Spurs bliscy drugiej rundy
Tylko w pierwszej połowie Utah Jazz stanowili realne zagrożenie dla najlepszej ekipy zachodu po sezonie zasadniczym prowadząc wyrównaną walkę. W drugiej części Parker i spółka zwiększyła obroty i odniosła trzecie zwycięstwo nad Mormonami, tym razem 102:90.
Ojcem sukcesu gości w tym spotkaniu był oczywiście francuski rozgrywający, który zgromadził 27 punktów i 6 asyst, jednak w pierwszej połowie dał zbyt poszaleć Sevinovi Harrisowi (21pkt,5as).
Wiem, że są dobrzy w przejściu z obrony do ataku. My mamy problem ze zbiórkami, po prostu musimy kontrolować to, co oni robią dobrze na parkiecie. Póki co nie udaje się nam to - mówił po pierwszej połowie Parker.
I rzeczywiście, Spurs mieli chwilowe problemy z kontrolą wydarzeń na parkiecie (trio Favors, Millsap,Jefferson w całym meczu uzbierało 33 piłki), jednak w drugiej połowie za sprawą szczególnie Manu Ginobiliego (6pkt,5zb,10as) Spurs wrócili na odpowiedni kurs. Dodatkowo trafiać zaczęli Splitter, Duncan i Green dzięki czemu goście wyszli na klikupunktowe prowadzenie, którego nie oddali już do końca meczu. W samej końcówce przebudził się jeszcze Stephen Jackson (13pkt,3x3) i było jak to śpiewa Jarzębina "po sprawie".
W pierwszej połowie byliśmy okropni. Nie daliśmy im żadnej premii w trzeciej i czwartej kwarcie nie faulując ich. To prawdopodobnie największa korekta, jaką uczyniliśmy - mówił po spotkaniu jak zwykle pełen radości i entuzjazmu Gregg Popovich.