i przedłużyli swoje nadzieje na awans do drugiej rundy. Goście prowadzili właściwie przez całe spotkanie, ale w sumie niewiele brakowało, by zaprzepaścili wszystko w samej końcówce. Niestety dla fanów LAL, w szalonej pogoni "Black Mambie" zabrakło jadu: Bryant spudłował swoje 3 ostatnie próby.
Goście prowadzili 15 punktami w środkowym fragmencie ostatniej odsłony. Zamiast spokojnie dowieźć zwycięstwo do końca, Nuggets zaczęli seryjnie pudłować. Na to tylko czekał Kobe Bryant (43pkt. 14/32 z gry, 5/11 za 3, 6zb. 5as. 2przech.), który sam długo nie mógł się wstrzelić. W drugiej połowie zdobył 25 punktów, z czego 14 w czwartej kwarcie. Trafił 4 trójki z rzędu, wydatnie pomagając Jeziorowcom doprowadzić do stanu 96:98, na zegarze pozostawała niecała minuta. Po celnym rzucie za 3 Ramona Sessionsa (9pkt. 3/12 z gry, 1/5 za 3, 6as.) na 14 sek. przed końcem zrobiło się już tylko 99:100. Świetnie spisujący się tego dnia Andre Miller (24pkt. 8as. celnie, na chłodno zamienił w punkty dwa rzuty wolne. Swoje okazje na wygranie meczu i zakończenie serii mieli jeszcze Bryant i Sessions, ale obaj pomylili się przy rzutach z dystansu.
Lakers prowadzili tylko raz: po tym jak wynik spotkania otworzył Andrew Bynum (16pkt. 11zb.). Inicjatywa przez większośc meczu należała do gości, którzy sumiennie budowali swoją przewagę. W pierwszej połowie ciężar zdobywania punktów spoczywał wzięli na siebie Kenneth Faried (10pkt. 9zb.) z Aaronem Afflalo (19pkt. 5zb. 3przech.). Równo, solidnie grał Danilo Gallinari (14pkt. 5zb.). Natomiast gospodarze mieli spore problemy ze skutecznością. Po 24 minutach Bryant trafił ("tradycyjne"?) 5 z 13 rzutów, Matt Barnes (11pkt. 4zb. 2przech.) 4 na 9, Pau Gasol (9pkt. 10zb. 3blk.) był 1/7 z gry, Sessions 1/4, Jordan Hill 0/4... Łącznie Lakers trafiali zaledwie 33,3% rzutów do przerwy, Nuggets 41,3%.
W efekcie goście schodzili do szatni prowadząc 49:43. Po zmianie stron zwiększali przewagę, w trzeciej kwarcie doszli do 12 oczek, w czwartej odskoczyli jeszcze trochę dalej. JaVale McGee (21pkt. 14zb. 2blk.) był w tej części spotkania wykątkowo aktywny: walczył o zbiórki, biegał do kontrataków, bez jakiegokolwiek respektu dla Bynuma czy Gasola wjeżdżał pod kosz i kończył akcje wsadami.
Denver Nuggets wciąż są w grze. I jeśli będą w stanie zaprezentować i utrzymać w kolejnym meczu poziom, na jakim grali przez 42 minuty piątego spotkania, będą mieli swoje szanse. Na zwycięstwo u siebie, a może nawet w całej serii?