Ręka Amar'e i prowadzenie Heat 2:0
Miami Heat utrzymali przewagę własnego parkietu i z dwoma zwycięstwami pojadą do Nowego Jorku na kolejne spotkania pierwszej rundy playoffs. Mecz ten był o wiele ciekawszy, niż pogrom jaki Heat zafundowali gościom w pierwszym starciu, ale ich przewaga nie podlegała i tej nocy dyskusji.
Fatalnie zachował się Amar'e Stoudemire, który po meczu miał problemy z samym sobą. Według relacji świadków nie opanowując nerwów cisnął pięścią w szybę w szatni i konieczna była pomoc lekarzy, którzy musieli założyć mu szwy, a skrzydłowy Knicks opuścił halę z ręką na temblaku.
Chcę przeprosić swoich fanów. Nie jestem dumny z moich działań, teraz liczę na nowy początek u nas w domu. Jestem wściekły - grzmiał Amar'e na twitterze.
Wcześniej "Stat" zdołał zapisać się w statystykach zdobywając 18 punktów i 7 zbiórek. Jednak to nie on, a Carmelo Anthony był najlepszym graczem Knicks, zmykając swe zdobycze na 30 punktach i 9 zbiórkach. W pierwszej połowie Melo mógł jeszcze liczyć na Chandlera, który był zagrożeniem pod koszem rywali, jednak gdzieś zniknął w drugiej części meczu.
Jesteśmy wszyscy sfrustrowani - tyle po meczu miał do powiedzenia center Knicks.
Gospodarzy do drugiego zwycięstwa poprowadził Dwyane Wade, który nie miał odpowiedzi w obronie (ta siedziała na ławce, a wkrótce przejdzie operację kolana - Iman Shumpert), który beztrosko hasał sobie po parkiecie trafiając 11/18 rzutów z gry uzyskując ostatecznie 25 punktów, 4 zbiórki i 4 asysty oraz wyrzucając but Mike'a Bibby, któremu ten wcześniej spadł z nogi.
LeBron James tym razem był mniej widoczny, jednak był bliski triple double zapisując 19 punktów, 7 zbiórek i 9 asyst. 21 punktów było z kolei dziełem Chrisa Bosha. W końcu swoją rolę spełnili Mike Miller i Shane Battier, którzy po trzy razy uderzyli z dystansu i takiej gry oczekują od nich właśnie w Miami.
Jako ciekawostkę można podać, iż to pierwsza taka sytuacja, w której seria Kinicks - Heat nie jest podzielona remisem na starcie rywalizacji. We wszystkich dotychczasowych pojedynkach pomiędzy obiema ekipami zawsze było 1:1 na starcie serii.
Zrobiliśmy to, co mieliśmy do zrobienia. Musimy już to zostawić za sobą - mówił wyraźnie zadowolony po meczu coach gospodarzy, Eric Spoelstra.