Evans na sprzedaż?
Przewrotów w "królestwie" ciąg dalszy. Jakby mało było w ostatnich tygodniach niepokoju fanom teamu z Sacramento, to Kings mogą niedługo stracić jeden ze swoich największych talentów - Tyreke'a Evansa.
Podobno działacze klubu chętnie wysłuchają wszelkich ofert w sprawie Debiutanta Roku z sezonu 2009/10.
22-letni zawodnik swój najlepszy sezon zaliczył jako rookie - notował wtedy średnio 20,1pkt. 5,8as. 5,6zb. i 1,5przech. w 72 meczach. Mówiło się wtedy o nim jako "LeBronie Jamesie rozgrywających" - Evans mierzy 198cm i waży ok. 100kg, warunkami fizycznymi przebija więc większość typowych jedynek.
W kolejnym sezonie Evans pogorszył swoje osiągnięcia, na co pewien wpływ z pewnością miały kolejne kontuzje - zagrał dla Kings tylko w 56 meczach, a do kosza trafiał wyraźnie rzadziej (17,8PPG). W obecnym sezonie pochodzący z Pensylwanii koszykarz dostarcza swojej drużynie 16,4pkt. 4,6zb. 4,5as. i 1,3przech. na mecz, grając po 34 minuty. Evans gra teraz częściej jako rzucający obrońca, a nawet niski skrzydłowy. Podstawowym rozgrywającym Kings został w trakcie rozgrywek Isaiah Thomas (11,5pkt. 2,6zb. 4,0as. 0,8przech. w 25 minut).
To właśnie forma Thomasa ma być powodem, dla którego Kigns mieliby chcieć handlować Evansem, który nie jest tak produktywny, jak w swoim pierwszym sezonie. Działacze podobno nie chcą dać mu więcej czasu, na dostosowywanie się do nowych warunków w drużynie, której liderem (nieco wbrew oczekiwaniom szefów) został DeMarcus Cousins, a nie były Rookie of the Year.
Jak pisze Ailene Voisin z Sacramento Bee, "jeśli klub szósty rok z rzędu kończy niemal na konferencji, to generalny menedżer powinien dokonać znaczących roszad personalnych, albo klub powinien zmienić generalnego menedżera".
W którym z zespołów NBA Tyreke Evans mógłby pokazać pełnię swoich możliwości? A może lepiej dla niego, żeby został w Sacramento Kings?