Clippers znów lepsi w końcówce
Los Angeles Clippers pokonali na własnym parkiecie Memphis Grizzlies 87:86 i odzyskali prowadzenie w serii. Gospodarze, niemal jak w pierwszym meczu, w czwartej kwarcie odrobili wszystkie straty. Niemal, bo tym razem Grizzlies odskoczyli tylko na 8 oczek.
Kluczowym zawodnikiem był - któżby inny - Chris Paul.
Lider Clippers zdobył 24 punkty, miał też 11 asyst i 4 przechwyty. W końcówce, kiedy po jednej z czterech trójek Randy'ego Foya (16pkt. 4zb.) gospodarze wyrównali, to właśnie opanowanie CP3 (4pkt. i asysta) pozwoliło drużynie z LA wyjść na sześciopunktowe (86:80) prowadzenie na 23 sekundy przed ostatnią syreną. Niewiele jednak brakowało, a to goście cieszyliby się ze zwycięstwa. Rudy Gay (24pkt. 7zb. 3przech.) dwukrotnie trafił z dystansu, a Reggie Evans (4pkt. 11zb. 2przech.) i Eric Bledsoe (3pkt. 3as. 1/5FT) trafili tylko jeden z pięciu wykonywanych przez nich w końcówce rzutów wolnych (łącznie Clippers spudłowali 17 z 30 osobistych). Po dwóch kolejnych pudłach drugiegi z nich, Grizzlies mieli około 8 sekund na przeprowadzenie skutecznej kontry. Piłka znowu trafiła do rąk Gay'a, ten jednak nie trafił trzeciej z rzędu trójki, rozpaczliwie (ale efektywnie) bronionej przez Foy'a.
Decydujące minuty były równie zacięte, co wcześniejsze części meczu. Oba zespoły grały agresywnie, nie odpuszczały w żadnej sytuacji, koszykarze chętnie robili niekoniecznie zgodny z przepisami użytek ze swoich łokci. W pierwszych fragmentach to Grizzlies, prowadzeni przez Zacha Randolpha (17pkt. 6zb. 2przech.) i Quincy'ego Pondextera (11pkt.), osiągnęli niewielką (5 oczek) przewagę.
W odpowiedzi trójkami popisywali się Foye oraz Mo Williams (8pkt. 2blk.), a Blake Griffin (17pkt.) zaczął częściej i bardziej zdecydowanie wchodzić pod obręcz. W efekcie Clippers w drugiej kwarcie odjechali na 13 punktów. Niewątpliwie pomocne były w tym problemy z faulami Marka Gasola (11pkt. 10zb. 3blk. 5f.), który musiał wybierać grę ostrożniejszą zamiast twardszej. Jednak do szatni Clippers schodzili prowadząc jedynie 50:46.
Trzecia kwarta należała już do Grizzlies. Goście wygrali ją 25:14. Za dostarczanie punktów odpowiadał Gay, a mrówczą pracę wykonywali O.J Mayo (6pkt. 9zb. 4as. 3przech.) z Mike'iem Conleyem (9pkt. 8as. 2przech.). Czwarta kwarta to już popis Clippers (23:15) oraz Chrisa Paula, dla 19 060 fanów zgromadzonych w Staples Center zakończony "happily endem".