Egzekucja w Miami
Pojedynek pomiędzy Miami Heat a New York Knicks w pierwszej rundzie playoffs na Wschodzie budzi spore emocje. Głównie ze względu na historię pojedynków pomiędzy tymi klubami, ale i ostatnimi wynikami Knicks w regular season.
Wysztkich oczekujących na spore emocje spotkał jednak jeszcze większy zawód.
Heat odnieśli gładkie i bardzo wysokie zwycięstwo 100:67 prowadząc już po pierwszej połowie aż 54:31. Prym wiódł LeBron James, który zakończył mecz z dorobkiem 32 punktów (10/14 z gry) nic nie robiąc sobie z obrony rywali. Wspomagali go Dwyane Wade (19pkt) oraz Mario Chalmers (11pkt,9as).
Goście fatalnie spisywali się w obronie, ale i w ataku ich gra wołała o pomstę do nieba. Melo trafił 3 razy na 15 prób, Amar'e 2/7 a Chandler nie tafił ani razu tracąc aż 7 piłek w meczu. Szczególne pretensje można mieć więc głównie do centra Knicks, który miał być ważnym ogniwem w starciach podkoszowych tej rywalizacji. Musi jednak jak najszybciej zapomnieć o pierwszym spotkaniu i udowodnić, że pieniądze wydane na jego kontrakt mają przełożenie na jego grę, którą imponował w ubiegłym roku o tej porze.
Moi chłopcy mieli zauważalne spojrzenie w oczach przez ostatnie 24 godziny przed tym meczem. Agresywną grą udało nam się spełnić założenia, które wcześniej ustaliliśmy - powiedział po meczu Eric Spoelstra.