Suns się nie poddają

Dodano: 20 kwietnia 2012 08:44
Suns się nie poddają
Michał Fast, Informacja własna
Obraz własny

Dziś w nocy w US Airways Center Phoenix Suns podejmowali walczących o wygranie dywizji pacyficznej Los Angeles Clippers.

Dla Suns było to kolejne kluczowe spotkanie w kontekście awansu do playoff. Tym razem Nash i spółka stanęli na wysokości zadania i wygrywając mecz 93:90 w znacznym stopniu zbliżyli się do tego celu.

Mecz był niezwykle wyrównany. Wystarczy powiiedzieć, że aż 24 razy dochodziło do zmiany prowadzenie i aż 19 razy na tablicy widniał remis.

Walka wręcz jaką mogliśmy oglądać zaowocowała trzema przewinieniami technicznymi i jednym faulem niesportowym. Widać było, że obie ekipy choć walczące o zupełnie inne cele nie chciały oddać tego spotkania. Tym bardziej cieszy postawa Suns, którzy pamiętają gorycz odpadnięcia z walki o mistrzostwo z poprzedniego sezonu, kiedy to przegrywali tego typu spotkania w końcówce sezonu zasadniczego.

Warto podkreślić także, że Suns wygrali spotkanie mimo słabszej postawy mózgu drużyny jakim niewątpliwie jest Steve Nash. W tym spotkaniu Nash zanotował zaledwie 6 asyst przy 6 stratach i miał 13 punktów. Na szczęście reszta zawodników pierwszej piątki robiła to co do nich należało. Marcin Gortat zaliczył kolejne double-double, tym razem rzucając 14 punktów i zbierając 14 piłek. Jared Dudley zdobył 18 punktó i miał 4 asysty a Channing Frye dołożył 16 punktów i 5 zbiórek.

Po stronie Clippers najlepiej punktował Chris Paul, którego gra była przyczyną słabszej postawy Steve'a Nasha. Paul zdobył 19 punktów i miał 10 asyst. Jak zwykle na wysokim poziomie zagrał także Blake Griffin zdobywca 16 punktów i 11 zbiórek. Griffin miał szansę doprowadzić do dogrywki jednak jego rzut za trzy punkty w ostatniej sekundzie meczu trefił w pierwszą obręcz tym samym pozbawiając Clipper szans na dodatkowe 5 minut gry.

Obrona Suns nie oszczędzała lidera gości. W połowie czwartej kwarty boisko po brutalnym faulu na Griffinie z boiska wyrzucono Robina Lopeza. Co prawda Lopez po meczu tłumaczył, że próbował wybić piłkę jednak jeżeli weźmie się pod uwagę słabą skuteczność Griffina na linii rzutó wolnych można mieć wątpliwości, czy rzeczywiście faul ten był przypadkowy.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp