Lakers bez szans w starciu ze Spurs

Dodano: 21 kwietnia 2012 07:29
Lakers bez szans w starciu ze Spurs
Hubert Krzywda, Informacja własna
WikiMedia

Zdecydowanie inaczej musiał wyobrażać sobie powrót po siedmiu meczowej absencji spowodowanej kontuzją goleni Kobe Bryant.

Lider Lakers od razu stanął przed ciężkim zadaniem pokonania będących na wysokiej fali wznoszącej Spurs i to na ich terenie.

Skończyło się wysokim laniem 121:97,  a kluczowa dla przebiegu zdarzeń była trzecia kwarta wygrana przez "Ostrogi" 35:21.

Bryant mógł imponować jeszcze w trakcie drugiej kwarty, kiedy starał się utrzymywać dystans do gospodarzy, jednak później sprawy w swoje ręce wzięli Manu Ginobili i Tony Parker. Argentyńczyk poczestował rywali trzema celnymi "trójkami" kończąc spotkanie z 20 punktami (6zb,7as) a Francuz po raz kolejny udowodnił że jest jednym z najlepszych rozgrywających w lidze notując 20 punktów i rozdając 10 asyst. Do ich poziomu dostosował się Tim Duncan, który uzyskał 21 punktów i 8 zbiórek.

Lakers nie byli w stanie nawiązać walki pod koszem, przegrywając rywalizację na "desce" 29:42, a z pomalowanego Spurs trafili 54 punkty przy 30 gości.

Bryant po meczu obiektywnie ocenił sytuację:

Spurs wyciągnęli wnioski z pierwszego spotkania z nami (98:84 dla Lakers) w dwóch kolejnych pewnie nas pokonując. Doskonale rozciągali grę nie pozwalając trzymać się zbyt blisko obręczy Andrew Bynumowi (30 zb w pierwszym starciu prze 10 dniami). Musimy skorygować błędy, szczególnie jeśli trafimy na nich w playoffs.

Bryant zakończył mecz z dorobkiem zaledwie 18 punktów, co jest także zasługą Kawhi Leonarda, którego coraz częściej przyrównuje się do Bruce'a Bowena.

Był to trzeci mecz pomiędzy obiema ekipami na przestrzeni ostanich 10 dni. Pierwszy wygrali Lakers 98:84, dwa kolejne były zdecydowanie na korzyść podopiecznych Poppovicha.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp