Hawks uratowali się od wędkowania
Al Horford wrócił do pierwszej piątki Jastrzębi i rzucił 6 z ostatnich 8 punktów zespołu w zwycięstwie 87:86 nad Boston Celtics. Wygrana w Philips Arena pozwala koszykarzom z Atlanty myśleć jeszcze o wygraniu tej serii. Jeśli w czwartek zdobędą TD Garden, decydujący mecz nr 7 odbędzie się w ich szczęśliwym gnieździe.
Hawks raczej nie mogą narzekać na nieprzychylność losu, kiedy grają przed własną publicznością. W pierwszym meczu udało im się przetrwać huraganową pogoń Bostonu, tym razem mogliby śmiało "podziękować"... Rajonowi Rondo (13pkt. 12as. 5zb. 5przech. 5str.).
Gospodarze prowadzili siedmioma punktami w czwartej kwarcie, jednak celna trójka Paula Pierce'a (16pkt. 6zb. 4as. 3przech.) na 50 sekund przed ostatnią syreną pozwoliła Celtics zmniejszyć stratę do minimum. W kolejnych akcjach nieskuteczni byli Jeff Teague (16pkt. 5as. 2blk.) i Pierce. Piłka była w posiadaniu Hawks, gospodarze wzięli przerwę na żądanie, na zegarze pozostało niecałe 11 sekund. Rondo przejął jednak podanie z boku Josha Smitha (13pkt. 16zb. 6as.) do Joe Johnsona (15pkt. 4as. 2przech.) i natychmiast pobiegł na kosz rywali.
Smith nie odpuścił, utrzymał się przed przeciwnikiem, po zasłonie Kevina Garnetta (16pkt. 7zb.) krycie przejął Horford (19pkt. 13zb. 3as. 3przech. 3blk.). Center Hawks zagonił Rondo do linii bocznej na lewym skrzydle, nie przestając naciskać. RR9 nie wytrzymał presji i kiedy chciał zmienić kierunek biegu, wkozłował sobie piłkę w stopę, tracąc ostatnią szansę Celtics na zakończenie pierwszej rundy playoffów po 5 meczach.
Spotkanie w Philips Arena znów zapewniło mnóstwo emocji. W nieco lepszym rytmie rozpoczęli goście, wygrywając pierwszą kwartę 21:15. W drugiej odsłonie zwiększyli przewagę do 10 oczek, bardzo dobrze w tym fragmencie spisywał się Brandon Bass (14pkt. 7zb.). Jednak Hawks nie zamierzali dopuścić do powtórki z poprzedniego spotkania. Bez ociągania wzięli się za odrabianie strat, kolejne punkty zdobywali Johnson, Marvin Williams (15pkt. 4zb.) i Kirk Hinrich (7pkt. w niecałe 7min. gry). Gospodarze zdążyli jeszcze przed przerwą wyjść na 3-punktowe prowadzenie, ale nie mogli się nim cieszyć już w szatni. Równo z syreną kończącą trzecią kwartę z dystansu trafił Rondo, przywracając remis - po 40.
W trzeciej kwarcie to Hawks przeważali, każdy z ich graczy pierwszej piątki zaczął stanowić zagrożenie w ataku. Gospodarze wypracowali sobie 12 oczek przewagi, co udało im się błyskawicznie roztrwonić. W 3 minuty popełnili 5 strat i przed decydującą częścią meczu prowadzili już jedynie 66:64.
W czwartej kwarcie Jastrzębie znów próbowały się poderwać, ale przez trójki Raya Allena (15pkt. 4as.) nie udało im się "odlecieć" zbyt daleko. Na - jak się ostatecznie okazało - bezpieczny dystans wyciągnął Hawks dopiero Horford. Po tym jak Allen trafił z dystansu na 83:83, grający swój drugi mecz po kontuzji środkowy dwa razy z rzędu trafił spod kosza.